ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Śniłem sen o Szaleńcu

Przyśnił mi się dziwny sen. Śniłem sen o Szaleńcu. Inaczej mówiąc o takim gatunku człowieka, który chcąc wyjaśnić świat przy pomocy jednego sposobu, posługuje się jednym prawidłem, choć wszyscy widzą i wiedzą, że świat wymaga ich (sposobów i prawideł) wiele.

Szaleniec jest tym-który-wie. Wie, że się nie myli, mylą się wszyscy inni. Technicznie dzieje się to tak, że Szaleniec ma najczęściej jakąś doktrynę. Gdy przykłada ją do rzeczywistości stwierdza różnice, co skłaniają go do oskarżania wszystkich myślących inaczej, niż wskazują jego schematy. Mylą się oni, nie on. Szaleniec pozbawiony jest najczęściej zmysłu konsekwencji. To oznacza, że może budował, planować, organizować, tworzyć, ale nie może zwyciężyć, gdyż tworzy tylko chaos.

Życie – tak nieśmiało myślę – proponuje dwie alternatywy: Jest loterią, więc nie ma miejsca na gorzkie żale. Albo: Dziedziczę po przodkach, niosę ciężar ich trudów, niepowodzeń, ulotnych sukcesów. Może mi to przejdzie, ale teraz, w tej chwili czuję, że umrę lekko i szczęśliwy.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar