Gränna

Polkagris to jeden z najbardziej typowych prezentów, jaki turyści kupują w Szwecji. Te anyżkowe słodkości, mimo biało-czerwonej barwy i nazwy, nic nie mają wspólnego z Polską…

Każdy kto jedzie z południa Szwecji na północ, bądź w drugą stronę, mija położone nad jeziorem Vänner, na wysokiej skarpie, tuż przy autostradzie E4, ruiny zamku Brahehus. To zresztą jeden z najpiękniejszych odcinków autostrady w Szwecji, przypominający niemal włoskie bądź francuskie krajobrazy. Poniżej zamku leży pełne uroku miasteczko Gränna. By tam dojechać warto zawczasu zboczyć z autostrady na tak zwaną trasę turystyczną.

Gränna pod pierwotną nazwą „Brahe-Gränna” założona została w 1652 roku przez hrabiego Pera Brahe była pierwszym i jedynym w Szwecji miastem feudalnym, opierającym się najpierw na hrabiowskich, a później królewskich przywilejach. Brahe był posiadaczem ziemskim o olbrzymich przywilejach, niemal królewskich, nadanych mu przez Erika XIV, i przez długi czas był także generalnym gubernatorem Finlandii. Mieszkał właśnie w Brahehus, który po jego śmierci, w 1708 roku spłonął.

Gränna, w której mieszka dzisiaj ok. 2500 osób, w wyniku reformy administracyjnej straciła prawa miejskie w 1971 roku i stała się rejonem gminy Jönköping. Na szlaku turystycznym to miejsce niezwykłe i specjalne. Nazywane jest Miastem Gruszek, Miastem Balonów, a przede wszystkim Miastem Polkagris. Grusze sadzono tutaj od czasów założenia miasta, ”historię balonów” rozpoczął szwedzki uczony Salomon August Andreé, urodzony właśnie w Gränna. Uczony i podróżnik zasłynął wyprawą balonem „Orzeł” w 1897 roku na Biegun Północny, która zakończyła się tragicznie. Dopiero po 33 latach znaleziono szczątki uczestników wyprawy i dokumenty, które dzisiaj można oglądać w muzeum w Gränna. Ale dzięki Andreé miasto stało się centrum sportu balonowego w Szwecji.

Ale główną atrakcją miasta są tradycyjne cukierki w kształcie laski o biało-czerwonych wzorach. To polkagris. Wzdłuż głównej ulicy miasteczka – w zasadzie jedynej, ale ciągnącej się z północy na południe – zabudowanej pełnymi uroku drewnianymi domami, znaleźć można kilkanaście sklepów-wytwórni, które zajmują się produkcją tych niezwykłych słodkości.

A wszystko zaczęło się w 1859 roku, gdy po śmierci męża, wdowa Amelia Eriksson, aby utrzymać siebie i swoje córki, otrzymała z magistratu zezwolenie na wytwarzanie „ekskluzywnego wypieku” który nazwała polkagris. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od bardzo popularnego w tamtych czasach tańca – polki. „Grisarna” (czyli świnki) była z początku sprzedawane jako „pluttar” (czyli anyżkowe cukierki), później dopiero Amelia wpadła na pomysł by wytwarzać je w formie „lasek”. I właśnie ta forma jest dzisiaj najbardziej znana i najbardziej rozpoznawalnym upominkiem ze Szwecji.

Przez długie lata Eriksson była jedyną producentką „polkagris”, z czasem naśladowców zaczęło przybywać i dzisiaj jest ich kilkunastu. Wszystkie wytwórnie położone są niemal w centrum miasteczka przy głównej ulicy, do każdej z wytwórni można wejść – ba – to jedna z największych atrakcji w rejonie. Zza szyby w sklepiku można oglądać cały cykl produkcji białoczerwonych słodkości: najpierw się je gotuje, rozciąga, ugniata, rozciąga, skręca i wreszcie tnie na kawałki. Jak nie w jednej wytwórni, to drugiej – spektakl można oglądać bez przerwy. Sztuka wytwarzania polkagris bardzo się rozwinęła: na początku były one biało-czerwone o smaku miętowym, obecnie są we wszystkich możliwych barwach i smakach. Ale tylko te biało-czerwone są „prawdziwe”.

Gränna żyje dzięki anyżkowym cukierkom, a wdzięczni mieszkańcy zafundowali Amelia pomnik, który można oglądać w jednym z parków. Latem miasto odwiedza każdego dnia tysiące turystów. Z leżącego w mieście portu odpływają promy na Visingsö, największą wyspę na jeziorze Vättern, na której w XI i XII wieku znajdowało się centrum szwedzkich monarchów. Promy jeżdżą tam przez cały dzień co 15-30 minut w sezonie letnim.

Gränna “zagrała” rolę w znanym filmie Bergmana “Tam gdzie rosną poziomki”: w zajeździe Gyllene Uttern (istnieje nadal!) Max von Sydow wplata nazwę miejscowości do jednego ze swoich dialogów. A w szwedzkiej wersji Mamma Mia, śpiewanej przez Niklasa Strömstedta angielski Glasgow zamienił się w… Gränna.

Warto tu przyjechać nawet na weekend.

STREFA.SE

Lämna ett svar