Doktor mający nadzieję (2)

Dzieło Zamenhofa jest podziwiane na całym świecie. Jedynie jemu udało się stworzyć język międzynarodowy, który przetrwał próbę czasu i ciągle rozwija się, a na bazie jego języka powstała społeczność i ruch, co jest zupełnie niespotykane na światową skalę.

Mimo sukcesów, esperanto ma również wrogów. Po raz pierwszy język międzynarodowy został zaatakowany przez przez dwóch niemieckich młodogramatyków K. Brugmana i A. Leskiena, profesorów Uniwersytetu w Lipsku. W roku 1907 ukazała się ich publikacja pt. Zur Kritik der künstliche Weltsprache (Przyczynek do krytyki sztucznego języka światowego). Ta publikacja wynikała z różnego pojęcia istoty języka niż reprezentował ją Zamenhof i inni twórcy języków planowych. Te różnice miały charakter pryncypialny i nie odnosiły się tylko do esperanto, ale ogólnie do idei języka międzynarodowego tworzonego planowo („sztucznie”). Ci obaj językoznawcy byli zwolennikami językoznawstwa historycznego, które procesami ewolucji próbowało wyjaśnić powstanie i rozwój języka. Dla nich język był jak żywy organizm, który rodzi się, rozwija i umiera. To czysty naturalizm lub darwinizm w językoznawstwie. Tak pojmowany język nie mógł być przez człowieka modyfikowany, kształtowany, nie można było również tworzyć nowych języków. Ponadto na poglądy młodogramatyków nakłada się romantyczna idea „Volksgeist” (duch narodu), której twórcą byli J. G. Herder i J. Möser. Miała ona swoje odbicie w poglądach wielu językoznawców niemieckich (W. von Humboldt, W. Schrerer) i kazała brać pod uwagę w języku wszystko to, co decyduje o charakterze narodowym języka, to znaczy o jego cechach narodowo-kulturowych. Dla nich to właśnie język był najlepszym wyrazicielem „ducha narodu”. Tym samym język stał się najważniejszym po „krwi” wyznacznikiem tożsamości narodowej. Pogląd ten stał się później budulcem dla powstania niemieckiego szowinizmu i germanizacji. Mamy też inne podejście do języka, bliskie Zamenhofowi, które prezentują instrumentaliści. Wielu językoznawców traktuje język jako narzędzie ludzkiej komunikacji. Skoro język jest narzędziem, to może być ulepszany, modyfikowany, mogą również powstawać nowe narzędzia (języki). I w tym duchu rozwija się współczesne językoznawstwo. Nauka poszła na tyle daleko do przodu, że dzisiaj zaczynamy mówić o inżynierii językowej. Nie ma bowiem współczesnego rozwiniętego języka, w który nie ingerowałby człowiek. Prawie każdy język przeszedł proces różnorakich reform. Powstały również „sztuczne” języki narodowe, jak np. nynorsk w sąsiedniej Norwegii, stworzony z północnych dialektów języka norweskiego przez prof. I. Aasena. Jest on dzisiaj obok bokmal jednym z oficjalnych języków norweskich. Tak też powstał współczesny język indonezyjski (bahasa indonesia) jako kompromis między ponad 400 dialektami używanymi w Indonezji. Takich przykładów jest wiele. Język polski również był reformowany w latach 30-tych, ponieważ w czasie rozbiorów zaczął się dzielić i różnicować. Dlatego władze odrodzonej Polski, chcąc integrować naród musiały zaangażować językoznawców, by stworzyć standard literacki współczesnego języka polskiego. A czym jest współczesny język niemiecki? M. Luther tłumacząc biblię na niemiecki również dokonał wyboru słownictwa, frazeologizmów i form gramatycznych i składniowych z kilku dialektów górnoniemieckich dzięki czemu doprowadził do powstania nowej formy języka niemieckiego, która następnie stała się podstawą dla współczesnego literackiego języka niemieckiego. Niemieckim językoznawcom przeciwstawiał się wybitny polski lingwista Jan Niecisław Baudouin de Courtenay, ukazując zalety języka Zamenhofa. Zafascynowany esperantem był również prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Z. Klemensiewicz i wielu innych polskich i zagranicznych uczonych, jak np. wybitny duński lingwista O. Jespersen. Wreszcie badania nad esperanto i innymi językami planowymi doprowadziły do wykształcenia się interlingwistyki, nowej dyscypliny naukowej w ramach językoznawstwa stosowanego. Studia w tym zakresie prowadzi wiele uczelni na świecie, m. in. Uniwersytet A. Mickiewicza w Poznaniu pod kierunkiem prof. I. Koutny. W przeszłości wykłady z tego zakresu były prowadzone również na Uniwersytecie Sztokholmskim.

Co zostało po Zamenhofie?

Ludwik miał troje dzieci, syna Adama i dwie córki: Lidię i Zofię. Obie córki w roku 1942 zostały wywiezione do Treblinki i zginęły tam. Natomiast Adam jako oficer wojska polskiego zginął zamordowany przez hitlerowców w Pamirach w styczniu 1940 r. Adam miał syna Krzysztofa (1925-2019), który wojnę przeżył ukrywając się u rodziny Janczewskich. Przybrał nazwisko Zaleski. Po wojnie ukończył Politechnikę Warszawską, na której doktoryzował się i jakiś czas pracował naukowo. W roku 1959 emigrował do Francji. Miał dwie córki, jedna mieszka w USA, druga – we Francji. Patrząc na rodzinę L. Zamenhofa zostały z niej „strzępy”, prawie cała jego rodzina została zamordowana w czasie wojny przez hitlerowców, cudem ocalał jedynie wnuk. Gdyby Zamenhof dożył wojny, zapewne podzieliłby los swoich dzieci. Był szczególnie znienawidzony przez Hitlera. W „Main Kampf” Hitler pisał: „Póki Żyd nie zostanie panem innych narodów, chcąc nie chcąc będzie mówił ich językami, ale kiedy to się zmieni  będą musieli (inne narody – uwaga autora) nauczyć się języka uniwersalnego (np. Esperanto!) po to, aby żydostwo przy pomocy tego środka mogło łatwiej nad nimi panować” (A. Hitler, Mein Kampf, München 1936, s. 337). W czasach hitleryzmu esperanto było zakazane. W wielu obozach koncentracyjnych język ten pełnił rolę języka tajemnego i służył to przekazywania konspiracyjnych informacji. Również komuniści byli niechętni temu językowi i tolerowali go tylko w sytuacji, kiedy mógł służyć do propagowania ich ideologii. Rosyjscy komuniści głosili zjednoczenie proletariatu, ale pod swoim przywództwem i przy uprzywilejowanej roli języka rosyjskiego.

Ruch esperancki skupiony wokół języka, któremu Ludwik poświęcił praktycznie swoje życie, ogarnął cały świat. Z językiem tym od czasów jego powstania zetknęło się ok. 10 mln ludzi (a wiadomo to podliczając nakłady esperanckich gramatyk i słowników) i na różnym poziomie potrafiło się nim posługiwać. To wręcz nieprawdopodobne, ponieważ język ten rozwijał się bez żadnego wsparcia ze strony jakiegokolwiek państwa. To mniej więcej tyle samo użytkowników co języka szwedzkiego, czeskiego, węgierskiego, a znacznie więcej niż mówiących po bułgarsku, fińsku, słowacku itd. Czemu język ten zawdzięcza taki sukces? Ma wiele zalet, ale jedną z najważniejszych to prosty, przejrzysty (bez wyjątków) system gramatyczny i tzw. internacjonalne słownictwo (głównie pochodzenia łacińskiego (romańskiego), greckiego i germańskiego), występujące w większości języków europejskich i znane ich użytkownikom. Ale przede wszystkim język ten nie ma charakteru narodowego, nie daje żadnemu użytkownikowi specjalnych względów i przywilejów. Nikogo nie wyróżnia, czyni wszystkich użytkowników równymi.

Język międzynarodowy jest potrzebny. O tym dyskutuje się od bardzo dawna, szczególnie w łonie organizacji międzynarodowych (ONZ, Unia Europejska) szczególnie wtedy, kiedy ustala się budżet tych instytucji i oblicza koszty tłumaczeń oficjalnych dokumentów oraz koszty tłumaczeń symultanicznych obrad. Liczby są ogromne, co zmusiło te organizacje do uznania niektórych języków za pierwszorzędne, z których będą dokonywane tłumaczenia na języki pozostałe. Nadmienię, że język polski w UE nie jest pierwszorzędnym. Więc już na poziomie językowym członkowie tych organizacji nie są równi (w ramach ONZ działa Rada Bezpieczeństwa z 5 stałymi członkami mającymi prawo weta). Za tą nierównością językową idzie również brak równości politycznej. Brak równości językowej można rozwiązać jedynie dwoma sposobami; uznać język międzynarodowy jako narzędzie komunikacji w tych organizacjach albo czekać na lepsze programy komputerowe służące do tłumaczeń. Jako językoznawca chciałbym jednak przestrzec przed nadmiernymi nadziejami w tym zakresie. Głównie dlatego, że do dzisiaj nauka nie poznała do końca struktury języka. Aby programista mógł stworzyć algorytm translatora, musi mieć model, a takowego nauka nie opisała. Programiści pracujący nad komputerowymi translatorami na każdym kroku zderzają się z problemami nie do przezwyciężenia i ciągle jakość tłumaczeń maszynowych jest wysoce niezadowalająca. Najprostszym zatem sposobem rozwiązania tego problemu jest prosty, łatwy język międzynarodowy. Być może ludzkość w końcu dojrzeje do wprowadzenia go w kontaktach międzynarodowych…

Na bazie przekładów na esperanto świat poznał polską literaturę, szczególnie na dalekim wschodzie (Chiny i Japonia). Stało się to dzięki tłumaczeniom Ludwika, jego brata Leona, córki Lidii oraz innych wybitnych esperantystów pierwszego okresu rozwoju języka, jak A. Grabowski, K. Bein, A. Zakrzewski i innych. Najpierw na języki orientalne została przetłumaczona polska literatura wtórnie, za pośrednictwem esperanto. Dopiero po wojnie polską literaturę na te języki tłumaczono bezpośrednio i to w bardzo wąskim zakresie.

Pozostał również ruch esperancki, tysiące organizacji, które tworzyli ludzie nastawieni pokojowo, otwarci na inne kultury, rasy i narody. A także religia – homaranizm, która poprzez swój uniwersalizm miała na celu zapobiegać wojnom religijnym i religijnemu szowinizmowi. Na jej bazie powstała nowa japońska religia Oomoto (inna pisownia Ōmoto), która po okresie prześladowań, dynamicznie rozwija się w Kraju Kwitnącej Wiśni. Co roku esperantyści spotykają się na światowych kongresach, kilka razy odbyły się one również na polskich ziemiach (1912, 1927, 1931, 1937, 1959, 1987, 2009). Każdego roku tysiące esperantystów jak do przysłowiowej Mekki przybywały do Białegostoku i Warszawy, aby odwiedzić miejsca związane z językiem esperanto i jego twórcą. Dostrzegali z jakim trudem kraj po wojnie, w czasach komunizmu, rozwijał się, kibicowali Polakom i trzymali za nich kciuki. Doświadczali gościnności polskich esperantystów. Była to świetna reklama Polski, ludzie z całego świata poznawali tragiczne losy naszego kraju w czasie zaborów i wojny, widzieli upór Polaków w drodze do wolności, przekonywali się do Polaków, którzy mimo życia za żelazną kurtyną byli na wskroś europejscy i im bliscy.

Plany zastosowania w jidysz alfabetu łacińskiego zrealizowały się stosunkowo niedawno. Od roku 1981 dzięki produkcji tanich komputerów osobistych rozpoczęła się epoka powszechnej komputeryzacji. W tamtym czasie były problemy z zastosowaniem komputerów do innych języków niż łaciński / angielski. Brakowało fontów zawierających łacińskie diakrytyki i inne alfabety. Użytkownicy jidysz, prowadzący elektroniczną korespondencję przypomnieli sobie o dawnym pomyśle Zamenhofa i zaczęli stosować łacińską transliterację jidysz. Znacznie później pojawiły się programy potrafiące pisać od prawej strony do lewej po hebrajsku i arabsku.

Po wojnie zawiązała się ONZ wraz ze wszystkimi swoimi organizacjami jak np. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. W końcu powstała Unia Europejska, Europejski Trybunał Praw Człowieka, także Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej o czym marzył Zamenhof. Powstały konwencje międzynarodowe, gwarantujące prawa mniejszościom i ich językom. To, co głosił Zamenhof i do czego nawoływał nie było  utopią. To wszystko realizuje się na naszych oczach krok po kroku. Pod tym względem Zamenhof okazuje się być nie tylko wielkim europejskim wizjonerem, ale jest również pierwszym twórcą idei zjednoczonej Europy.

Demony strachu.

Wraz z dojściem do władzy prawicy dobra passa esperanto w Polsce skończyła się. Było wiadomo, że obecna władza, stawiająca na nacjonalizm, uderzy wcześniej czy później w ruch esperancki, który jest im ideowo obcy.

Białystok zawsze był miastem leżącym na pograniczu kultur. Zawsze było to miasto wieloetniczne i wielojęzykowe, w którym mimo różnic ludzie żyli zgodnie i pokojowo. Obecna polska prawica wywołała w Białymstoku demony strachu. Bo nic innego, jak właśnie strach, nieprawdziwe poczucie zagrożenia ze strony innych narodów, grup społecznych, religii wywołuje niechęć i nienawiść, a mania wielkości rodzi dodatkowo pogardę do innych. W mieście, w którym mieszkają w dużej części dzisiaj Białorusini, gdzie są przedszkola i szkoły białoruskie, które jest również siedzibą biskupstwa katolickiego i prawosławnego, tworzy się silny polski ośrodek nacjonalistyczny. Oener’owcy i członkowie innych nacjonalistycznych organizacji urządzają w tym mieście cykliczne parady, niosąc transparenty z szowinistycznymi hasłami. Mają wsparcie ze strony kościoła katolickiego. Próbują tą swoją prymitywną ideologią „zarazić” również okolicę, jak np. Hajnówkę, co wywołuje sprzeciw wielu mieszkańców tego miasteczka. To wszystko dzieje się nie tylko za cichym przyzwoleniem lokalnych władz i policji, ale jest inspirowane przez wielu polskich polityków. Było wiele przypadków podpaleń mieszkań rodzin czeczeńskich w Białymstoku, na ulicach z pobudek rasistowskich byli bici zagraniczni studenci miejscowego uniwersytetu. Dla osób o ciemniejszej karnacji skóry miasto to stało się niebezpieczne.

Przyszedł wreszcie czas na rozprawę z esperanto. W roku 2009 w Białymstoku odbył się światowy kongres esperantystów. Odbył się on w 150 rocznicę urodzin L. Zamenhofa. Przed kongresem otwarto Centrum im. L. Zamenhofa. Znany białostocki esperantysta J. Parzyszek ocenił kongres jako jeden z najbardziej udanych w ostatnich latach. Jednak nie obyło się bez ekscesów. Była próba podpalenia kongresowego namiotu. Oblano farbą pomnik L. Zamenhofa w centrum miasta i nikt nie zareagował na ten akt wandalizmu, mimo, że było wielu świadków tego zdarzenia. To były kolejne wyraźne sygnały, że Białystok dziczeje. W roku 2016, czyli zaledwie kilka lat po powstaniu, władze miasta postanawiają zlikwidować Centrum L. Zamenhofa. Celem centrum było upowszechnianie dorobku kulturowego i historycznego wielokulturowego miasta, budowanie płaszczyzny dialogu kulturowego i tolerancji, a także popularyzowanie postaci i dzieła Ludwika Zamenhofa. Centrum dobrze realizowało postawione przed nim zadania, więc problem nie leżał w jego działalności, ale w idei, która przyświecała jego powstaniu. Braterstwo narodów, tolerancja, dialog międzynarodowy nie były już wartościami dla obecnej władzy. Białostoccy radni PO podkreślali, że w sytuacji, kiedy miasto owładnęła fala nacjonalizmu, likwidacja centrum nie jest wskazana, taka decyzja pogłębi tylko problemy miasta, należy jeszcze bardziej wzmocnić działanie centrum, a nie likwidować go, stwierdził radny Z. Nikitorowicz. Jednak rada, w której większość ma prawica była głucha na tego typu argumentację i centrum przestało istnieć, a jego majątek włączono do miejskiego ośrodka kultury. W taki oto brutalny sposób, w mieście, gdzie narodziła się idea języka międzynarodowego i pokoju zniszczono ledwo co położone podwaliny pod międzynarodową współpracę.

Do kolejnego zgrzytu doszło rok później, kiedy przypadała setna rocznica śmierci L. Zamenhofa. Do rady wpłynęła petycja, aby rok 2017 uczynić rokiem Zamenhofa. Tym bardziej, że w wielu miejscach na świecie taka decyzja została już przyjęta. Nawet UNESCO 2017 ogłosiło rokiem Zamenhofa. Białostoccy radni jednak przegłosowali projekt uczczenia J. Piłsudskiego mimo, że marszałek z tym miastem nie był w żaden sposób związany. Radni PO znów starali przemówić do rozsądku zwracając uwagę, że Białystok w rzeczywistości nie ma prócz L. Zamenhofa i esperanto czym pochwalić się w świecie. Odmowna decyzja władz wywołała najpierw konsternację w kręgach esperantystów na świecie. Jeden z prawicowych radnych, znany białostocki radykał i szowinista, Dariusz  W. (nazwiska nie wymieniam, aby takim ludziom nie robić za darmo reklamy) porównał Zamenhofa do Hitlera i Lenina. Stwierdził w czasie debaty, że „Białystok nie powinien promować się Ludwikiem Zamenhofem. Był takim samym utopistą jak komuniści, faszyści czy zwolennicy Unii Europejskiej”. Komentarz chyba zbędny… Zastanawiam się tylko jakim sposobem tacy ludzie zostają radnymi? Na jakim poziomie jest w Polsce demokracja i świadomość społeczna wyborców skoro do rad miejskich wybiera się takich ludzi? W świecie zupełnie nie rozumiano powodów takiej decyzji. Jednak kiedy polscy esperantyści zaczęli wyjaśniać swoim kolegom z innych krajów, kto rządzi obecnie Polską i jakie są pryncypia polityki tej władzy, wywołało to nieukrywane zgorszenie, a decyzję władz Białegostoku nazwano haniebną. Skutki dla Białegostoku będą opłakane, ponieważ esperantyści zrozumieli, że nie mają czego szukać w tym mieście. W Białymstoku ustawicznie likwidowano wszelkie ślady życia L. Zamenhofa. Najpierw zburzono jego rodzinny dom, zamiast odrestaurować go i zrobić w nim muzeum, które przyciągałoby turystów z całego świata, później zamknięto ośrodek jego imienia i na koniec nie chciano uczcić rocznicy jego śmierci. To nie przypadkowe zdarzenia, to droga którą kroczy obecna władza w Polsce. Nacjonalizmem próbuje się zasłonić brak osiągnięć swojego narodu. Poprzez nacjonalizm wywołuje się w narodzie iluzoryczne poczucie wielkości. Nacjonalizm wywołuje się sztucznie wszędzie tam, gdzie naród jest mało świadomy, łatwo ulega populizmowi, demagogii i manipulacji, gdzie demokracja raczkuje, a przy tym naród odczuwa głód sukcesu. Wtedy wyciąga się, nawet z odległej historii, postacie i każe się ludziom je czcić, wyolbrzymiając przy tym ich zasługi dla kraju i świata. A innych, którzy rzeczywiście rozsławili kraj w świecie, nie pasujących z różnych powodów rządzącym, skazuje się na zapomnienie.

Nie tylko Zamenhof…

Zamenhof to tylko jeden z wielu wybitnych polskich Żydów, których obecna władza najchętniej wymazałaby z polskiej historii. W roku 2017 przypadały dwie rocznice związane z B. Leśmianem, 140 rocznica urodzin i 80 rocznica jego śmierci. Leśmian to nie pierwszy lepszy pismak, ma swoje trwałe miejsce w historii polskiej literatury. To wybitny polski poeta, eseista, tłumacz i krytyk literatury, również znawca teatru. Do sejmu wpłynął wniosek z propozycją uczczenia autora „Łąki” (zbioru poezji, który do dziś zadziwia Polaków balladami czy pieśniami i bawi wierszami jak choćby „W malinowym chruśniaku”). Inicjatywa od razu trafiła na opór posłów PiS. Argumentowano, skądinąd niedorzecznie, że nie jest to poeta tej miary co Mickiewicz, Słowacki czy Kochanowski. Przecież każdy z nich był wybitny na miarę swoich czasów. Wśród prawicowych parlamentarzystów zalazła się tylko jedna posłanka (Joanna L.), związana niegdyś z mediami, która potrafiła się przeciwstawić swoim klubowym kolegom i z sejmowej mównicy stwierdziła, że „Leśmian czerpał z polskiej tożsamości, polskiej tożsamości ludowej, umiał to wszystko, co usłyszał w polskości przetransferować do poezji, budując bardzo konsekwentny obraz metafizyczny”. To jednak nie zmieniło decyzji posłów PiS i zamiast Leśmiana postanowili uczcić W. Biegańskiego, J. Hallera, T. Kościuszkę, W. Raczkiewicza oraz rocznicę koronacji obrazu M. B. Częstochowskiej, a także ogłosili, że będzie to rok rzeki Wisły. Nikt nic nie mam przeciwko rzece Wiśle, ani koronacji, ani przeciwko wymienionym wybitnym Polakom, ale skoro było ich tak wielu w kolejce do czci, to dlaczego zabrakło tam miejsca dla Leśmiana? Nikt tego rozumowo nie jest w stanie wyjaśnić. To samo przy okazji kolejnych rocznic urodzin czy śmierci spotka J. Korczaka, J. Tuwima, J. Brzechwę, J. Lechonia, M. Jastruna, K. Baczyńskiego, Z. Baumana, I. Szewińską i dziesiątki, a nawet setki innych wybitnych postaci polskiej kultury, nauki czy sportu pochodzenia żydowskiego. Kierunek został już zapoczątkowany…

Obecna władza nie mówi tego oczywiście wprost, ale daje jasno do zrozumienia, że jeśli w tobie znajdziemy chociażby jedną kroplę żydowskiej krwi, wyrzucimy cię na śmietnik historii, gdzie zgnijesz i Polska o tobie zapomni, niezależnie od tego co zrobiłeś wartościowego dla swego kraju.

Andrzej B. Lewkowicz

 

Lämna ett svar