ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Tak mogło być

Ziemia jest najpiękniejszą planetą wszechświata. Takiej różnorodności form i bogactw natury niema w kosmosie nigdzie. Jest śliczna i przyciąga dusze z boskich przestrzeni, które gdy już zamieszkały w fizycznych ciałach jej mieszkańców, chciały koniecznie pozostać i powtarzać swój cykl życia w kolejnych ciałach. Wiele dusz zostało tak „schwytanych w pułapkę” Ziemi. Żyją tu a kiedy umierają ich ciała, myślą tylko o powrocie w kolejne. Nie patrzą w górę, w kosmiczne przestrzenie, patrzą w dół, bowiem pragną powrotu do ziemskich ciał oferujących im tak wiele przyjemności. Dusze te nie wędrują po transformacji poza sferę fizyczności, gdyż tego nie chcą. Tak mogło, tak może być.

Gdy na Ziemi lądowały różne kosmiczne grupy  etniczne – które ówcześni mieszkańcy Ziemi uważali za bogów – i łącząc się z tubylcami wysiewali swoje kultury, zauważono brak równowagi pomiędzy psyche a soma. Soma wszędzie zwyciężało i ów brak równowagi powodował, że fizyczność dyktowała swoje prawa duchowości, w rezultacie ludzkie kultury wpadły – nie bez udziału trzeciej siły, będzie jeszcze o niej – w pułapkę czasu.

Dobrym przykładem jest tu historia Atlantydy i jej tragicznego losu. Atlantyda była ziemska kolonią kosmicznej cywilizacji, która – przystosowując do ziemskiej grawitacji – przekazała tam swoją genetykę i technologię. Atlantydzi wykorzystując nieznane na Ziemi prawa fizyki posiedli zarozumiałą pewność, iż są zdolni do  ustanowienia Ostatecznego Spełnienia, innymi słowy stworzenia raju na ziemi. Realizację tego zamierzenia widzieli głównie w doskonaleniu cielesności, a posiadana technologia pozwalała im na genetyczne eksperymenty oraz dokonywanie przeszczepów w nieograniczonej formie, również pomiędzy ludźmi a zwierzętami. Transplanty były częstokroć sprawniejsze od samych twórców i co ważne, nie do odróżnienia. Mitologiczny Centaur nie jest poetycką alegorią siły, to konkretny rezultat umiejętności transplantacyjnych genetyków i chirurgów atlantyckich. Atlantydzi w miejsce podnoszenia właściwości duszy, posłużyli się otrzymaną wiedzą i techniką udoskonalając ciała.

Byli naturalnie obserwowani. Projekt zaludnienia Ziemi myślącymi i posiadającymi wolną wolę myślenia i działania istotami, eksperyment który miał uczyć równowagi między duchowością a cielesnością, był zbyt wielkim projektem aby mógł być puszczony samopas. Ale bogowie niestety popełnili błąd, bowiem nie przewidzieli skutków jakie niosła z sobą gęstość planety, jej różnorodność, bogactwo flory i fauny. Popełnili również drugi, groźniejszy w skutkach błąd, poinformowali ludzi o istnieniu Tajemnicy.

Człowiek bardzo chciał poznać Tajemnicę, a prowokowany przez Innych – będzie jeszcze o nich mowa – miał pretensje do bogów. A ukrytą prawdą, ową Tajemnicą było, że ludzie są jednością z całym stworzeniem, jednością ze Stwórcą, są ciałem z jego ciała. Bogowie ukryli tę prawdę i nazwali Tajemnicą tylko dlatego, że człowiek nie zrozumiałby i mógł łatwo wpaść w niebezpieczne zaułki pychy. Bogowie ostrzegali – Nie podchodźcie do Drzewa Mądrości, tego wam nie wolno! Ale gdy człowiek usłyszał – Nie wolno!, dokonał natychmiast samodzielnego wyboru i stało się.

Od tego dnia, tego feralnego dnia, człowiek sam siebie karze. Dokonał wyboru, odsłonili tajemnicę i ta go przeraziła, gdyż nie zrozumiał przesłania. Tak stracił spokój, a z nim poczucie zadowolenia z istnienia. Ludzie nadużyli zaufanie bogów, zniszczyli je i pozostał im smutek, żal, wahania. Ludzkość próbowała naprawiać szkodę, myśląc, że dobrze w oczach bogów wypadnie ponosząc ofiary z tego, co było im najdroższe, ofiarowywali swoich dzieci kładąc je na ofiarnych stołach.

Czas biegł a poczucie winy i niepewność losu pozostało w ludziach ciągle żywe, co zauważyli i poczęli wykorzystywać na swoją korzyść przywódcy religijni. Eksploatując kompleks niższości trawiący człowieka, religie podtrzymują jego poczucie winy, uznając za dobry sposób na trzymanie w ryzach i kontrolowanie myśli oraz poczynań wiernych.

Dla bogów zaś najważniejszym było, by człowiek zachował zdolność wolnego wyboru. Żeby istniał bez zakazów, z zaufaniem do nich i siebie samego, oraz by rozumiał wagę tego stanu rzeczy. Bogom nie chodziło o wyegzekwowanie na człowieku – Tego ci nie wolno! Chodziło bardziej o naukę – Oto masz wybór. Będziesz nam posłuszny albo nie będziesz, to jest zawsze twój własny i wolny wybór.

Cywilizacje kosmiczne przybywały na Ziemię w różnych i bardzo odległych od siebie okresach. Lądowali mgławicami zapoczątkowującymi życie na planecie, jako przedświt Adama i Ewy, jako zapowiedź Seta, Ozyrysa, Mojżesza, Abrahama, Buddy, Jezusa, Mahomeda, i innych proroków. Byli oni forpocztą bogów.

To, że bogowie wylądowali na terenach gdzie żyło plemię Izraela, nie było przypadkiem. Zbyt wielu wybitnych kosmitów – Abraham, Mojżesz, Jan Chrzciciel, Jezus, Mahomed – rozpoczynało wśród tych plemion swoją ziemską drogę, by było to przypadkowym zrządzeniem losu. Każdy wybór stanowi wyróżnienie, wybierany jest ten a nie inny czlowiek, ten a nie inny naród, z wielu. Być wybranym, oznacza jednak coś więcej niż przywilej, wybrany bierze na siebie brzemię odpowiedzialności. Być narodem wybranym nie musi oznaczać jego wielkości, ale na pewno oznacza, że będzie borykał się wielkimi problemami. Plemię Izraela zostało wybrane i niewątpliwie tym wyróżnione, ale wybrane do służby i mieli za płacić.

Należy uważnie przyglądać się losom narodów Judy, bowiem ich sukcesy i klęski są zwierciadłem losów planety. Bogowie na nich, na Izraelczykach, eksperymentują dojrzałość człowieka do Tajemnicy, do zrozumienia na czym polega wolna i nieprzymuszona wola myślenia i działania. Tak długo, jak w plemieniu Izraela będzie trwał niepokój, agresja, gniew, destrukcje, tak długo Ziemia nie będzie potrafiła się spełnić, bowiem Izrael jest mikrokosmosem Ziemi. Błędem było i jest, że akceptując bycie narodem wybranym, jednocześnie nie przyjmują odpowiedzialności z tego wynikającej. Detalizują i tak gmatwają swój, a w dużej części również los innych narodów.

Planeta Ziemia sprawia obecnie poważne kłopoty cywilizacjom kosmicznym, ponieważ hamuje rozwój Wszechświata. Tego ogromnego organizmu nie można dzielić, wyodrębniać, seprować, mówić – Co obchodzi żyjące w odległości tysięcy lat świetlnych cywilizacje, co się dzieje na Ziemi? Otóż obchodzi, obchodzi bardzo! Niepokój narastający wokół Ziemi zagraża bezpośrednio wszystkim cywilizacjom kosmosu, ponieważ hamuje ich rozwojowe poczynania. Całość, całe istnienie, Wszystko, jest ogromnym naczyniem, jednym wszech-organizmem, więc gdy źle się dzieje w jednym miejscu tego ciała, cały organizm niedomaga i choruje.

Wróćmy do Atlantydy, jest dobrym przykładem na to o czym teraz mówimy. Los Atlantydy dopełnił się, nastąpił koniec spowodowany naturalnym kataklizmem ale proces zniszczenia zapoczątkowali bogowie i Atlantyda zniknęła. Fizyczne zniszczenie Atlantydy rozwiązało bogom jeden problem, tworząc równocześnie następny. Atlantyda zniknęła, ponieważ wytworzone zostały technologie zagrażające bezpieczeństwu całej planety, ale kataklizm zabił wielu Atlantów, którzy niczemu nie byli winni. Jak bogowie sobie z tym problemem poradzili, nawet nasza ziemska ułomna sprawiedliwość, nie dopuszcza odpowiedzialności zbiorowej? AZnaleźli rozwiązanie, ostatecznie byli bogami!

Na Atlantydzie dużo ludzi było w opozycji do coraz powszechniej panującej destrukcji. Ci otrzymali szanse przeżycia i kontynuowania istnienia w innych ciałach. Mogli przenieść się na inne planety, mogli wrócić na planety matki. Ci, którzy wybrali Ziemię, otrzymali od bogów ciała delfinów. Delfiny nie są niestety uznawane za gatunek ludzki, ale istnieją i niosą ludziom wielką pomoc. Są strażnikami i dzięki swej potężnej inteligencji ostrzegają nieprzychylne ludziom cywilizacje przed lądowaniem i tak bronią ludzkość przed najeźdźcami.

Wybierając ciała delfinów Atlantydzi wykazali mądrość, gdyż pozbyli się w ten sposób pokus, jakie niesie z sobą ciało człowieka. Ich życie jest mniej skomplikowane, ale przynosi im wiele radości. Obecnie wielu z nich powraca do postaci wyprostowanej, by pomóc mieszkańcom Ziemi w ich kłopotach. Ci co pozostają w ciałach delfinów czynią tak dlatego, że nie mają pewności czy potrafiliby żyć w postaci wyprostowanej i nie szkodzić. Historia i los Atlantydy jest przykładową porażką bogów.

W czasie wstępnym powstawania Ziemi pojawili się na niej również Inni i zrobili to tak sprytnie, że gdy bogowie zorientowali się w czym rzecz, było już za późno. Nie docenili sprytu i wpływów Innych, a ci chcieli zająć ich miejsce i tego dokonali. Kim są Inni? Są pokusami świata.

Człowiek ma bardzo luźny związek z koncepcją Boga, ponieważ idea ta ogromnie go przerasta i wymaga katalizatorów, łączników zbliżających niewyobrażalnie totalną koncepcję, do ograniczonych możliwości percepcyjnych człowieka.

Kim jest Bóg człowiek wie i nie wie. Dla jednych miłością, dla innych kresem wszystkiego, dla jeszcze innych zjednoczoną bezgraniczną inteligencją, absolutem, rozumem który stworzył energię myśli. Ale myśl była samotna, nie miała z kim się zmierzyć i Bóg wymyślił grę. Dokonał rozszerzenia, uwolnił energię i tak powstało Wszystko. Wtedy Bóg powiedział: Znam wszystko co robię i nie znam wszystkiego co robię bo znam wszystko co robię.

Mógł tak powiedzieć, mógł zatoczyć krąg, gdyż sam ją uwolnił, to była jego energia. Bóg rozszerzył siebie i z niego, z jego energii powstała całość, która jest nim, dał początek istnieniu, które jest nim. Wszystkie cząsteczki zebrane razem stworzyły nieskończoność i inteligencję, stworzyły Boga.

W swoim najgłębszym wnętrzu człowiek wie, że jest cząstką Stwórcy, jesteśmy jego częścią. Dlaczego nie potrafimy tego pojąć, przecież Ten-Który-Stworzył dał, a nie usunął inteligencję! A może jest w tym ludzki pokrętny pomysł? Może wydaje się nam, że pozostając w ignorancji unikniemy odpowiedzialności za siebie i za to, co robimy?

Stwórca potrzebował pośredników i sobie ich stworzył. To oni, boscy giermkowie, są naszymi bogami. Są również Bogiem, są częścią zbioru wszystkiego, ale ludziom sprawiają kłopoty identyfikacyjne, ponieważ przybierają ludzką postać. Bogowie pozwalają się rodzić ziemskim matkom, by człowiek ich lepiej rozumiał a oni jego, co niestety nie następuje. W ludzkich głowach nie może się pomieścić i od tysięcy lat próbują rozwiązać łamigłówkę, której nie ma – Bóg li to, czy człowiek? I Bóg i człowiek! Jedno i drugie! Człowiek różni się od bogów jedynie wiedzą, bogowie wiedzą więcej od niego, ale na skali Boga jesteśmy z nimi równi. Bóg nie dokonuje rozróżnień.

W boskim projekcie biorą udział wszystkie stworzenia, zwierzęta również. Są one równie bliskie Bogu, co człowiek. Może nawet bliższe Mu niż ludzie, ponieważ jest w nich więcej miłości. Nigdy ludźmi nie zostaną, nie są ludzką formą i nie stoi przed nimi taka przyszłość, ale są najczystszą formą miłości. Zwierzęta jaśnieją jak słońca, są perfekcją.

Na Ziemi, jak i w całym Wszechświecie, funkcjonuje swoista dżentelmeńska umowa – prawa naturalne. Zostały wprowadzone i wszystkim przynoszą korzyść, a stosowanie się do nich jest nauką dla duszy. Tu niestety wkracza Inny. Działa on na styku psyche i soma, ze szczególnym uwzględnieniem soma, gdyż posługując się słabościami ciała, potrafi wytrącać z równowagi duszę. Jest pokusami świata a wielką, bodaj najpotężniejszą pokusą człowieka jest pragnienie władzy, chęć kontrolowania ludzi i rzeczy. Na tej strunie gra Inny. Pragnienia towarzyszą człowiekowi od samego zarania, a wzmocnione fanatyzmem i wyrachowaniem mężczyzn w czerni, przeradzają się w zło wielkie, kiedy kryją swoje niecne czyny za słowami – Uczyniłem to w imię Boga!

Przeciwstawianie złu dobra, w ogóle porównywanie, jest wielkim błędem. Siłą dobra jest ono samo, nie porównywanie ze złem. Zło powstało z inicjatywy Wszechumysłu, było wyzwaniem rzuconym przez Stwórcę samemu sobie. Pramyśl nudziła się i potrzebowała przeciwnika by móc wypróbować potęgę umysłu.

Człowiek, z wolna i cierniową drogą, dochodzi do wiedzy, do mądrości, ale mądrzenie wcale nie czyni jego życia bezpieczniejszym. Inny również podwyższa poprzeczkę, zmienia metody działania, dostosowuje się do tego, co zastaje. Jest potężnym przeciwnikiem, ale to nie oznacza, że należy go nienawidzieć. Przeciwnika, kim by nie był, należy szanować, jednocześnie bacznie go obserwując.

Ziemia jest swoistego rodzaju doświadczalnym poletkiem, mającym dać odpowiedź na pytanie, już o tym mówiliśmy ale powtarzamy – Czy dusza w warunkach posiadania fizycznego ciała, może mieć indywidualną wolną wolę myśli i działania? Dotychczas eksperyment bogów jest mało udany, co nie oznacza, że skazany na porażkę. Przed człowiekiem daleka droga i wzmożenie wysiłków, ale aby się bogom eksperyment powiódł, człowiek musi otrzymać pomóc. Inny jest zbyt potężnym przeciwnikiem i człowiek nie jest w stanie pokonać go samodzielnie, potrzebuje pomocy bogów.

Inny obecny jest na Ziemi od chwili tworzenia centrów energetycznych, z których wykluwał się klimat, flora, fauna, czas. Wylądował i wplątał swoje trzy grosze w pra-genetykę i prawa naturalne. W rezultacie powstał zamęt i pierwotna koncepcja bogów dotycząca biologicznego życia uległa zmianie. Aby istnieć trzeba zdobyć pożywienie. Aby zdobyć pożywienie trzeba zabić. Bakteria zabija bakterię, larwa zjada ciało, ptak zabija robaka, lwica zabija antylopę.

Bogowie nie potrafili zmienić tego co się stało z fauną, ale próbowali i próbują ratować człowieka i wysyłali mu na Ziemię pontony w postaci Seta, Ozyrysa, Abrahama, Mojżesza, Buddy, Jezusa, Mahomeda, i innych proroków. Istot które starały się przeciwstawić Innemu i odgrodzić go od człowieka. W przypadku chrześcijaństwa był to chrzest oraz oczekiwanie na powrót Zbawcy. Prorokom niestety udało się tylko częściowo, co zamierzali. Otwierali nam oczy, ale my uchylaliśmy powieki tylko w chwilach gdy byli z nami. Potem szybko zapominaliśmy ich nauki. Na szczęście obfitość czasu pozwalała bogom spokojnie znosić porażki i czekać na nasze przebudzenie.

Ten okres minął i czasu pozostało niewiele. Albo otworzymy oczy, wysforujemy się przed Innego i zwyciężymy, albo nie zobaczymy mety. Musimy zacząć produkować wielkie ilości życzliwości. M u s i m y! Inaczej podzielimy los Atlantydy.

Andrzej Szmilichowski

Nacka w czerwcu
FOTO: © CC0 Public Domain

Lämna ett svar