Polacy w Rumunii (2): Kaczyka

To najbardziej wymieszana dziś etnicznie i kulturowo osada, w której nadal mieszkają Polacy. Żyje w niej około 300 rodzin, w których przynajmniej jedna strona jest pochodzenia polskiego, 400 rodzin rumuńskich i 30 ukraińskich. Wielu też Polaków i Ukraińców skoligaconych tam jest z Niemcami. Kaczyka – „Bukowina w pigułce” nazywana jest także Kaczycą oraz po rumuńsku Cacica i znana jest w całej niemal Rumunii z kopalni soli oraz katolickiego sanktuarium maryjnego.

Dawniej w pobliżu słonego źródła stało jedynie kilka nędznych chałupek, a okolica była prawie bezludna i porosła gęstym lasem. Na pobliskich bagnach gnieździły się dzikie kaczki, skąd najprawdopodobniej wzięła się jej dzisiejsza nazwa.

Rozwój wsi rozpoczął się w roku 1792, kiedy to rząd austro-węgierski sprowadził tam z Wieliczki i Bochni 20 rodzin górników. Dziś Kaczyka jest osadą rolniczo-hodowlaną. Niewielka część jej mieszkańców pracuje także w nowej kopalni soli.

Pierwszą osobą którą spotkałem w osadzie była pani Leokadia Dziubińska, emerytowana dziś nauczycielka. Moi rodzice przybyli tu z Galicji z okolic Wieliczki – opowiadała mi w swoim ogrodzie. Ja jestem z domu Grudnicka. Moja mama z domu Markiewicz była Niemką. Jestem więc pół Polką i pół Niemką. Męża mam zaś Ukraińca, z którym rozmawiam po rumuńsku. Mój ojciec był z zawodu górnikiem soli. W tutejszej kopalni pracował także jeden z moich braci, a jego syn był w niej dyrektorem.

Nadal też pielęgnujemy tu na Bukowinie stare polskie zwyczaje. Szczególnie te związane ze świętami wielkanocnymi oraz bożonarodzeniowymi. Zawsze np. starannie przygotowujemy się do wigilii nazywanej tu „świętym wieczorem”.  Na uroczystą wigilijną kolację gotujemy obowiązkowo 12 potraw, wśród których nie może zabraknąć barszczu z uszkami, pszenicy, ryb, pierogów z powidłami, ciasta z orzechami i kompotu. Na Wielkanoc pieczemy natomiast, w specjalnie przygotowanych dużych glinianych formach, wielkie baby i serniki – nazywane tu paschą.

Naszą rozmowę o polskich zwyczajach przerwała pani Krystyna Cehaniuk, prezes kaczyckiego Stowarzyszenia „Dom Polski”, która od sąsiadów dowiedziała się o naszym przyjeździe.

Do naszego Stowarzyszenia opowiadała pani Krystyna – powstałego w roku 1990, należy dziś około 200 osób. Wcześniej komuniści nie pozwalali nam na założenie jakiejkolwiek organizacji etnicznej. Chcieli mieć wszystko pod kontrolą. Najbardziej jednak prześladowali nauczycieli, inwigilując nas nieustannie, szczególnie treść prowadzonych lekcji.

Dziś rozmawiamy tu po polsku, tak jak nauczyli nas tego rodzice, i możemy już mówić, że jesteśmy Polakami, choć wiele naszych rodzin jest tu bardzo etnicznie pomieszanych. Moja np. matka jest Polką, a tata Ukraińcem. Tam gdzie matka jest Polką, tam też zazwyczaj i dzieci rozmawiają po polsku, zachowując dawna tradycję.  Tam zaś gdzie tylko ojciec jest Polakiem, a matka Rumunką, rozmawia się już po rumuńsku.

Nasze dzieci rozmawiają po polsku dzięki swoim rodzicom. Od roku 1990 mogą się też uczyć języka ojczystego w tutejszej szkole. Jest tu też specjalna, około 75 osobowa, grupa dzieci uczących się polskiego jako języka ojczystego. Polskiego uczono w Kaczyka również przed II wojną światową. Po roku 1945 funkcjonowała tu przez kilka lat sekcja języka polskiego dla uczniów o polskim pochodzeniu dla klas I – IV. Tak było do roku 1969. Potem nastąpiła długa przerwa.

W Kaczyka mamy też Dom Polski. Wszystko, co robią tu Polacy, dzieje się właśnie tam: nauka śpiewu, tańca, dyskoteki. Mamy też własny zespół taneczny „Duet”, który popularyzuje tańce ludowe i współczesne. Jeździmy też na warsztatach tanecznych do Polski. Byliśmy w Koninie, gdzie zaprzyjaźniliśmy się z tamtejszym zespołem o tej samej nazwie. Od nich też otrzymaliśmy stroje. Dziś nas na wyjazd do kraju nas nie stać. Koszty przejazdu są dla nas zbyt wysokie, choć zapraszający gwarantują nocleg i wyżywienie.

Myślimy też o dalszej rozbudowie Domu Polskiego. Chcemy poszerzyć kuchnię, tak aby przy większej ilości gości można było dla wszystkich przygotować coś ciepłego. W prowadzeniu i utrzymaniu Domu Polskiego pomagają rodzice siedmiu naszych studentów uczących się w Polsce oraz mąż i synowie.

W Kaczyka znajduje się znane sanktuarium maryjne Bukowiny. Czczona jest w nim łaskami słynąca kopia obrazu Matki Bożej  Częstochowskiej. Pierwszym duszpasterzem, który w roku 1799   osiadł na stałe w Kaczyka był ks. Jakub Bogdanowicz. To dzięki niemu, jak podają kroniki parafialne, wzniesiono tam w roku 1810 pierwszy kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej. On też był pomysłodawcą sprowadzenia do Kaczyka, z pojezuickiego kościoła w Stanisławowie, obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.

Parafię w Kaczyka erygował metropolita lwowski ks. abp Franciszek de Paula Pischtek w roku 1844. Mieszkało w niej wówczas 1356 katolików, 5490 greko-katolików, 88 Żydów i 29 ewangelików. Od roku 1902 w Kaczyka pracę duszpasterską rozpoczęli misjonarze. Parafia była tam zawsze bardzo narodowościowo zróżnicowana. Obok Rumunów mieszkali w niej także Niemcy, Polacy, Słowacy, Ukraińcy i Węgrzy.

Pani Leokadia Dziubińska  /starsza/

Obecny kościół, będący od kilku lat bazyliką mniejszą, zbudowano według projektu lwowskiego architekta prof. Talkowskiego w roku 1904. Od tego też czasu kaczycka świątynia i łaskami słynący obraz Matki Bożej Częstochowskiej jest celem licznych pielgrzymek, które ściągają tam z całej Bukowiny.

Po II wojnie światowej i latach reżimu komunistycznego pozycja kaczyckiego sanktuarium mocno podupadła. Dopiero ostatnie dziesięciolecia przyniosły wiele zmian na lepsze. Ich zapowiedzią były pierwsze uroczystości odpustowe w wolnej już Rumunii w roku 1990, w których udział wzięło blisko 20 tysięcy pielgrzymów. Obecnie na sierpniowy odpust do Kaczyka przybywa kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów z Bukowiny oraz innych części Rumunii, a także coraz częściej z Polski. Kaczyckie sanktuarium ponownie odradza się i promieniuje swoja duchowością na naszych rodaków na Bukowinie, także po stronie ukraińskiej.

Tekst i zdjęcia: Leszek Wątróbski

Na zdjęciu: Dom Polski

Lämna ett svar