POLACY NA SZCZYTACH ŚWIATA: Między postępem, a wynaturzeniem?

O prawidłowy rozwój osiągnięć Polaków na szczytach Polski i świata nie ma się w zasadzie co martwić. Sukcesy zagraniczne są wyjątkowo imponujące a i w kraju, za plecami ścisłej czołówki wyrasta coraz liczniejsza grupa wspinaczy, gotowych już do ataku na najtrudniejsze zerwy alpejskie i kaukaskie.

W Tatrach najtrudniejsze ściany padają w trudnych warunkach zimowych, czasy przejść skracane są do minimum, technika sztucznych ułatwień opanowana bywa do cyrkowej perfekcji, która – w połączeniu z wielką odpornością psychiczną – decyduje obecnie o postępie i stanowi swoistą rację stanu sportu wspinaczego. Dzielenie arcytrudnych ścian na coraz bliżej siebie położone warianty, pokonywane następnie przez coraz liczniejsze zespoły 18-letnich ”szaleńców” z odwagą w sercu lecz bez poczucia odpowiedzialności, pokonywane nawet ostatnio przez zespoły kobiece, coraz więcej ”ślusarstwa” i akrobacji w ścianie, ze szkodą dla prawdziwego obcowania z przyrodą, jaką dawała wspinaczka klasyczna – wszystko to prowadzi niekiedy do akcji – jak wspinaczka grupy Momatiuka na Kazalnicy – odbieranych i komentowanych jako zjawisko niemal cyrkowe.

Wypaczenia alpinizmu, coraz częściej krytykowane w prasie fachowej w imię czystości ”idei” sa również spotykane często w Alpach (np. I wejście zimowe na Cirna Grande di Lavaredo w Dolomitach, transmitowane przez telewizję, gdy wspinacze nocujący przez przeszło tydzień w ścianie dostawali na linach kubki gorącego kakao). Wydaje się jednak, że wynaturzenia alpinizmu są niezbędnym etapem na drodze jego dalszego postępu, który także w Polsce zachodzi prawidłowo. Powinien natomiast cieszyć bez żadnych zastrzeżeń fakt, że polski alpinizm, poza krajami alpejskimi, Anglikami i być może Japończykami i Amerykanami, zanotował już osiągnięcia najwyższej klasy światowej.

Aleksander Kwiatkowski

(pierwodruk: Kronika (Londyn), nr. 51-52/1964)

KONIEC

Lämna ett svar