Niemcy zamykają swoje elektrownie jądrowe

Elektrownie jądrowe w Niemczech zostaną definitywnie wyłączone. Klamka zapadła. Eksperci wątpią jednak, czy miliardy zostawione do dyspozycji przez operatorów wystarczą na ich likwidację. Jedną z takich właśnie wyłączonych przed laty elektrowni jądrowych była położona ok. 30 km na wschód od niemieckiego Greisfwaldu – w miejscowości Lubmin. Jest ona obecnie dostępna dla zorganizowanych grup zwiedzających. Ją właśnie udało mi się odwiedzić.

Lubmin położony jest ok. 50 km na zachód od polskiego Świnoujścia, na brzegu Zatoki Greifswaldzkiej. Tam przez ponad 40 lat czynna była elektrownia atomowa. Proces uzbrojenia terenu pod jej budowę rozpoczęto w roku 1967. Pierwszy blok nowej elektrowni uruchomiono w roku 1973, drugi w 1974, trzeci w 1977, czwarty w 1979 (wszystkie o mocy 440 MW, typ WWER 440/W-230) i piąty w roku 1989 (o mocy 440 MW, typ WWER 440/W-213). Natomiast bloki nr 6, 7 i 8, tego samego typu, nigdy nie zostały dokończone. Elektrownia (do roku 1990) produkowała 16-18% energii elektrycznej dla byłego NRD (po uruchomieniu bloków 6 – 8 byłoby jej 25%).

Produkcję energii przerwano ostatecznie w roku 1990, już po zjednoczeniu Niemiec. Uznano, iż radziecka konstrukcja elektrowni nie jest bezpieczna. I tak, zaraz po przeprowadzeniu szczegółowych badań okazało się, że bloki 1 – 4 powinny zostać, dla celów bezpieczeństwa, jak najszybciej wyłączone z ruchu – a blok 5, nawet zmodernizowany, nie osiągnie nigdy norm bezpieczeństwa obowiązujących na Zachodzie. Zgodnie z ustawą o energii atomowej wyłączenie oraz demontaż takich instalacji wymagają zezwolenia krajowych władz. Taką decyzję musiał podjąć więc rząd landu Meklemburgia Pomorze-Przednie. Odpowiednie zezwolenie na jej zamknięcie wydał natomiast Energienwerke Nord Gm. Zgodnie z ww. ustawą powstające przy wyłączeniu i demontażu instalacji radioaktywne odpady powinny zostać składowane albo zutylizowane bez szkody dla środowiska. Ponieważ centralny skład pośredni, w którym znajduje się (pod wodą) 4700 elementów po 120 kg każdy, był już w 99% zapełniony, a zezwolenie na składowanie w tym miejscu wygasło w roku 2000, postanowiono więc wybudować składowisko pośrednie północne. W składowisku tym, w ciągu najbliższych 40, 50 lat – na powierzchni ziemi, w pojemnikach składowanych będzie łącznie 740 ton odpadów radioaktywnych pochodzących z elektrowni w Greifswaldzie i Rheinsbergu (na mocy umowy międzynarodowej część elementów z demontowanych elektrowni została wykorzystana do napędzania reaktora elektrowni atomowej PAKS na Węgrzech (węg. Paksi atomerőmű, czynnej elektrowni jądrowej, jedynej takiej na Węgrzech, położonej w pobliżu miasteczka Paksi (130 km na południe od Budapesztu), produkującej ponad 52% energii elektrycznej tego kraju). Koszt zdemontowania elektrowni Greisfwald wyceniony został na sumę kilku mld euro.

Szacuje się, że do czasu wygaszenia ostatnich elektrowni jądrowych, co ma nastąpić 31 grudnia 2022 r., w RFN pozostanie ok. 1900 pojemników typu do przechowywania i transportu materiału radioaktywnego (ang. cask for storage and transport of radioactive material). Mają one zawierać ok. 27 tys. m3 wysokoaktywnych odpadów. Do roku 2022 wszystkie niemieckie elektrownie jądrowe mają zostać wyłączone. Decyzja ta kosztować ma miliardy euro. Już teraz rozbudowa energii z odnawialnych źródeł wywindowała wysoko ceny prądu. Według aktualnej listy Federalnego Urzędu ds. Ochrony przed Promieniowaniem (BfS) czynnych jest jeszcze tam 9 elektrowni jądrowych. Osiem zostało wyłączonych po katastrofie w Fukushimie. Szesnaście dalszych zostało zamkniętych już przed laty, a proces ich likwidowania trwa. W sumie chodzi o 33 elektrownie jądrowe czekające na decommissioning – zdemontowanie ich i usunięcie skażonego złomu. Nie ma też jeszcze decyzji, gdzie składowane będą zużyte pręty paliwowe.

Tekst i zdjęcia: Leszek Wątróbski

Lämna ett svar