Zamazywanie

Chwile czasem zatrzymują się i są. Nie lekceważmy ich, nic nie dzieje się bez kozery. Coraz rzadziej zatrzymują się chwile nowe. Zastępują je, dla niepoznaki zmodyfikowane, chwile stare. Przestrzeń jakby się kurczyła, powinniśmy się pospieszyć. Mamy się spieszyć nie wiedząc, co nas czeka? Swoista logika dzisiejszych czasów.

Co robić? Co robić a czego nie robić? Stanąć na uboczu i obserwować siebie robiącego? Myśl nienowa, ale zawsze działa orzeźwiająco. Czego nie lubię robić? Nie lubię pożegnań i twardo trzymam się zasady nieodprowadzania. Unikam tak groteskowych scen z peronów, lotnisk, cmentarzy. Zrzucanie starców ze skał miało swój ludzki sens.

Co widać? Nic szczególnego. Może tylko to, że ludzie są bardziej otwarci na przyzwyczajenia niż pożądania. Wolą potwierdzać stare niż zaczynać nowe.

Motywy? Motywy to jak wabienie zwierzęcia przez naśladowanie znanych mu dźwięków (dość zgrabne porównanie, ale niczego nie wyjaśnia). Doświadczenie uczy, że skutki rzadko potwierdzają powody, a wyjaśnienia nic nie wyjaśniają. Pięć kolorów i pięć dźwięków zamazuje? Trudno się sprzeciwić, Lao Tsy renomowana firma.

Złudzenia? Złudzenia są nagrodą przykrywającą nieprzyjemności. Nie chodzi o coś wielkiego, wystarczają małe złudzenia i drobne przyjemności. Najtrudniej wyplenić małe złudzenia, ale długowiekowa tresura przynosi efekty – dobrze jest już wtedy, kiedy nie jest nieprzyjemnie.

Czy można żyć bez złudzeń? Można, ale nie chce się chcieć. Gorączkowy taniec wokół złudzeń spowodował, że silnie się ich trzymamy nie zwracając uwagi, że one często chętnie by już odeszły.

Wola? Magiczna moc w czyjejś służbie (nie mojej). Wola to moc serwisowa. Musi służyć jakiemuś panu, gdyż sama w sobie nie jest obiektem.

Dekadencja? Na zewnątrz dekadencja, wewnątrz resztki nadziei. Biegamy z nosem przy ziemi w złudnej nadziei wytropienia…, czego? Witold Gombrowicz swoje wiedział, kiedy pisał – Biskup pijany biskupem swoim. Człowiek, pomimo że poparzony, garnie się do ognia.

Poszukiwania? Miliony kobiet i mężczyzn poszukują. Stada ludzi ogarniętych gorączką biegają, potykają się, zderzają, w pogoni za wymykającymi się im z rąk oczekiwaniami. Gna ich żądza stawania się.

Dusza? Dusza znajduje się na rozdrożu. Opanował ją taki zamęt, że blisko do rozpaczy. Wiele z tego, w co razem z sercem wierzyła: państwo, rodzina, tradycje myślowe, skończyło się na murze.

Mury? Ludzi łączy nienawiść do murów. Jakichkolwiek murów, także tych stawianych własnymi rękami. Wierzą, że dopiero niewiara zapewnia bezpieczny obieg krwi w świecie. Mylą się, ale co z tego. Młyny mielą, mielą, mury dzielą, dzielą.

Rezygnacja? O nie! W każdym razie nie całkowita, nie dosłowna rezygnacja. Całkowita rezygnacja to niemożność dokonania czegokolwiek. Dobrze mieć świadomość, że w gruncie rzeczy chodzi o projekty zrodzone w naszych głowach. A że ich częstokroć nie urzeczywistniamy, chwała Panu Bogu na wysokościach!

Wiara? Ponieważ w formie absolutnej do konsumpcji się nie nadaje, coraz częściej wypluwana jest. Wiara jest jedną wielką łaską, ludzi dzieli wiara w receptory.

Demokracja? Tej należy, jak tabliczki mnożenia, się nauczyć. Młoda polska demokracja XXI wieku przypomina szlachecką, która łatwo przekształcała wolność w represje, a te w anarchię. My to wiemy, myśmy już to przerabiali, znamy cmentarny wdzięk liberum veto! No i co z tego? Pełna demokracja – zwrot bez sensu używany przez polityków, to wrzask tłumu. Każdy głupiec potrafi wrzeszczeć.

Było wielką zasługą chrześcijaństwa uświadomienie człowiekowi potrzeby pokory i skromności. W obliczu Boga wszyscy jesteśmy pokorni i skromni. Amen i nie ma, o czym mówić. Ale wszędzie poniżej, szczególnie tu, w środku Europy, pokorni i skromni powinni być ci, których zawartość głów jest mniej warta.

Mamy niezrozumiale wysokie pojęcie o swojej indywidualnej wielkości i absolutnie niezależnej myśli. Wielu zapomina, lub gorzej, nie rozumie, że żadne społeczeństwo nie może spokojnie egzystować bez zgody ogółu na formę, którą samo dobrowolnym wyborem zaakceptowało.

Franz Kafka pisał – Im większy się sobie wykopie dół, tym staje się ciszej.  I dalej – Zacznij raz wreszcie wiedzieć, kim jesteś, zamiast kalkulować, czym stać byś się powinien. (Dziennik 1910-1923).

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar