POLACY NA SZCZYTACH śWIATA: ”Everest nie najtrudniejsza wspinaczka. Nanda Devi najwięcej niebezpieczna…”*

Początkowo, fanatyk himalaizmu Adam Karpiński planował wyprawę w Karakorum, na 2-gi szczyt kuli ziemskiej – K2 (8611 m). W międzynarodowym challenge’u wyprzedzili nas jednak Amerykanie i plan musiał ulec zmianie. Nowy cel był co prawda skromniejszy, lecz zdobycie Nanda Devi Wschodniej (7434 m) – 2 lipca 1939 r. przez Bujaka i Klarnera – to nowy, bardzo już ”wyśrubowany” polski rekord wysokości, pobity dopiero w 21 lat później w Hindukuszu.

Warto także dodać, że Nanda Devi East była wówczas szóstym co do wysokości wśród zdobytych szczytów (najwyższy – Nanda Devi Główną (7816 m) – zdobyli w r. 1936 Anglicy, a pamiętajmy, że ich osiągnięcie przewyższą dopiero w r. 1950 Francuzi, zdobywając pierwszy 8-tysięcznik w Himalajach – Annapurnę). Radość Polaków z udanej wspinaczki zamąciła w parę tygodni później śmierć Karpińskiego i Bernadzikiewicza w lawinie, przed atakiem na kolejny 7-tysięcznik – Tirsuli. Wkrótce jednak całą kulę ziemską ogarnęła wojenna pożoga, wobec której tragedie alpinistów przestały się liczyć.

Na ścianie Mnicha i w Offlagu

Wbrew pozorom polscy alpiniści nie zaprzestali w czasie okupacji działalności. Wielu zginęło na frontach II wojny, większość wolała nie zapuszczać się w opustoszałe Tatry, odwiedzane jedynie niekiedy przez niemieckie patrole, tropiące partyzantów i konspiratorów ukrywających się w okolicach Zakopanego – ”stolicy Goralenvolku”.

Znalazło się jednak dwóch śmiałków, którzy nie tylko nie zaprzestali aktywnej działalności wspinaczkowej, ale właśnie w czasie okupacji podnieśli technikę taternictwa na nowy, jakościowo wyższy poziom, założyli podwaliny modernistycznej techniki sztucznych ułatwień. Fanatycy i koryfeusze techniki hakowo-podciągowej (ich przedwojenne próby narażone były na potępienie nawet ze strony kolegów-taterników, wywoływały protesty ”ideologiczne” w obronie techniki klasycznej), widząc bezowocność ataku na ściany nie tylko zupełnie pionowe, ale także pozbawione jakichkolwiek szczelin dla zaczepienia kończyn (chwytów i stopni) postanowili wykorzystać – stale rozwijający się – sprzęt wspinaczkowy nie tylko dla asekuracji, ale także dla zbudowania na ścianie swoistej drabiny – stopniowo przesuwanej przez zespół coraz wyżej i zastępującej naturalne urzeźbienie skały. Czesław Łapiński (późniejszy kierownik schroniska nad Morskim Okiem) i Kazimierz Paszucha technikę tę opanowali do perfekcji w skałkach podkrakowskich, by w r. 1942 wyruszyć na zdobycie najtrudniejszych zerw Galerii Gankowej, Kazalnicy Mięguszowieckiej i północno-wschodniej ściany Mnicha. W czasie jednej ze wspinaczek na Mnichu nie zawahali się też przed ryzykownym nieco czynem natury patriotycznej. Kilkoma uderzeniami taternickiego młotka nadwątlili wiązania i nity ogromnej, drewnianej, straszącej nad Morskim Okiem swastyki. Najbliższy halniak dokonał reszty.

Aktywną działalność rozwijała również grupa polskich oficerów, internowanych w Szwajcarii w obozie koło Winterthur. Jerzy Hajdukiewicz i Maciej Mischke, należący do pokolenia debiutującego w Tatrach tuż przed wojną, przy pomocy niezmiernego sprytu i jeszcze bodaj większego uporu potrafili zdobywać kilkudniowe niekiedy przepustki, by móc oddawać się umiłowanej pasji w Alpach kantonu Wallis i w Oberlandzie Berneńskim. Hajdukiewicz zdobył wówczas m.in. Dent d’Herens, 4-tysięczny szczyt, do którego powrócił w latach 1960., pokonując w zimie jego północną ścianę. Swej działalności w czasie wojny zawdzięczał Hajdukiewicz wytrawną znajomość Alp Szwajcarskich, nieoficjalne stanowisko ”ambasadora polskiego alpinizmu” tamże, alpinizm polski zaś  jedyną (do r. 1977), choć niewykorzystaną w pełni powojenną szansę wyprawy w Himalaje (patrz niżej).

Alpiniady poza Alpami

W pierwszych latach powojennych najaktywniejszą działalność rozwinęło pokolenie przedwojenne i wojenne. Szczególnie wielką klasą błysnął Tadeusz Orłowski, oraz para z Mnicha – Łapiński i Paszucha. W czasie pierwszej polskiej powojennej wyprawy w Alpy w r. 1947 ci ostatni pokonali bardzo trudną północną ścianę Petit Dru, ukazując jeszcze raz wielkie możliwości polskich wspinaczy.

Niestety, w latach następnych, w okresie narastania ”zimnej wojny” – wszelkie próby ataku na urwiska alpejskie czy jeszcze wyższe zostały z konieczności poniechane. Wzorem alpinizmu rosyjskiego, polscy wspinacze nie widzieli już przyszłości taternictwa poza Tatrami, zasklepiali się we własnych górach (a nie trzeba tu chyba dodawać, że różnice między Tatrami a Kaukazem, Pamirem i Tian-Szaniern razem wziętymi, są – pod względem wysokości, obszaru i charakteru – wręcz ogromne; mimo to polskie hasło z końca lat dwudziestych było także dla alpinizmu rosyjskiego długo jeszcze niezmiernie aktualne).

Alpinizm został potraktowany jako jeszcze jedna dyscyplina sportowa, poddany jednolitej klasyfikacji oraz rozmaitym ograniczeniom regulaminowym gruntownie wypaczającym istotę tej pięknej pasji, polegającej wszak na ryzyku i swobodnej inicjatywie, kontrolowanej jedynie przez Klub Wysokogórski w granicach zdrowego rozsądku. W tych zdecydowanie chudych latach polskiego alpinizmu zawieszono nawet wydawanie organu KW (ukazującego się od 1907 r.) ”Taternika”. Osiągnięć sportowych w tym okresie właściwie nie było, nowe, niedoświadczone pokolenie taternickie, swoista czołówka masowego ruchu turystycznego, będącego wynikiem udostępnienia gór i uzdrowisk ludziom pracy, poznawała od nowa Tatry, powtarzając szlaki pokonane w międzywojennym dwudziestoleciu. Wzrósł natomiast stopień poznania Tatr zimą i w tej, jakże trudnej i niebezpiecznej dziedzinie było jeszcze wiele do zrobienia. Typową formą zimowego wspinactwa były zbiorowe Alpiniady, nierzadko połączone z próbami przejścia w całości lub części głównej grani Tatr Polskich. I znów – dopiero po 10 latach – przypomniano nowemu pokoleniu aktualność hasła: ”Przyszłość taternictwa leży poza Tatrami”.

Aleksander Kwiatkowski

* Tensing Norkey, zdobywca Everestu

cdn

Lämna ett svar