ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Wiara i nie-wiara

Nie należę do materialistów przyjmujących, że życie jest nieustanną pogonią za dobrami tego świata, a gdy się kończy to się kończy i tyle tego. Tylko człowiek niespełna rozumu nie wierzy nie tyle już w nieśmiertelność duszy, co w ogóle jej istnienie. Jednocześnie mam poważne wątpliwości słysząc – zbawienie, bowiem w alfabecie moich pojęć jest to akt poddania się złudzeniom. Nieśmiałe i z respektem dla Wielkich Koncepcji, w chwilach gdy ciężej znoszę koleje życia, robi mi się blisko do gnostyków. Gnoza głosi – mówiąc w wielkim skrócie: Wszelka materia jest złem, czystość to wyłącznie rzeczywistość niebiańska i duchowa. Gnoza w gruncie rzeczy zahacza trochę o science fiction, a tam chętnie bym się chwilami ukrył.

Skąd nagle takie filozofowanie? Pandemia! Życie sprawia od roku wrażenie, jakby opuszczało atrybuty świata realnego i przenosiło nas w wirtualny. Ludzie żyją nierzadko w zupełnej izolacji, co powoduje, że rozpadają się związki społeczne, gospodarcze, kulturalne, osobiste.

Rzeczywistość spycha ludzi do ich małych grot, ponieważ większość aktywnych warstw życia zostało przed nimi zamknięte. W ekstremalnych sytuacjach, jak w słynnej powieści Jamesa Clavella „Król Szczurów”, wcześniej czy później ale zawsze, pojawiają się bezkompromisowi cynicy. Osobnicy, którzy żyją z ludzkich nieszczęść i nie tylko to, robią kariery polityczne czy wielomilionowe interesy, lub jednocześnie jedno i drugie. Jak powiada przysłowie, w mętnej wodzie grasują drapieżniki, pożerając bez pardonu wszystko co się rusza.

Czy z tego, z pełnej chaosu covidowej mazi, wyklują się jakieś ideały, jakaś inna forma Istoty Bożej? Pytanie za dziesięć punktów! Religia w formie takiej jak w Polsce, „skupiona na swoim”, może okazać się, już się okazuje!, w oczach wielu ludzi niezdarna, nieatrakcyjna, kłamliwa. W wymiarze kultury i społeczeństwa religia traci na znaczeniu, co nie jest (na szczęście!) jednoznaczne z tym, że na znaczeniu traci wiara. Ta staje się tylko bardziej intymna, indywidualna, oddalająca się od instytucjonalnej religii, od firmy która w trudnych czasach zawiodła swój personel.

Swoją drogą jest to chyba swoisty polski fenomen. W odstępie zaledwie 25-30 lat, kościół z roli wielkiego i autentycznego sprzymierzeńca narodu, instytucji cieszącej się zaufaniem i uznaniem w całym, z ateistami włącznie, społeczeństwie – za przyczyną pozbawionych intelektualnego horyzontu hierarchów oraz niestety z błogosławieństwem papieża Polaka Karola Wojtyły – podjął błędną strategię polegającą na podtrzymywaniu za wszelką cenę instytucji. Tak „dorobił się” kościół obniżenia rangi, zaś ślepi i głusi biskupi z uporem wartym lepszej sprawy, bronią swoich pozycji, co czyni że tym szybciej je tracą.

Zostałem, jak przytłaczająca większość Polaków z mojego pokolenia, wychowany w katolicyzmie. Nie umiem powiedzieć kiedy utraciłem wiarę, ale utraciłem ją w religię, nie Boga. Trudno człowiekowi, istocie niedokończonej i pełnej wahania, uwierzyć w coś absolutnego. Wątpię w istnienie absolutnej wiary, jak także absolutnej niewiary. W końcu wiara bez wahań i rozczarowań nie jest wiarą a zasklepieniem się dogmatach, znieczuleniem cudownej wrażliwości duszy. Niewiara zaś, czyż nie jest również rodzajem wiary?

Komu/Czemu przyznać rację, kto MA RACJĘ? Kto wie niech pierwszy rzuci kamieniem! A propos racji przypomina się co powiedział, często rubaszny w swoich wypowiedziach, stary wojak marszałek Józef Piłsudski: Racja jest jak d..a, każdy ma swoją.

Andrzej Szmilichowski

 

Lämna ett svar