Kruchość wiekuista

Człowiek zarabiający na chleb w jakimkolwiek zawodzie i zakątku świata, najchętniej rozmawia o sprawach związanych z pracą. Pewnie dlatego, że mało wie o innych przestrzeniach swojej egzystencji. Jesteśmy tym co robimy związani i zaabsorbowani, że nie starcza czasu, sił i ochoty, by rozeznać się w czymś więcej. Dla wielu, dla większości, życie jest surowym i wymagającym nadzorcą, zajętym stawianiem mu przeszkód oraz (zdradzieckich?) pokus.

Napotykamy je (przeszkody) zawsze i wszędzie. W raju również, co z wiadomym skutkiem wykorzystał sssssprytny wąż! Stawia je życie, ale od nas samych zależy na jakim terenie będziemy się z nimi mierzyć. Z tym, że tylko osobiste prze-życia dają kanwę do rozliczeń, jak również okazywania szacunku prawdzie, jak niewygodna by nie była.

Miliony ludzi, odważę się powiedzieć, że większość populacji tej Ziemi, odczuwa swoje życie jako niespecjalnie udane. Wielu uważa, że są w jakiś sposób okaleczani i pozbawiani czegoś ważnego, tylko nie potrafią powiedzieć czego. Błądzą, ślepną, głuchną, marnieją w oczach, a kiedy próbują się z tego wydostać, brak im sił. W końcu umierają.

Przesadziłem trochę, wiem, ale szykowałem tak grunt pod arcy ważne i gorzkie jak piołun pytanie: kto może być tak bezduszny, tak bezkompromisowy, tak zimny jak lód i bezuczuciowy, by ośmielić się kłaść na szale Dobra i Zła biedne ludzkie dusze, wiedząc jak niezorganizowany, jak kruchy, jak niedokończony jest człowiek?

Czesław Miłosz w książce „Prywatne obowiązki” pisał, że patrząc kiedyś na kaczki taplające się w kałuży na środku wiejskiego traktu, zapytał starego człowieka siedzącego na ławeczce przed chatą: – Dlaczego one ciągle są tu? Dlaczego nie idą do rzeki? A rzeka płynęła jakieś sto metrów od miejsca gdzie byli. Staruszek podniósł wzrok na Miłosza i powiedział cicho: – Ba, żeby one to wiedziały. Freudowskie ukąszenie, że kończąc poprzedni akapit przypomniałem sobie ten fragment z Miłosza?

Igor Strawiński po wizycie w Moskwę powiedział, że dla niego Rosja to merde z szampanem, a słowiańszczyzna swój kształt duchowy zawdzięcza chrześcijaństwu. Jeżeliby chrześcijaństwo odjąć, pozostanie coś w rodzaju rozlazłego kisielu, jakaś bulgocąca maź, która w końcu pękłaby jak bańka mydlana i zalaliby ją Chińczycy. Słowa te kompozytor zanotował na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. W czasach, kiedy wielu rosyjskich pisarzy zazdrościło Polakom katolicyzmu.

Im jesteśmy starsi, tym mocniej naciska przeszłość. Ale to nie przeszkadza w żaden sposób teraźniejszości trzymać nas pod ciśnieniem. Idąc orwellowskim tropem można by powiedzieć, że świat miałby się zdecydowanie lepiej, gdyby człowiek dysponował takim rodzajem wyobraźni, jaka pozwalałby mu na przeżycie tylko jednego kolejnego dnia. Może miał rację filozof pisząc: Błąd jest przywilejem życia?

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar