ZYGMUNT BARCZYK: La Ciutat, perła Majorki

Założona została przez Rzymian, którzy na Majorce panowali przez pięć wieków. Nosiła wtedy nazwę Palmaria. Po Rzymianach przyszli Wizygoci i Wandalowie, jednak już w 707 r n.e. wyspę podbili Arabowie. W czasie ich panowania Palma nosiła nazwę Medina Majurqa. W ręce chrześcijan przeszła w 1229 roku, zdobyta przez króla Aragonii, Jaume I. Symbolem zwycięstwa była gałązka palmowa, stąd dzisiejsza nazwa stolicy Majorki.

Po zwycięstwie, utworzono Królestwo Majorki, ze stolicą w Palma. Król Jaume I ufundował i postawił w miejscu meczetu słynną katedrę (La Seu). Jak zwykle w takich razach, nie żarliwość religijna, a chęć pokazania mocy tryumfującej potęgi politycznej, leżała u podstaw ekspansywnych planów budowlanych. Jego syn, Jaume II, przyczynił się do powstania większości dzisiejszych zabytków, m.in. Zamku Bellver i kościołów St. Francesco oraz St. Domingo. Przebudowany został wtedy również główny pałac: L’Almudaina, wzorowany na arabskim alcazar. Dziś ma tam swoją letnią rezydencję król Hiszpanii: Juan Carlos.

Dla kogoś kto zna Hiszpanię, nawet przy pierwszej wizycie, wyda się Palma miastem znajomym. I miłym, jak to w Hiszpanii. Główne budowle, ale i układ miasta, podobne są w wielu miastach Półwyspu Iberyjskiego. Podobna też i ich historia. Za panowania Maurów, trzy religie współżyły tu zgodnie, rozwijając sztukę, naukę i gospodarkę. Dziś, świadomi biegu historii, możemy jedynie wskazać na zmienność losów i kulturowy odcisk zarówno Maurów, jak i katolików. Z biegiem czasu, mury warowne miasta przesuwane były coraz bardziej na obrzeża, tworząc nowe połacie miasta, zagospodarowywane przez przybyszów katalońskich, prowansalskich i włoskich.

Będąc od wieków kulturowym tyglem, oferuje dziś Palma to, co najprzyjemniejsze w hiszpańskości: specyficzną dobrą atmosferę. Tworzą ją, rzecz jasna przede wszystkim ludzie, współtworzą finezyjne budowle, gustowne kafeje, czy miłe botegi. Jest też Plaça Major, plac oznaczający centrum każdego miasta Iberii, otoczony malowniczymi uliczkami; są platanowe promenady. Wszystko to przybysza energetycznie napełnia, pozwala czuć się tam świetnie.

Miasto skupia w sobie to, co najlepsze w innych miastach Półwyspu Iberyjskiego. Gdyby wymyślono kosmiczne Expo po to, by mieszkańcom innych planet udostępnić to, co na ziemskim globie najlepsze, to ekspozycją wystawową reprezentującą Hiszpanię powinna być Palma de Mallorca.

Gęstwina malowniczych uliczek i zaułków zawdzięcza swą plątaninę zarówno starej, arabskiej, jak i średniowiecznej zabudowie. Przez na pół otwarte wrota można podpatrzeć efektowne patia, oazy spokoju ze studniami na podwórcu i z przemyślnie ułożonymi donicami pełnymi kwiecia. Krążąc po najstarszej części miasta, ni stąd ni zowąd wypaść można na którąś z paradnych ulic z olśniewającą ornamentacją fasad budynków budowanych w stylu jugend. Uczucie, jakby się nagle znalazło w Barcelonie. Wystarczy spojrzeć na Palmas Grand Hotel, na Casa de Forteza Rey, by porównanie z zachwycającą Casa Battlo w Barcelonie samo się nasunęło. Również stojące nieopodal Cases Casassayaa, stworzone przez uczniów Gaudiego, to znakomite pomniki stylu jugend.

Przypatrując się kunsztownym fasadom budynków, aż się prosi, by pójść dalej którymś z eleganckich pasaży. Niektóre z szerokich bulwarów wiodą trasą dawnych murów, główne pasaże biegną dawnym korytem rzeki. Szwendać można się wszędzie, miasto jest przyjazne pieszym. Do niespiesznego spacerowania wręcz wymarzone. Otoczone palmami i platanami promenady Passeig des Born i Ramblas na tyle są urokliwe i i relaksujäce, że chce się tam wracać codziennie. Passaig dalt Murada to kolejna trasa spacerowa. Wiedzie od katedry ku wybrzeżu, gdzie duży teren zajmuje Parc de la Mar, ze sztucznym stawem i współczesnymi rzeźbami. Dochodząc do Club Nautico można odebrać paradę luksusowych jachtów w porcie i podążyć dalej nadmorskim Passeig de Sagrera.

Palma, czy raczej La Ciutat, jak nazywają to miasto mieszkańcy Majorki, jest nie tylko wspomnieniem pełnej splendoru przeszłości, ale i miejscem znanym z elegancji i sztuki. Nigdzie indziej w Hiszpanii nie znajdzie się miasta z taką ilością galerii w przeliczeniu na kilometr kwadratowy (nie wykluczając z listy Barcelony ani Madrytu). Zaraz za miastem, w domu na szczycie wzgórza, w dawnym atelier, znajduje się muzeum mojego ulubieńca, mieszkającego tam od 1956 roku, Joan Miro (co też może kojarzyć się z Barceloną, jako że wspaniałe muzeum Fundacji Miro znajduje się w ogrodzie na wzgórzu Sants-Montjuïc).

Na Via Veri znajdują się butiki twórców mody. La Ciutat to hiszpański Mediolan, to tu się dyktuje kroje ubiorów na dany sezon. Konfekcja najwyższej próby. Na przykłady rzemieślniczego artyzmu (buty, skóra, ozdoby), natrafi się w witrynach na szerokiej Avinguda Jaume III.

Miasto ma swój oficjalny ”piękny widok”: Castell de Bellver, okazały zamek na wzgórzu, z wysokości którego można zobaczyć całe miasto w obramowaniu zatoki. Widać stąd jak wybornie miasto jest położone i ile ma do zaoferowania. Są i atrakcyjne plażowiska w okolicy: Palma Nova czy Magaluf. Ciekawiej jest jednak pojechać tradycyjną kolejką w głąb wyspy, do Puerto de Sóller, by się przekonać, że blisko jest z Palmy i w zachwycające urodą tereny górskie.

Majorkę ”wymyślono” po to by, rozsmakowane w pięknie i żądne ekskluzywnych podniet pieszczochy losu, mogły znaleźć swoją ulubioną przystań. Nie ma zatem przypadku w tym, że La Ciutat, czyli Palma, główne miasto wyspy, jest zarazem Stolicą Dobrego Smaku. W świecie cierpiącym na jego deficyt to rarytas.

I jak tam nie chcieć wracać.

Zygmunt Barczyk

 

Lämna ett svar