Kamieniarz Emil Armata

Teddy Trela, pisarz i poeta mieszkający w Sztokholmie, opublikował ostatnio nową książkę pod tytułem Kamieniarz Emil Armata (2020). Jest to powieść sensacyjna i w pewnym stopniu także obyczajowa, której fabuła rozgrywa się pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych. Miejsce akcji usytuowane jest zarówno Polsce  – w PRL-u jak i za granicą – we Włoszech.

Książka posiada ciekawą strukturę: rozdziały odnośnie wydarzeń w Polsce noszą tytuł Zapis, natomiast te opowiadające o włoskiej Lombardii najczęściej zwane są – Willa Sirocco. Zapisy  traktują o życiu i pracy kamieniarza Emila, człowieka prawego i pracowitego, mieszkającego w Świebodzicach na Dolnym Śląsku, zaś fragmenty o Włoszech mówią o spadkobiercach starego rodu producentów broni.

Emil jest solidnym i cenionym kamieniarzem. Dorobił się nawet niewielkiej firmy, w której zatrudnia kilku robotników. Razem pracują przy układaniu kostki na ulicach, placach, trotuarach, drogach. Emil raz zarabia lepiej, innym razem gorzej, a wszystko w zależności od składanych u niego zamówień. Szczególnie korzystne jest dla Emila zawarcie umowy na wybrukowanie drogi do majętności Austriaka, który uzyskał prawo do majątku swojej rodziny, zamieszkującej przed II wojną światową na Śląsku. Nowy właściciel od wielu lat mieszka za granicą i posiada sporo gotówki na przeprowadzenie prac remontowych i drogowych.

W czasie przygotowywania pod bruk drogi do majętności Austriaka Emil odkrywa coś, co może przypominać swym okrągłym i podłużnym kształtem starą armatę. Spoczywa ona pod korzeniami pięknej wiśni. Przesadzając drzewo, kamieniarz pod osłoną nocy wydobywa z ziemi to dziwne znalezisko i załadowuje je na samochód. Ukrywa ów obiekt z przeszłości przed milicją i przedstawicielami Służby Bezpieczeństwa. Armata, nie  armata, to jakby nie było broń, a za jej posiadanie idzie się do więzienia.

Znaleziona armata okazuje się być produktem fabrycznym bogatej rodziny osiadłej w Lombardii. Bardzo zależy jej na odzyskaniu tego bezcennego obiektu. Kamieniarz Emil, oczywiście za wynagrodzeniem, podejmuje się ryzykownej akcji transportu. Stara armata ma ogromną wartość, jest niemal unikalna, a jej wywóz za granicę, nielegalny. Wyjeżdżając z Polski kamieniarz Emil nie jest wcale pewien, czy ustna umowa z nieznanym Włochem zostanie ze strony cudzoziemca dotrzymana.  W swojej rozterce – wyjechać z żoną, czy nie – tak bije się z myślami:

Tak naprawdę opuszczaliśmy kraj w iluzji, że ktoś coś może nam dać, wypłacić za rzecz należącą do nas. Ale co innego w domu na własnych śmieciach, a co innego za granicą. Tam nie będziemy mieli najmniejszego oparcia, żadnej pomocy. (…) Całe nasze zabezpieczenie to tylko słowa, słowa, słowa!

I po chwil dodaje:

Zawód mam, na chleb i na powrót zarobię. Ryzyko jest wszędzie. Ale myśli się wciskają, czy my chcemy, czy nie! (…) negatywne myśli obezwładniały mnie. (181-182)

Z narażeniem życia udaje się Emilowi dostarczyć armatę bogatemu Włochowi. W ciężkiej lufie armatniej, o czym nie wie bohater, spoczywa poza tym niezwykły skarb – jego przyszła własność. Wyjazd z Polski i niezwykła transakcja kończą się szczęśliwie: Emil dostaje większą zapłatę niżby się spodziewał, jego własnością pozostaje też skarb ukryty w lufie starego działa. Wszystko to pozwala Emilowi i jego żonie na rozpoczęcie za granicą życia bez jakichkolwiek trosk ekonomicznych. Emil staje się nagle człowiekiem bogatym, zmienia się jego status społeczny i … jego tożsamość: odtąd znany jest jako Kamieniarz Emil Armata.

Teddy Trela. Foto: Facebook

Chociaż powieść Treli kończy się pomyślnie dla Emila, jego przyjaciół i tajemniczej armaty, pierwsza część książki nie napawa zbytnim optymizmem. Na stronach swojej powieści autor opisuje życie kamieniarza Emila w PRL-u, w czasach, kiedy wielu marzyło się opuszczenie Kraju, kiedy trudno było wyżyć rodzinie z niskiej pensji, kiedy często brakowało zamówień na pracę. Ludzie starali się zapomnieć o problemach dnia codziennego i pokrzepiali się wódką, kiszonym ogórkiem i salcesonem. Powoli w Kraju zachodziły zmiany na lepsze, ale w miasteczku na Dolnym Śląsku niewiele się działo, a wszystko, co w jakiś sposób zdawało się zakłócać stagnację, stawało się od razu przedmiotem zainteresowania Służb Bezpieczeństwa lub milicji. Tak też było ze znaleziskiem Emila.

Kamieniarz Emil Armata to powieść z szybkim przebiegiem zdarzeń i z interesująco ukształtowaną fabułą. Książka utrzymuje czytelnika w napięciu i dopiero na końcu pozwala mu odkryć, czym właściwie była wykopana spod wiśni lufa armatnia i jaką kryła w sobie tajemnicę. Najnowsza powieść Treli jest łatwą lekturą, dużo w niej dialogów i niesamowitych wręcz, czasem humorystycznych sytuacji, które budzą ciekawość czytelnika i nie pozwalają mu odłożyć książkę na bok. Szkoda tylko, że interpunkcja pozostawia trochę do życzenia.

Na koniec warto jeszcze spojrzeć na przygotowany przez autora kolaż, zamieszczony na okładce książki. Ilustracja nawiązuje do fresku Michała Archanioła Stworzenia Adama, jaki znajduje się w Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Palce dłoni Boga i palce Adama niemal stykają się ze sobą, a między nimi złotym blaskiem połyskuje… armata. Czy znalezienie tego cennego obiektu przeszłości było rezultatem przypadku, dziwnym zbiegiem okoliczności, a może zrządzeniem losu, czy też – jak powiada głęboko wierząca żona Emila – nagrodą za jej modlitwę i za ślubną obrączkę, jaką ofiarowała w kościele przed wyjazdem za granicę. Na to pytanie próżno jednak w książce szukać ostatecznej odpowiedzi.

Ewa Teodorowicz Hellman

Teddy Trela, Kamieniarz Emil Armata. Sztokholm 2020: Druk w Polsce

Lämna ett svar