JANUSZ KOREK: Minister Czarnek, czyli „dobra zmiana” w szkolnictwie i nauce

Przemysław Czarnek stał się moim faworytem od pierwszej chwili, gdy wstąpił na urząd ministra edukacji i nauki. Mówi otwarcie to, co myślą rządzący i bliscy im hierarchowie kościoła, ale milczą by nie wystraszyć opinii publicznej.

Minister zaczął skromnie, od propozycji włączenia do kanonu lektur szkół średnich tekstów Jana Pawła II. Dlaczego nie? – pomyślałem. Jako lektury nadobowiązkowe mogłyby być przydatne np. w dyskusjach na temat najnowszej historii Polski. Okazało się jednak, że minister ma dużo ambitniejsze plany. Uważa, że na pismach polskiego papieża można oprzeć wszystko, także kształcenie uczniów z zakresu ekonomii i wychowania seksualnego. Podał też konkretne przykłady:

„gdy uczymy podstaw przedsiębiorczości, moglibyśmy wprowadzić fragmenty papieskich encyklik na temat tego, czym jest praca, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna itp.”

W ramach wychowania seksualnego natomiast minister proponuje:

„w najstarszych rocznikach szkół ponadpodstawowych wprowadzić elementy nauczania Świętego Jana Pawła II na temat ludzkiej seksualności, które zawarł np. w książce ’Miłość i odpowiedzialność’”.

Jak pisze autor tej książki we wstępie:

„zrodziła się ona w zasadniczej mierze z potrzeby uzasadnienia norm katolickiej etyki seksualnej”.

Nie będę dociekał, jakie doświadczenia, jeśli chodzi o seks i biznes, miał Karol Wojtyła zanim został Świętym – i to nie tylko dlatego, że jakaś Reduta Cudownego Imienia czy inne ZamOrdo Dei domagałoby się postawienia mnie przed sądem za szarganie świętości. Nie, przede wszystkim dlatego, że niewiele wiem o doświadczeniach miłosnych i działalności gospodarczej Wojtyły i mnie to nie interesuje. Interesuje mnie natomiast, dlaczego w programie państwowych szkół publicznych – mających według konstytucji obowiązek kształcenia dzieci wszystkich obywateli (nie tylko narodowości polskiej i nie tylko katolików) – ma obowiązywać „katolicka etyka seksualna”. I co to w praktyce znaczy?

Wróćmy jednak do dynamicznego ministra, który z godziny na godzinę poczynał sobie coraz śmielej. Jako minister nauki (nie tylko edukacji!) wpadł na pomysł stworzenia nowej gałęzi wiedzy. Oznajmił to na konferencji ”Aktualność przesłania Prymasa Stefana Wyszyńskiego w oczekiwaniu na beatyfikację”. Nowa dyscyplina, którą minister planuje, to „nauka o rodzinie”. Chyba dobrze! – pomyślałem. Bezstronne spojrzenie badaczy na problemy polskich rodzin może, na przykład, wyjaśnić powody częstej przemocy domowej.  Znowu jednak szybko zmieniłem zdanie, gdy minister zdradził swój pogląd na naukę i cele jakie przed nią stawia:

„Nauka w Polsce, w pierwszej kolejności ma służyć Polakom i państwu polskiemu, oczywiście w duchu wartości.”

Zrozumiałem, że nie będzie mowy o badaniu przemocy w polskich rodzinach, a jeśli będzie, to w kontekście tradycyjnych wartości, to znaczy, konieczności „bicia baby” dla dobra państwa polskiego — kobiety do garów, rodzenia i wychowywania dzieci ku chwale ojczyzny.

Badania naukowe finansowane przez państwo powinny oczywiście przynosić korzyści także temu państwu, ale w świecie Czarnka kategoria narodowości i nakazy wiary stają się także wyznacznikami naukowości. Taki sposób myślenia rodzi dalsze pytania: czy Polacy powinni negować patenty naukowców amerykańskich lub odrzucać wynalazki badaczy niemieckich? Czy Czarnek wyda polecenie, aby odkrycia naukowe niekatolików lub niezgodne z nauką kościoła były ignorowane przez polską akademię? Co z cyframi arabskimi? Czy na przykład teorie Wielkiego Wybuchu, które wykluczają pojęcie Stwórcy jako praprzyczyny należy odrzucić, i uznać jako herezję, bo nie są w duchu jego wartości? Wygląda na to, że minister jakby słabo ogarniał skomplikowane meandry wiedzy i współczesnej nauki, czyli tego od czego jest ministrem. Wskazywałaby na to kolejna jego wypowiedź:

”Minister, który bałby się swoich poglądów, nie byłby dobrą odpowiedzią na to, co dzieje się w świecie nauki”.

Przepraszam, ale co ma piernik do wiatraka? Co mają wspólnego polityczne poglądy i wyznanie jakiegoś urzędnika (choćby był nawet ministrem) ze światem nauki? Chyba… chyba, że jesteśmy znowu na etapie budowania nowego wspaniałego świata… tym razem tylko dla katolików. Wskazywałby na to fakt, że minister groził uczelniom cofnięciem grantów i pieniędzy na inwestycje i projekty naukowe pod pretekstem troski o bezpieczeństwo społeczności akademickiej, choć naprawdę chodziło o to, że studenci i pracownicy tych uczelni nie byli w oczach ministra dostatecznie prorządowo-państwowo-katoliccy (sympatyzowali ze Strajkiem Kobiet).

W kontekście wcześniejszych uwag nie zdziwi nikogo, że minister Czarnek nie uznaje także gender studies, które stanowią obszerną i szanowaną na świecie dziedzinę wiedzy. Minister bez zająknienia komentuje:

„To jest szaleństwo, które nie ma nic wspólnego z prawdą i jej poszukiwaniem, a temu powinna służyć nauka. Gender to jest błąd antropologiczny, fałszywa wizja człowieka, a takie błędy niestety zawsze prowadziły do nieszczęść, czego mamy przykłady w XX wieku. W ramach wolności, wolnej debaty akademickiej, merytorycznymi, naukowymi argumentami jesteśmy w stanie przeciwstawić się gender studies i ośmieszyć je bez jakichkolwiek środków administracyjnych.”

Tak! – znowu przyklasnąłem. Brawo minister! Bardzo potrzebna jest poważna debata akademicka! Taka na serio z merytorycznymi, opartymi na faktach, argumentami! Skonsultować biologów, socjologów, psychologów itd. Tylko czemuż, na Boga, jej nie ma? Dlaczego Ci, których reprezentuje minister, unikają debaty? Więcej, boją się jej jak diabeł święconej wody… W jej miejsce straszą ludzi czymś czego sami nie rozumieją, o czym zakazują czytać i pisać. Grożąc karami i wiecznym potępieniem za podawanie faktów, które nie pasują do wyznawanych przez nich „wartości”. Myślę, że odpowiedzi szukać należy w ocenie nauki polskiej, o której minister Czarnek wyraża się znowu bez zająknienia ale za to z wielkim politowaniem:

”nauka w Polsce odeszła od uczenia o tym, czym jest prawo naturalne i nadprzyrodzona rzeczywistość człowieka.”

Przypomnę, że najbardziej znanymi zwolennikami prawa naturalnego są myśliciele katoliccy, zwłaszcza św. Augustyn (ur. 354 r.) oraz św. Tomasz z Akwinu (ur. 1224 r.). Studiowanie ich pism minister chce wprowadzić na polskich uniwersytetach.

Myślę, że właśnie tutaj jest pies pogrzebany. Skoro nauka, według Czarnka, ma się opierać na definiowanym przez katolickich myślicieli prawie naturalnym oraz kierować nadprzyrodzoną rzeczywistością człowieka, czyli religią, to na jakiej płaszczyźnie mogłaby spotkać się z argumentami dzisiejszej nauki, która kieruje się przesłankami racjonalnymi i empirycznymi? Na żadnej! Nie ma takiej wspólnej płaszczyzny. Nie mogąc zatem stanąć do dyskusji (bez ośmieszenia swoich tez) rządzący dzisiejszą Polską politycy i hierarchowie uznali, że potrzebny im jest radykalny w poglądach, odważny w działaniu, aczkolwiek nieśmiały w myśleniu komisarz polityczny, który weźmie akademię za mordę. Wszystko zresztą zgodnie ze scenariuszem „dobrej zmiany” znanym nam już z sądownictwa…

Janusz Korek

Foto: Mural Mariusza Warasa, źródło Facebook

En reaktion på ”JANUSZ KOREK: Minister Czarnek, czyli „dobra zmiana” w szkolnictwie i nauce

  1. 18 kwiecień. Minister Czarnek na Jasnej Górze:

    ”Dziś obchodzimy Piąty Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego. To doskonała okazja, aby ogłosić powołanie nowej dyscypliny naukowej – biblistyki, w klasyfikacji dziedzin i dyscyplin naukowych w Polsce”.
    ”Mamy w naszym kraju wielu wspaniałych biblistów, a Polska staje się obecnie jednym z trzech najważniejszych ośrodków tej nauki. Stworzenie nowej dyscypliny – biblistyki – z pewnością pomoże w jej rozwoju”

Lämna ett svar