W oczekiwaniu na premierę

O Polskim Towarzystwie Teatralnym w Szwecji z EWĄ NORDIN rozmawia Jolanta Szutkiewicz.

Znamy się od wielu lat. I Ty i ja interesujemy się teatrem. Teatr to Twoja pasja…

Był rok 1992, kiedy udzielałam się intensywnie w Ogniwie. Od 1986 roku byłam w zarządzie i pomagałam organizacji w różny sposób – od zmywania naczyń, do pisania projektów i organizowaniu imprez polonijnych. Spotkałam kiedyś Marka Terpiłowskiego i zaproponowałam mu współpracę. Powiedziałam, że ja zbiorę grupę chętnej młodzieży, zapewnię lokum, a Marek niech poprowadzi zajęcia teatralne. Miał bowiem doświadczenie w pracy ze studenckim kołem teatralnym na Politechnice w Polsce. Ostatecznie zdobyłam grupę młodzieży, przede wszystkim składającej się z harcerzy hufca Tatry, działającego przy ośrodku polskim OPON w Sztokholmie.

Rozpoczęliśmy przygotowania i warsztaty teatralne w lokalu Ogniwa. Marek Terpiłowski rozpoczął pracę nad sztuką ”Kat” według Pära Lagerkvista. Ja pomagałam w organizacji wszystkiego, tak, żeby doszło do premiery przedstawienia. Premiera została bardzo pozytywnie oceniona przez widzów.

A następnym krokiem było założenie Polskiego Towarzystwa Teatralnego w Szwecji?

Wtedy zaproponowałam Markowi założenie Polskiego Towarzystwa Teatralnego. Zaproponowałam też, żeby zaprosić Michała Moszkowicza na zebranie założycielskie. Był to rok 1993. Zgodził się. Ale Michał oprócz obecności na jednym zebraniu nie wpłynął na dalszy rozwój naszego Towarzystwa. Ja zostałam pierwszym prezesem PTTS. Opracowałam statut, założyłam specjalne konto Towarzystwa. W grupie teatralnej zostałam producentem, scenografem, grafikiem, organizatorem świateł, odpowiedzialnym za dystrybucję. A więc byłam od wszystkiego. Marek reżyserował. Całe szczęście, że Hubert Sokołowski pomagał mi w tym wszystkim.

Jaką rolę teraz pełnisz w PTTS teraz?

W latach 1996-2008 ster przejęła młodzież. Ja pozostałam jednak w zarządzie. W Towarzystwie działo się coraz mniej i w końcu stanęliśmy z małą grupką młodzieży na skraju katastrofy. Zrodziło się pytanie: rozwiązać Towarzystwo!? Nie, nie mogłam do tego dopuścić. Na zebraniu rocznym ponownie podjęłam się pracy i utworzyłam drugą grupę teatralną. Od tamtej pory jestem prezesem i kierownikiem artystycznym. Prowadzę zespół, nadaję kierunek naszej pracy, piszę sztuki, reżyseruję, jestem producentem. A od 2008 roku jestem z powrotem prezesem PTTS-u. Było ciężko i … jest nadal! Każde przedstawienie wymaga finansowania i wiele wysiłku. Do tej pory dawaliśmy sobie radę dzięki wsparciu władz polskich.

PTTS to już kawałek historii szwedzkiej Polonii!

Po prostu nie mogę iść na emeryturę. Mam w Towarzystwie kilka wiernych osób ze starego i nowego  składu i to cieszy. Obecnie staram się wprowadzić nowe osoby w pracę organizacyjną, ale jest to trudne. Każdy ma swoje życie, a organizacja wymaga poświęceń.

W 2008 rozpoczęłam zajęcia z grupą dziecięcą. Wtedy mogliśmy występować jedynie na ogniwowej choince. Na początku czytaliśmy dużo literatury dziecięcej, robiliśmy interpretacje wierszy. Zauważyłam, że muzyka i śpiew podnoszą jakość spotkań, poczucie zadowolenia i wspólnoty, motywują dzieci i sprawiają, że łatwiej jest interpretować tekst i odnaleźć się na scenie. Od samego początku wiedziałam, że praca warsztatowa i zabawa w teatr, musi dawać dużo radości. Jednocześnie, na wczesnym etapie, starałam się eliminować wstyd i nieśmiałość u małych aktorów. Metodą pracy było powtarzanie tekstu,  ćwiczenia głosu, dykcji, zmiana pozycji, sytuacji bez słów, ale i zabawa. Wszystko co może stymulować wyobraźnię i fantazję dzieci.

Co Ciebie najbardziej fascynuje w tworzeniu przedstawienia teatralnego?

Praca z aktorami. Małymi i dużymi. Wychodzę z założenia, że śmiałość dzieci, pokazywanie swoich uczuć, indywidualne reakcje mogą być już tą oczekiwaną reakcją reżysera na coś lub kogoś! Może być to trudne, ale poprzez wspólne zajęcia  uczymy się wyrażać uczucia. Do tego śpiew i ruch, taniec – często do muzyki. Wszystko to wzbogaca i w prosty sposób uwalnia aktorskie zdolności dziecka i tym samym tworzy wiarygodną postać sceniczną odbieraną przez widza. Dzieci często spontanicznie improwizują i jest to bardzo pozytywne i uczy niewymuszonej naturalności. Moim celem jest rozwój wrażliwości dzieci i młodzieży. Bardzo istotne jest zauważenie ich intuicyjnych naturalnych zachowań, które przy trafnym obsadzaniu ról, pomagają mi w uzyskaniu zamierzonego efektu.

Każdy producent, reżyser ma własne metody pracy. Jaka jest Twoja?

Moją metodę pracy nazwałabym metodą naturalnego doboru małych artystów do moich sztuk. Czasami piszę i stwarzam rolę w taki sposób, żeby pasowała do osobowości dziecka.

Według mnie aktor nie powinien grać roli. Powinien nią być – tą sceniczną postacią. Często nasi młodzi  aktorzy stają się postacią, w którą się wcielają. Adelia stała się Śnieżką, Daniel Królem, Viktor Pinokio. Wielokrotnie dochodziło do całkowitego wcielenia, utożsamiania się z postacią sceniczną.

Tutaj dygresja o aktorach zawodowych. Metoda naturalnego doboru często funkcjonuje w filmie, stąd taka różnorodność aktorów, często amatorów i takie posunięcie jest ciekawe.

Powielanie jednak osobowości aktorów niezadających sobie trud żeby wcielić się w postać sceniczną i nie być sobą na ekranie, czy w teatrze w kolejnych projektach jest miernym aktorstwem. Aktorom zawodowym stawiam wyższe wymagania. Aktor powinien pozbywać się na scenie własnych nawyków, zachowań, czasem też naturalnego głosu i charakterystycznej mimiki twarzy. Naturalny aktor może grać  naturalnie swoją rolę raz, może dwa razy, ale tylko wtedy, gdy jest to zamierzony ruch reżysera. Kiedy widzę tego samego aktora w innej roli w kolejnych sztukach /projektach z tą samą mimiką i gestami, sposobami prowadzenia dialogu z taką samą manierą, to myślę, że ten aktor nie jest indywidualnością. Niestety mamy takie przykłady wśród znanych, skądinąd wspaniałych aktorów.

Co dotychczas wyreżyserowałaś?

Pierwszym moim przedstawieniem, którego premiera odbyła się w 2011 roku, był ”Piotruś Pan”. Tekst musiał być łatwy, komunikatywny, żeby nie powiedzieć prosty. Tak więc pisałam scenariusz scenami – próbując je na następnych zajęciach. I tak powstało przedstawienie pełne śpiewu, ruchu, akcji zwrotnych i magii. Magia i bajkowość jest bowiem generalnie typową dla wszystkich moich dziecięcych przedstawień.

Pisanie daje mi dużo radości. Próby oczywiście też, ale te są bardzo uzależnione od ich uczestników. Próbuję je niuansować, począwszy od rozdzielenia ról do wejścia na deski teatru. Dopiero na dwa dni przed premierą mogę realizować mój scenariusz oświetlenia. Wszystko musi być opracowane, zaplanowane, kostiumy skompletowane, ramy odpowiedzialności jasne. Niestety młodzi aktorzy mogą chorować, coś może nie wyjść jak zaplanowane. Mam nadzieję, że widzowie nie zauważają pewnych rzeczy, bo po prostu nie wiedzą, jak tak naprawdę miało być. Liczy się efekt końcowy naszej pracy.

Później był ”Kot w butach”…

Tak, wystawialiśmy go w 2012 i 2013 roku. Każde z moich przedstawień dla dzieci jest oparte na dialogach,  śpiewie i tańcu do muzyki. Takie małe musicale. Jestem bardzo wdzięczna za współpracę  polskim muzykom, którzy piszą dla mnie muzykę. Każde przedstawienie ma oryginalną muzykę. Tak samo teksty piosenek pisane są przez polskich twórców.

Później dorośli i starsza już młodzież, obok dzieci, włączyli się do pracy nad kolejnymi przedstawieniami: ”Królewna Śnieżka i 7 krasnoludków” (2014), ”Robin Hood” (2015, 2016). Z okazji nadania szkole polskiej w Sztokholmie imienia Katarzyny Jagiellonki napisałam kolejną sztukę ”Sceny z życia Katarzyny Jagiellonki” (2016), a potem ”Przygody Koziołka Matołka” (2016), ”Opowieść wigilijną” (2017, 2018) i ”Pinokio” (2019).

Obok grupy dziecięcej w 2014 powstała grupa dorosłych i koncept kabaretu dla dorosłych.

Ta grupa rozpoczęła pracę nad programem kabaretowym. W czasie teatralnego weekendu z okazji 20-lecia PTTS-u w 2014 zaprezentowaliśmy trzy przedstawienia: kabaret ”Szwedzki stół, czyli sztokholmianie”, przedstawienie dla dzieci ”Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” oraz  przedstawienie gościnne Warszawskiego Centrum Pantomimy Aqua de Lagrimas.

Z czasem nawiązała się współpraca z poetką i dziennikarką Daną Platter, której teksty owocowały w wielu kabaretach: ”Kabarecie Linoskoczka” (2015) i ”I ha, ha, końska sprawa” (2016) oraz w premierze sztuki obyczajowej ”All inclusive” (2020).

Co właściwie wpłynęło na Twoje tak wielkie zainteresowanie teatrem?

Jestem z wykształcenia nauczycielem i niewątpliwie wiedza psychologiczna i pedagogiczna pomogły mi w tworzeniu klimatu w grupie. W wolnych chwilach maluję. Kiedyś, o wiele więcej… i to malowanie przeniosłam do teatru. Projektowałam i wykonywałam scenografię do szkolnych przedstawień. Tworzenie klimatu, podkreślenie akcji światłami, kostiumami, całą scenografią są bardzo ważne do osiągnięcia  końcowego magicznego efektu. Wymawiane słowa ze sceny brzmią pełniej, gdy są podkreślane wizualnym bodźcem, odczuciem.

A zaczęło się od słuchania bajek, które moja mama czytała mi malując słowami zamki, pola, trole, księżniczki i książęta, intonując piosenki, kołysanki. W szkole podstawowej chodziłam regularnie do teatru, uwielbiałam recytacje na polskim. No i miałam moją przyjaciółkę, Krystynę Duniec – dzisiaj profesora teatrologii, z którą mogłam ”przegadać” wszystko.

Okres fascynacji rysunkiem i malowania różnych form, operowania kolorem, na kółku plastycznym, rozpoczął się od piątej klasy szkoły podstawowej. W gimnazjum służyłam pomocą, gdy trzeba było zrobić dekoracje. Moja indywidualna praca plastyczna została nawet wybrana na wystawę do Zachęty. Maluję i dziś, choć nie tak często jakbym chciała. Wrażliwość plastyczna i świadomość znaczenia ruchu ułatwiło mi z pewnością proces twórczy, osiągnięcia prawdziwych emocji i wiarygodnych postaci na scenie.

Na studiach AWF w Polsce brałam udział w zespole tańca ludowego i tańca nowoczesnego. A już tutaj w Szwecji tańczyłam w  zespole Piastowie do 1984 roku. Gdy gościliśmy w 2014 grupę Pantomimy z Warszawy, zrealizowałam jeden z moich dawnych projektów tańca współczesnego ”Raj”. Grupa zaprezentowała mój układ  podczas występu w kabarecie ”Stół szwedzki, czyli sztokholmianie”.

PTTS to taka lokalna, nasza polonijny kuźnia talentów…

Przez wszystkie te lata skład grupy teatralnej zmieniał się wielokrotnie, ale pewne osoby pozostały z nami  do dziś. Jest kilka osób, które brały udział prawie we wszystkich naszych przedstawieniach. Tutaj chciałabym wymienić chłopca – dzisiaj już dorosłego mężczyznę – który zaczynał od roli majtka w ”Piotrusiu” , ale szybko awansował do ról głównych, a w ostatnim przedstawieniu ”Pinokio” rozwinął swoje skrzydła. Daniel Jonczyński napisał całą muzykę do tej sztuki. Podobnie Adrian Macéus zaczynał jako myszka przebiegająca przez scenę z lewej strony na prawą, awansował na jednego ze śpiewających krasnali w ”Królewnie Śnieżce”. Dziś jest już artystą znanym w środowisku szwedzkim. Przeszedł dwuletnią szkołę artystyczna, otrzymał główną rolę Billego w Statsteater w Sztokholmie w światowym  musicalu ”Billy Elliot”, gral już w wielu szwedzkich filmach, komponuje i śpiewa własne utwory. Wziął też udział w ”Opowieści wigilijnej” 2017/2018, naszym familijnym przedstawieniu.

Patrzeć na rozwój młodych ludzi z ambicjami jest fascynujące.

Pojawienie się wyjątkowych indywidualności w naszym Towarzystwie zaowocowało ogłoszeniem konkursu na polskie młode talenty. Należy je wspierać, dawać za przykład innym, stwarzać możliwości  koncertów. Do tej pory odbyły się trzy edycje konkursów i kilka koncertów.

Co najbardziej bylo udane?

Przedstawieniem, które sprawiło mi dużo radości była realizacja ”Opowieści wigilijnej”. Fascynujące jest  samo pisanie i konstruowanie sztuki, tak aby była zachowana spójność. Wydaje mi się, że ”Opowieść Wigilijna” była takim największym wyzwaniem, ponieważ pracowałam jednocześnie z trzema grupami: solistami, dorosłymi i dziećmi.

Ponieważ jesteśmy bardzo ograniczeni finansowo, każda produkcja napotyka na gigantyczne trudności na pograniczu horroru. Tylko dzięki pomocy i ideowej pracy naszych członków i sympatyków Towarzystwa  możliwe było doprowadzenie do kolejnych premier. Jedno jest pewne, że wszyscy aktorzy za każdym razem starają się wywiązać ze swoich zadań jak najlepiej.

Niedawno obchodziliśmy 25-lecie PTTS- u.  

Wielkim wyzwaniem było przedstawienie dorobku Towarzystwa… Wspomnienia są jednak wspaniałe! Przygotowałam krótkie scenki z każdego przedstawienia.

Jak dzisiaj, w czasach pandemii, wygląda praca Towarzystwa?

Grupa dorosłych pracuje nad sztuką ”Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej. Będzie to niełatwym wyzwaniem, ale myślę, że grupa dorosła już do klasycznego repertuaru.

Latem zeszłego roku byliśmy w Warszawie na warsztatach teatralnych, których tematem był taniec ciała i dynamika ruchu, techniki improwizacji, współpracy z partnerem. Wyzwolenie wyobraźni i wzajemne zaufanie aktorów do siebie jest podstawą powodzenia przedstawienia! Te techniki aktorskie są nam  potrzebne, aby iść dalej i rozwijać się. Mam nadzieję, że będziemy kontynuować takie warsztaty w przyszłości.

Rok 2020 stał się rokiem PANDEMII i nasza działalność odbywała się prawie całkowicie wirtualnie. Nie znaczy to, że nie pracujemy nad kolejnymi projektami. Byliśmy przygotowani na przedstawienie ”Pinokio” na Mikołajkach, które zostało jednak odwołane na dwa tygodnie przed przedstawieniem. Być może powrócimy do tego przedstawienia wiosną lub w ogóle w 2021, jak tylko będzie to możliwe.

W przygotowaniach jest tez przedstawienie dla dzieci ”Ania z zielonego wzgórza”. Kilka ról jest już obsadzonych. Grupa dziecięca potrzebuje jednak spotkań w realu. Mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli wznowić nasze warsztaty.

Każdy nasz projekt teatralny jest wyzwaniem, ponieważ decyzji rozpoczęcia projektu, rzadko  towarzyszą decyzje o jego finansowaniu. Każdy nowy projekt wiąże się z dużym wyzwaniem ekonomicznym. Do tej pory każde kolejne przedstawienie umożliwiało nam następne produkcje. Towarzystwo posiada magazyn z dekoracjami i kostiumami, który jest opłacany z naszych środków, które  staramy się ciągle pozyskiwać. Jesteśmy wdzięczni wszystkim przyjaciołom i sympatykom Towarzystwa i darczyńcom. Zapraszam do współpracy i wsparcia naszej działalności polskie firmy. Oczekujemy waszego wsparcia.

Jak godzisz pracę zawodową, społeczna i prywatne życie rodzinne?

Wymaga to logistyki, ale jak się robi, co się lubi, to można pogodzić wiele rzeczy. Prowadzę dwa przedsiębiorstwa. Prowadzę klinikę ortopedii medycznej na Lidingö. Jestem fizjoterapeutą. Jest to możliwe, gdy hobby staje się, już od 40 lat, zawodem. Moja rodzina wspiera mnie jak może. Szczególną rolę i ogromną pomoc i wsparcie otrzymuję od partnera Ireneusza Kępczyńskiego.

Polskie Towarzystwo Teatralne traktuję jak moje własne dziecko i ciągle uważam, że jest fascynującym zjawiskiem. Myślę, że nie tylko moi aktorzy rozwijają się dzięki warsztatom i kolejnym przedstawieniom,  ale i ja też. Odgrywam wszystkie role w teatrze oprócz jednej – bycia aktorem na scenie. Przez ostatnie  lata reżyseruję sztuki dziecięce, a w tym roku samodzielnie opracowuję wyżej wspomniane przedstawienie dla dorosłych. Znowu czeka nas premiera.

Rozmawiała: Jolanta Szutkiewicz

Foto: Archiwum NGP

 

 

 

En reaktion på ”W oczekiwaniu na premierę

  1. Gratuluję przede wszystkim Ewie Nordin za ogrom włożonej pracy i umijętność opowiedzenia o tym. Jolancie Szuktiewicz za opracowanie dobrego scenariusza pytań dla bohaterki wywiadu. Dużo dowiedziałam się o działalności Toawrzystwa.
    Dziękuję. Anna Wiśniewska Winner

Lämna ett svar