PODRÓŻE PO POLSCE: Darcie pierza. Oskubała łeb Władkowi

Darcie pierza, czyli inaczej mówiąc „wyskubki”, to zimowy zwyczaj wiejski kultywowany jeszcze do czasów powojennych XX wieku. Polegał on na rozdzieraniu gęsich piór na mniejsze kawałki, z których robiono poduszki i ciepłe pierzyny. Kultywowano zwyczaj ten w zimowych miesiącach, kiedy to nie trzeba było pracować w polu.

W niewielkim miasteczku świętokrzyskim o wdzięcznej nazwie Suchedniów, mieszkała przed wojną pewna para państwa Wymoczków. Ona miała na imię Hania, a on Władek. Ona wraz z sąsiadką Anielcią zbierała się w domu Joli Ambroziakównej i tam kobiety darły pierze. Ale żeby tradycji stało się zadość, gospodyni domu czyli pani Jola, musiała wpierw pierwsze rozdarte na mniejsze kawałki piórka, zakopać pod próg swojego domu, aby szczęście zagościło pod jej dachem już z nadejściem wiosny. Gdy tak się stało, nieopatrznie Jolanta nie domknęła drzwi wejściowych, tak że do jej domu zakradł się Władek, mąż Hani. Schował się on pod stół, przy którym kobiety darły pióra i chciał się w ten sposób podelektować wdziękami gospodyni. Gdy to zauważyła jego żona Hania, zamiast piór, zaczęła wyrywać mu z głowy włosy. Mężczyzna tak krzyczał wniebogłosy, że wpadł do domu Ambroziaków sąsiad Krzysiek, który chcąc bić Władka wyciągnął sobie pasek ze spodni, które mu zaraz spadły. O tym fakcie szybko rozeszła się wieść tak, że zaczęto go we wsi uważać za zboczonego, że przed kobietami bez portek chodził. Władek zaś od tej pory musiał trzy miesiące spać w kurniku, tak że pogryziony był on przez wszoły i pluskwy, ponieważ Hania taką mu nałożyła karę za podglądanie sąsiadki. Pewna Marta Buczek okoliczna poetka przedwojenna, ułożyła o tym fakcie taki oto wiersz….

Pewien Władek nie na żarty

macał wdzięki Joli

odtąd łeb ma on obdarty

i d…go boli…..

W tej niewielkiej świętokrzyskiej wiosce, tuż przed wojną znany był zwyczaj „pierzowej podlewki”. Polegał on na tym, że tuż przed przystąpieniem do darcia pierza, kobiety musiały sobie wychylić kilka głębszych kieliszków mocnego trunku. W owym czasie mieszkała tam pewna Gocha Łakomcówna, która to zamiast kilka kieliszków wypiła kilka butelek czystego napitoka. Zamiast potem drzeć pierze, rozebrała się ona do bielizny i zaczęła głośno śpiewać….

oj Mirusiu mój kochany

ty żeś dziś nie rozebrany

przed złodziejem dla ochłody

wskoczyłeś do zimnej wody

ja mam też golutki biust

o rozmiarze size plus…..

Gdy nastał czas zaborów, znana była w tym mieście rodzina Wrzałkowiczów. Oni to wykupywali z okolicznych wiosek już wydarte pióra, z których opłacali wykonanie poduszek i ciepłych pierzyn, w które zaopatrywali ochronki i domy dla wdów. Często też się zdarzało, że sprzedawali nadmiar poduszek handlarzom z Szydłowca, za co zaopatrywali powstańców w potrzebne umundurowanie i broń. Gdy wspomniany proceder wyszedł na jaw, Rosjanie skazali całą rodzinę Wrzałkowiczów na katorgę, która się odbywać miała na syberyjskiej ziemi. Jednak tylko najmłodszy z rodziny Bolek noszący pseudonim „Rurka” dojechał na miejsce kaźni, zaś wszyscy inni zginęli podczas drogi na zesłanie. Z biegiem czasu, wspomniany Bolek napisał wiersz, w którym wspomina polskie darcie pierza.

…tam w Polsce gdzie matki chata kiedyś stała

gdzie łany żyta tańcem lśniły w słońcu

wspominam to… .gdzieś na świata końcu…..

Ewa Michałowska-Walkiewicz

 

7 reaktioner på ”PODRÓŻE PO POLSCE: Darcie pierza. Oskubała łeb Władkowi

  1. bardzo wesoła opowieść –proszę o więcej takich. Myślę że nie tylko mnie się podoba

  2. Jedna baba drugiej babie
    wsadziła do d…. grabie
    ha ha ha ha ha ha
    ale co to da?

Lämna ett svar