ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: ImPiSment

Przyśnił mi się dziwny, raczej przykry, ale i wciągający sen. Śniłem, realnie bardzo, niejako piętrowy sen. Śniłem, jako Smętny Mąciciel, na temat – jak powinien wyglądać świat.

Innymi słowy mówiąc, śniłem o specjalnym gatunku istoty dwunożnej, która chce wyjaśniać świat – po pierwsze sobie, ale niestety i innym – przy pomocy jednego sposobu. Ów sposób polegał na tym, że posługiwał się wymyślonym przez siebie, ale wcale nie nowym, jedynym prawidłem, choć wszyscy wiedzą i widzą, że świat wymaga ich /sposobów i prawideł/ wiele.

Smętnego Mąciciela to nie obchodzi, bowiem Smętny Mąciciel żyje w przekonaniu, że jest Jedynym-Który-Wie. Ba, nie tylko – wie, bowiem w dodatku nigdy się nie myli, co naturalnie oznacza, że mylą się wszyscy inni.

Smętny Mąciciel ma doktrynę, ale kiedy przykłada ją do rzeczywistości stwierdza różnice, co skłania go po pierwsze do zmiany rzeczywistości, po drugie do oskarżania wszystkich myślących inaczej niż wskazują jego schematy, że mylą się oni, nie on.

Wada, skądinąd świetnego planu Smętnego Mąciciela, zasadza się na tym, że plan pozbawiony jest wymiaru konsekwencji. To oznacza, że nie mając owego wymiaru, można oczywiście budować, planować, organizować i tworzyć, ale z jedną zasadniczą wadą: bez konsekwencji, niemożliwym jest zwycięstwo, gdyż bez niej produkowany jest tylko chaos.

Ale życie, dobrotliwe życie jak to one, dało Smutnemu Mącicielowi do wyboru dwie alternatywne drogi:

1/ Życie jest loterią i nie ma w nim miejsca na gorzkie żale,

2/ To on dziedziczy po przodkach ciężar ich trudów i niepowodzeń.

Możliwa jest również droga trzecia, oparta – jak mówią w wojsku – na własnej autopsji: Może Smętny Mąciciel pójść po rozum do głowy, zatrzymać się i odejść. Wtedy umrze zadowolony i szczęśliwy.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar