Spontaniczna, pełna energii. Dorota Żarowiecka

Znakomita muzyka, doskonały kunszt artystyczny i techniczny – takie słowa powtarzają się często w recenzjach opisujących pianistyczne osiągnięcia jednej z najbardziej utalentowanych muzyków polskich mieszkających w Szwecji. Urodzona w Warszawie, a od 1981 roku mieszkająca w Szwecji, Dorota Żarowiecka, zachwyca nie tylko swoim kunsztem wirtuoza, ale także pasją z jaką podchodzi do muzyki.

Można nauczyć się grać na pianinie, ale żeby zostać wirtuozem, trzeba mieć chyba coś w genach?

— Pochodzę rzeczywiście z rodziny o uzdolnieniach artystycznych. Moja babcia, jak była młoda, była pianistką, później była aktorką rewiową, przez wiele lat grała w Teatrze Ateneum. Również w tym teatrze pracował mój dziadek. Moja mama była bardzo utalentowana muzycznie. Więc pewnie po nich odziedziczyłam moją fascynację muzyką. Zresztą już w Warszawie chodziłam do szkół muzycznych. Moje kształcenie muzyczne, grę na fortepianie, rozpoczęłam w wieku 6 lat…

Jak znalazłaś się w Szwecji?

— Przyjechałam tutaj do mojego ojca, który mieszkał wówczas w Göteborgu, tam też postanowiłam kontynuować studia muzyczne. Najpierw w średniej szkole muzycznej, tam moim nauczycielem był Ingmar Edgren, który dawał mi dodatkowe lekcje gry na fortepianie. Później poznałam znaną pianistkę Stellę Czajkowską, która mną się zajęła. Studiowałam także w Wyższej Szkole Muzycznej w Göteborgu.

Pamiętasz swój pierwszy koncert?

— Miałam wówczas 13 lat, grałam w Filharmonii Warszawskiej, był to koncert zaaranżowany przez szkołę muzyczną. Po koncercie dostałam wiele pochwał i wtedy też zdecydowałam, że chcę być pianistką. Później już często koncertowałam, podczas studiów w Göteborgu występowałam wielokrotnie.

Żeby być pianistą doskonałym, trzeba się chyba uczyć cały czas…?

— Tak, to wymaga ciągłych ćwiczeń i treningu. Zawsze było moim marzeniem by kontynuować studia w Paryżu, dostałam stypendium i zrealizowałam to marzenie. Później zostałam przez jakiś czas we Francji, wraz z moim byłym mężem, też muzykiem, dużo koncertowaliśmy, nagrywaliśmy m.in. dla radia.

Ale zdaje się, przede wszystkim fascynowała cię kariera solistki…?

— Rzeczywiście, to, można powiedzieć, był mój cel. Już będąc z powrotem w Szwecji, właśnie na tym się skupiłam. Nawet w 1996 roku wygrałam konkurs organizowany co parę lat przez Szwedzką Akademię Muzyczną (nagroda “Wilhelm Freund”) na najlepszą pianistkę. Wtedy wraz z solistką Kristiną Hansson wyjechałyśmy na tourne koncertowe m.in. do Stanów Zjednoczonych.

Grasz repertuar klasyczny, ale nie tylko…

— Uwielbiam Chopina i ciągle jestem nim zachwycona, to jednak występuję takżem.in. z kompozycjami Astora Piazzolli, argentyńskiego kompozytora, twórcy tanga argentyńskiego, wirtuoza bandeneonu. A więc są to rytmy argentyńskie, brazylijskie i hiszpańskie. To muzyka, która jest mało znana w Szwecji, coś na pograniczu jazzu i tanga. To dla mnie muzyka, która ma skrzydła. Mnie bardzo pociąga muzyka, która ma dużo rytmu.

Jaka jest Dorota Żarowiecka, gdy nie jest pianistką?

— Spontaniczna, pełna energii i mam bardzo pozytywne nastawienie do życia.

Wywiad ukazał się w 2008 roku w Nowej Gazecie Polskiej

Lämna ett svar