Nihil novi

Tytuł felietonu zapożyczyłam od nazwy polskiej konstytucji sejmowej z 1505 r. Mam nadzieje, że nie będzie mi to poczytane, jako brak szacunku, kiedy zastosuje go do frywolnego, w porównaniu z konstytucją, tematu mody.

Jeżeli pożyje się wystarczająco długo, łatwo stwierdzić, że moda się powtarza. W damskich ubiorach powracają cyklicznie wąskie spodnie na zmianę z rozszerzonymi dołem po marynarsku, mini-spódniczki i spódnice do pół łydki, obcisłe sweterki i luźne tuniczki, wypchane lub spadziste ramiona, a talia w pasie lub na biodrach. Trochę trwa zanim zaakceptuje się nowy trend, czasem zdąży on już wyjść z mody.

W męskiej modzie zmiany są trudniejsze do zauważenia. Szerokie lub wąskie spodnie z mankietem czy zakładkami w pasie lub bez, marynarka jedno- albo dwurzędowe, na jeden, dwa lub trzy guziki, kołnierzyk od koszuli wydłużony lub ścięty, czasem zapinany na guziczki oraz krawaty o zmiennej szerokości. Tego roku modny mężczyzna nosi wąskie spodnie kończące się podwyżek kostki i marynarkę co najmniej o dwa numery za małą.

Niewielkie zmiany w modzie mężczyźni rekompensują sobie fryzurą, a raczej jej brakiem. Zaczęło się od golenia skroni i pozostawiania na ciemieniu najeżonego czuba przypominającego dawne sarmackie fryzury polskiej szlachty. Potem kryminalne gangi zapoczątkowały modę na łyse czaszki, aby uniemożliwić przeciwnikowi podczas walki wręcz chwyt za włosy. A potem, skądinąd spokojni mężczyźni, postanowili dodać sobie męskości goląc głowy. Podobno nadprodukcja męskiego hormonu, testosteronu, jest przyczyną naturalnej łysiny. Do takowych jestem przyzwyczajona. Mój ojciec zaczął łysieć już w harcerstwie. Pamiętam jak sfrustrował go fakt, że oglądając się w lustrze dostrzegł po raz pierwszy łysinę od tyłu. Podtatusiali koledzy ojca też nie grzeszyli owłosieniem, ale nikomu nie przyszło do głowy, aby golić jego resztki. Za czasów mej młodości znani byli tylko dwaj łysi aktorzy celebryci: Yul Brynner i Telly Savalas alias Kojak. Obaj zgolili głowy do pewnych ról i tak zostało.

Pewne fryzury zyskują popularność u młodego pokolenia, ale budzą sprzeciw u starszych. Pamiętam jak w szkole podstawowej dziewczynki zaczęły związywać włosy w koński ogon. Nauczycielka potrafiła schwycić takowy i z dezaprobatą zapytać: „A co to takiego?”. Koński ogon to drobiazg w porównaniu z pilica polonica czyli kołtunem polskim. Niechlubna to nazwa dla sfilcowanego, sklejonego łojem i wydzieliną wysiękową pęku włosów na głowie, powstałego na skutek braku higieny lub niekorzystania ze szczotki bądź grzebienia. Powstawaniu kołtuna sprzyjało powszechne wśród chłopstwa noszenie czapki, a zabobony zabraniały obcinania kołtuna, ponieważ miał on chronić przed chorobami i diabłem. Współczesny kołtun czyli dredy, spreparowany w zakładzie fryzjerskim, wszedł obecnie w modę wśród cywilizowanych celebrytek świata kultury i polityki.

Z dwojga złego wolę łyse czaszki, których, od niedawna, widzimy co raz więcej wokół nas. Początkowo sądziłam, że należą do mężczyzn dotkniętych rakiem, którzy stracili włosy na skutek agresywnej terapii. Na szczęście myliłam się. Jajogłowym musi jednak podświadomie brakować owłosienia ponieważ wielu z nich rekompensuje ten mankament zapuszczając brodę, u niektórych czarną jak u talibanów, a inni hodują kilkudniowy zarost. Proponuję założenie stowarzyszenia jajogłowych. Zrzeszeni mogliby dyskutować rodzaj pasty, która nadaje najlepszy połysk łysinie, czy lepiej polerować czaszkę szczotką czy szmatką, tak jak czyści się do glansu wyjściowe buty, jak często należy golić głowę i jak ukryć guzy na potylicy, które szpecą pewne czaszki.

Powróćmy jednak do damskiej mody. Projektanci nie zadawalają się reinkarnacją dawnych trendów. Próbują wymyślić coś nowego. I czasem im się to udaje. Na przykład obcisłe damskie kalesony znane pod nazwą legginsów. Opinają one sylwetkę, zdradzają wszystkie jej wypukłości i zagłębienia z niedyskrecją przewyższającą nagość, prowokując u panów kosmate myśli. Mam czasem ochotę podbiec do takiej delikwentki i zapytać: „A gdzie spódniczka?” Kiedyś w Afryce turysta widząc ciemnoskórą dziewczynę paradującą w stroju topless, westchnął tęsknie: „Jak ponętnie wyglądałaby ona w sweterku.”

Potem przyszła kolej na dżinsy. Zawojowały one świat. Dżins był pierwotnie stosowany do strojów roboczych, ale awansował do ubioru na wszystkie okazje. Jest ponadczasowym klasykiem. Przez stosowanie różnych odcieni błękitu uzyskano lekki, swobodny styl. Jaśniejsze kolana czy łokcie zdają się być lekko przetarte, co może się podobać. A potem zaczęła się perwersja. Modnisie obcinały dżinsom nogawki przerabiając je na szorty z postrzępionym, niezaobrębionym kantem. Ale na tym nie koniec. Pojawiły się damskie dżinsy z dziurami. W tym wypadku mężczyźni wykazali więcej rozsądku. Dżinsy mają postrzępione przecięcia na nogawkach i kosztują więcej niż dżinsy bez dziur. Trudno zrozumieć taką modę. Nie dość, że szpeci, to reprezentuje szyderczy, wręcz cyniczny stosunek do ubóstwa. Oby ten trend nigdy nie powrócił. Szwedzkie powiedzenie, że przy pomocy morderczej reklamy można sprzedać nawet konserwowaną kaszę, dotyczy widocznie także dżinsów z dziurami.

Młodych ludzi nawiedził ostatnio zwyczaj – przywara rodem z USA – noszenia czapek z daszkiem w pomieszczeniach, gdzie nakrycie głowy nie jest dobrze widziane. Raziło to przedwcześnie odeszłą Magdalenę Ribbing, specjalistkę od etykiety w cywilizowanych kręgach. W prywatnym domu, szkole czy restauracji należy zdjąć czapkę bez względu na to czy daszek jest nad czołem czy odwrócony do tyłu. Chapeau bas, chłopcy.

Nie ulegajmy bezsensownym trendom mody, zachowajmy zdrowy rozsądek. Lepsze jest Nihil Novi niż niestosowny wygląd.

Teresa Urban

Lämna ett svar