Libido dominandi

Są wśród nas seksoholicy, pracoholicy, są też, na całe szczęście dużo rzadziej spotykani, władzoholicy. Profesor Antoni Kępiński uważa, że winnym takiego stanu psychiki niektórych ludzi jest libido dominandi, instynkt władania. Jest to rodzaj patologicznej i wysoce destrukcyjnej namiętności, nie do opanowania żądza posiadania władzy, potrzeba kontrolowanie poczynań innych ludzi, li tylko dla spełnienia rozkoszy władania.

Człowiek takiego gatunku jest przekonany o swojej wyjątkowej przenikliwości i nieomylności oraz, co ważne, wierzy  że chce dobrze. A jeśli otaczający świat go nie rozumie? Cóż, tym gorzej dla świata bo się myli, w przeciwieństwie do niego, który nie myli się nigdy.

Nie działa sam, z reguły otoczony jest dworem ludzi miałkich, pozbawionych cech indywidualnych i charakteru, budujących swoje kariery na potakiwaniu Jemu i wymyślaniu, co by tu jeszcze zaserwować na stół, żeby zadowolony zamlaskał. Dobrym historycznym przykładem jest tu pożar Rzymu, Neron z lirą w ręku i śpiewo-gry. Stawiam dolary przeciw orzechom, że nie on sam wymyślił podpalenie Rzymu, żeby pobudzić swoją twórczą wenę. Zrobili to wyspecjalizowani w podgrzewaniu tyłka władcy lizusi, wmawiający mu boską genialność. Doskonałym, wręcz laboratoryjnie czystym współczesnym przykładem, jest ustępujący prezydent USA Donald Trump, którego amerykańscy psychiatrzy zdiagnozowali, jako przykład złośliwego narcyzmu.

Ameryka sobie poradzi, już poradziła, prezydent elekt Joe Biden prawie na pewno przejmie w styczniu posadę prezydenta Stanów Zjednoczonych po Donaldzie Trumpie. Amerykanie dali radę rozpoznać władzoholika i nie dopuścić by kontynuując prezydenturę dalej szkodził państwu, bowiem są dojrzałą demokracją, co trudno niestety powiedzieć o Polsce.

Jesteśmy obecnie świadkami tektonicznych ruchów kobiet. Panie się zdenerwowały nadzwyczaj i krzyczą w stronę PiS – „Wypierdalać!”. Na to słyszą, że są jak ISIS „zwyrodniałą swołoczą opętaną przez diabła”, „rozjuszoną dziczą”, „zbydlęceniem”,  a wśród protestujących „dominuje typ agresywnej, wulgarnej kurewki”.

Gdy język osiąga swoje granice, następują czyny i do tego blisko. A mogłoby być pięknie, gdyby tylko to, co niesie na swoim szyldzie rządząca partia, zostało wprowadzone w życie, pisane małymi literami.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar