Unikalny teatr absurdu, my

Dziesięciolecie dwutysięczne dwudzieste jest moim ósmym, co unaocznia raczej przykry fakt, że od długich już lat gram w drużynie dziadersów. Pocieszam się jak umiem, wiek wiekiem, ale najważniejsze, że niczego sobie i nikomu nie przyrzekałem!

Staram się przeznaczony mi kawałek nieprzewidywalności przejść suchą stopą i utrzymywać w ramach niepisanej, a ważnej dla mnie, zasady: jeśli się będziesz wahał, oni wygrają. Oni to: nienawidzący, prowokujący, kłamliwi, dwulicowi, odrażający, summa summarum najczęściej porządni kiedyś ludzie, zagubieni w dusznych zakamarkach codzienności.

Życie, które nazwać by można godnym, składa się przypuszczalnie z trzech podstawowych ingrediencji; pierwsza – masz do dyspozycji niewyczerpany magazyn energii: druga – pojawią się oznaki zmęczenia ,a za nimi cierpienie: trzecia – uświadamiasz sobie, że popełniłeś błędy, których już nie poprawisz. Zacząłem od trybu warunkowego (przypuszczalnie), ponieważ podejrzewam, że nie potrafimy w pełni kontrolować wszystkich aspektów życie, a więc działań umysłu, bo swoje trzy grosze wtrąca ukryta moc nieświadomości.

Próbujemy, często bez widocznych rezultatów, znaleźć sposób na współegzystencję, wewnętrznego spokoju i zewnętrznych aktywności. Staramy się spełniać warunki życiowych obowiązków, równocześnie zachowując klucze do prywatnej przestrzeni, która nie podlega obowiązkowi dzielenia się z kimkolwiek. Inaczej mówiąc, poszukujemy wymiaru, w którym żywo aktywizuje się urocza Przygoda, przy obecności, potrzebnej niestety istnieniu, nudnej Rutyny.

W 1944 roku, znamiennie dramatycznym dla Warszawy, siedmiolatkiem zacząłem pisać pamiętnik. Niestety krótko pisałem, spłonął razem z kamienicą, w której na Powiślu mieszkaliśmy. Pamięć niepokojów tamtych dni, pomimo lat, tli się i daje czasem o sobie znać. Czy do mojej głowy, skrzyni z pamięcią długich dziesiątków lat własnych i zapamiętanych czyichś losów, dramatów i komizmów, nie stracę kiedyś kluczy? A jeśli stracę, czy będzie oznaczało, że co się działo, nigdy się nie działo?

Pamiętnik to jak rozmawiać ze sobą. Pisanie wspomnień to już dla innych. Autoportret zaś jest z reguły deklaracją podkreślającą, że się zrobiło wszystko, co było w ludzkiej mocy, i jeszcze trochę. W każdym z tych przypadków pozostają obszary za kotarą, ślady umiejscowione nie wiadomo gdzie, ale wiadomo, że boleśnie brudzące.

Słowa, słowa, zapamiętniki pamięci, nieforemne skorupy wokół niekoniecznie zrozumiałych i nie zawsze wspaniałych: radości, miłości, strat i zysków ciała, przykrych i radosnych gam odczuć. Mam tylko nadzieję, że choć przede mną już mniej podróży, to wiele jeszcze zadziwień, zatrzymań, wspomnień, mgieł nad łąkami. Może dlatego chciałem zostać pisarzem, żeby móc żyć w świecie, w którym wszystko jest możliwe?

I w końcu prawda. Niewygodna częstokroć, ukrywana pomiędzy uproszczeniami, tonąca w próbach wyjaśnień prawda. Uparta, nieustępliwa, czasem niewygodna, ale jak biel żagli na masztach, zawsze rozpoznawalna prawda.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar