ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Mare Sarmaticum

Ach, ci nasi sarmaci! Pełni fantazji, rubaszni i gwałtowni sarmaci. Ciało z ciała słowiańskiej ziemi płowowłosych i niebieskookich pacholąt i krasawic! Nic bardziej polskiego, jak rozbuchani, pełni temperamentu i skłonni do samowoli, ale jednocześnie nad życie kochający, stający w obronie i nie szczędzący krwi serdecznej, swojej nadwiślańskiej ojczyźnie sarmaci.

Kim byli? Skąd pochodzili? Sarmaci przybyli z Persji. Trochę tajemniczy lud, który 300 lat p.n.e. pojawił się, ze wschodu, na dzisiejszej Ukrainie, trochę później na Węgrzech i w Rumunii, jeszcze nieco później przekroczyli Bug. Sarmaci, w okresie wędrówki ludów tępieni przez Gotów i Hunów i nie wspominany specjalnie w źródłach 500-wiecznych, istnieją w innych, starszych jeszcze zapisach.

Nordyckie źródła wspominają o ludzie, gdzie kobiety świetnie strzelały z łuku i były traktowane na równi z łucznikami. Jak także – uwaga, będzie „o nas” – w szwedzkiej Wikipedii: Polska średniowieczna szlachta uważała siebie za potomków perskiej klasy rycerskiej sarmatów,  budując tak swój obraz starożytnych rodów nadwiślańskich Słowian.

Ślady po sarmatach znaleźć można nieomal wszędzie. Na dalekiej skandynawskiej północy, w postaci egzotycznej biżuterii i fragmentów sukna, nieprzydatnych w krajach mrozu i lodu. Pojawiali się wśród ludów nadbałtyckich, (dzisiejsi Bałtowie), i w Anglii czasów Cezara. W latach 100 n.e. Marcus Aurelius zaciągał kontyngenty sarmatów w dorzeczu Dunaju. Może Bałtyckie na południe od Gotlandu, na florenckich i rzymskich czternastowiecznych mapach morskich, nazywane jest Mare Sarmaticum. Nie jest niemożliwe, że to właśnie sarmaci wzbogacili Brytanię w legendę o Arturze i mieczu tkwiącym w skale.

W końcu obraz tradycyjnie ubranego polskiego szlachcica, razem z zakrzywiona szablą w garści, niewiele się różni od stroju perskiego dostojnika.

Sale aleikum, drodzy parafianie!

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar