Idylla maleńka taka

Molo. Przy barierkach stłoczeni gapie, w rękach telefony skierowane obiektywem w dół, do morza. Wszyscy filmują, ojciec podnosi malca i sadza na ramionach, żeby lepiej widział. Dwaj policjanci próbuje zaprowadzić porządek. Na plaży ratownicy walczą o życie pływaka, który przeliczył się z siłami.

Czy to w porządku, żeby ludzie tłoczą się i zachłannie filmują leżącego na piasku, być może umierającego człowieka? Czy nie powinni raczej odejść z tego miejsca ze spuszczonymi głowami? Jak można mówić w takich okolicznościach do dziecka: Zobacz synku, ten pan umarł? Czy nie powinno się raczej okazać respekt odchodząc, zostawiając w spokoju człowieka oddającego ostatnie tchnienie? Gdzie się podział wstyd? Czy tak powinien zachowywać się człowiek cywilizowany? Ale z ręką na sercu, kto się nie zatrzyma popatrzeć?

W programie pierwszym szwedzkiego radia audycja „Tendencje” i rozmowa z Wenche. W latach czterdziestych ubiegłego wieku, gdy Wenche miała trzy latka, zapadła na polio i wychowywała się w specjalnym zakładzie. Opowiada, że gdy wywożono ich od czasu do czasu do miasta, żeby mogli zrobić drobne zakupy, zamykano na ten czas dom towarowy Åhlens, żeby „normalni ludzie” nie musieli ich oglądać. Ale ciekawość zwyciężała i gdy siedzieli w autobusie, gapie podchodzili i przyklejali nosy do szyb by pooglądać „dziwy natury”.

W latach trzydziestych ludzie chodzili do Gröna Lund (sztokholmskie tivoli) przyglądać się członkom afrykańskiego szczepu. Ulica nazywała ich läppnegrar (läpp – warga). W Gröna Lund był wydzielony teren, gdzie na stałe mieszkali ludzie mali, karły, pędząc życie „na widoku”. Było tam zawsze wielu gapiów, więcej niż przy małpach.

W Europie tamtych czasów w wesołych miasteczkach afrykańskie czarne kobiety rodziły dzieci na oczach widzów. Gapie potrafili stać godzinami czekając na ostatnie skurcze. Były miejsca, gdzie za opłatą można było oglądać kobietę z brodą, olbrzyma, mężczyznę ze słoniowatą głową, hermafrodytę. Dziś, w porównaniu z tamtymi czasami, które uważamy za straszne i bezlitosne, rodzi się niewiele zdeformowanych dzieci (są usuwane przed urodzeniem).

W gruncie rzeczy gnuśne z nas byty. Ospali i zapaćkani chętnie oglądamy, słuchamy lub uczestniczymy w zadawaniu cierpień, co Państwo próbuje poskromić za pomocą odpowiednich paragrafów przepisów prawa. Ze wstydem musimy już radzić sobie sami.

Flora fauna i świat mineralny sobie, a człowiek sobie. Naturalnie, przemawia na naszą korzyść, że potrafimy się przejmować, że wymyśliliśmy etykę, moralność, przyzwoitość, pochwałę cnoty, pogardę fałszu. Tylko…. co z tego, kiedy podrzędny wiedeński malarzyna, czy gruziński niedoszły pop i kryminalista, przekreślają to wszystko błyskawicznie i z dziecinną łatwością?

Przeprowadzony przez Phillipe Zimbardo eksperyment na grupie studentów, daje dużo do myślenia. Bardzo polecam, choć eksperyment budzi niewesołe refleksje (wystarczy wpisać w Googlu hasło Zimbardo).

Mnie uczy, że cierpienie uczy. Zaryzykuję tezę, że to cierpienie, a nie niebiańskie dobro, ma przeważający udział w kształtowaniu ludzkiej świadomości.

Nie wymaga specjalnej wiedzy czy rozumu, nie trzeba wielu mądrych książek, wystarczy rozglądać się wokół z umysłem niezamazanym propagandą religijną czy narodową, by dojść do przygnębiającego, i zdaje się prawidłowego, wniosku: człowiek jest nieudanym dzieckiem natury, albo pomyłką bogów, lub jednym i drugim równocześnie.

Dziewiętnastowieczny poeta Mikołaj Bernacki pisał (dedykuję ten wiersz pamięci pani profesor Simony Kossak, osoby wybitnej):

Idylla maleńka taka,

Wróbel połyka robaka,

Wróbla kot dusi niecnota,

Pies chętnie rozdziera kota,

Psa wilk z lubością pożera,

Wilka zadławia pantera,

Panterę lew rwie na ćwierci,

Lwa – człowiek: a sam po śmierci

Staje się łupem robaka,

Idylla maleńka taka

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar