MUZYKA, KTÓRA URZEKA: Szkice hiszpańskie

Concierto de Aranjuez Joaquína Rodrigo to jeden z najczęściej granych przebojów muzyki klasycznej. Szczególnie atrakcyjne dla wykonawców i słuchaczy jest jego adagio, które doczekało się wielu wykonań. Jednymi z pierwszych jego interpretatorów byli Miles Davis i Gil Evans.

Zafascynowani dziełem Rodriga, postanowili nagrać muzykę w „klimatach” hiszpańskich. Stworzyli własną wersję Koncertu i, dołączając kilka innych kompozycji, po sześciu miesiącach przygotowań nagrali album, który nazwali „Sketches of Spain”. Dziś ich „szkice hiszpańskie” budzą podziw, jednak w 1960 roku, kiedy płyta została wydana, spotkały się z krytyką. „Czy to jest jazz?” – pytali zawiedzeni miłośnicy muzyki słynnego już wtedy Milesa Davisa – Nawet nie ma synkopowanych rytmów! On odpowiadał spokojnie: To jest muzyka, którą lubię.

„Concierto de Aranjuez” jest koncertem na gitarę i orkiestrę. Stworzył go w 1939 niewidomy od dziecka Joaquín Rodrigo. Partyturę pisał z myślą o wykonaniu partii solowej przez hiszpańskiego gitarzystę klasycznego Regino Sainz de la Maza. Tytuł utworu nawiązuje do ogrodów pałacu w Aranjuez, gdzie młody wtedy Rodrigo spędził z żoną szczęśliwe chwile miesiąca miodowego. Kompozytor chciał w utworze zawrzeć klimat końca XVIII wieku na dworze Karola IV, oddać zachwyt chwilą szczęścia tam doznanego. Pragnął namalować muzycznie idyllę z zapachami magnolii, śpiewem ptaków, szemrzeniem wody w fontannach. Radosne chwile spędzone w ogrodzie, oplata jednak głęboka melancholia. Ma ona biograficzne odniesienia – lęk kompozytora przed wojną, śmierć dziecka i ciężka choroba żony.

Rodrigo nie oczekiwał i nie przewidywał popularności. jaką mu ta kompozycja przyniosła. Nie mógł przewidzieć też, że doczeka się aż tylu różnych wykonań na całym świecie. Był przywiązany do swej partytury. Nie znosił interpretacji niezgodnych z jego zamysłem. Jeszcze 40 lat po napisaniu Koncertu próbował powstrzymać nagrania w wersjach odbiegających od oryginału. Był wściekły, kiedy się dowiedział, że Miles Davis wraz Gilem Evansem wykorzystali dzieło, nie pytając go o zgodę. Faktem jest, że akurat w tym przypadku można mówić jedynie o wariacjach na temat Koncertu. Rodrigo tego nie uznał, wersja w aranżacji Gila Evansa nie przypadła mu do gustu.

Na nagranej w 1960 roku przez wytwórnię Columbia płycie Milesa Davisa i Gila Evansa, adagio z „Concerto de Aranjuez” jest utworem otwierającym album. Słuchając płyty wyczuwa się że, zgodnie z zmysłem autorów, ma ono decydujące znaczenie dla klimatu całego albumu. Na czarnym krążku winylowej płyty, złożonym z pięciu utworów, wygląda to następująco:  na pierwszej stronie z znajdują się wariacje na temat kompozycji stricte hiszpańskich. Po inaugurującym płytę Adagio, następuje  „Will o’ The Wisp”, wariacja na temat będący fragmentem muzyki baletowej Manuela de Falli, pochodzącej z „El Amor Brujo” –– i to już koniec strony A. Na drugiej stronie czarnego krążka znajdują się trzy kompozycje Gila Evansa, nota bene, autora aranżacji wszystkich utworów na płycie. Każda z nich znakomicie wpisuje się w klimat „hiszpańskości”, wyczarowany w utworach, które znalazły się na pierwszej stronie krążka.

We wszystkich utworach trębacz jest jedynym solistą, zaś orkiestra oscyluje między graniem klasycznym a „bandowym” (jak przystało na orkiestrę jazzową). Użycie harfy, kastanietów, oboju, fletów i waltorni, w aranżacji Gil Evansa, wykracza jednak poza ramy jazzowego grania.

Adagio z Koncertu, w partii solowej napisanej na gitarę, w wersji Gila Evansa przewidziane jest na trąbkę. W orkiestracji najlepszego w historii jazzu aranżera utwór ten ukazuje maestrie jazzowej interpretacji dzieła klasycznego. Wydobywa z oryginału to co najlepsze, nadaje mu zarazem własne artystyczne piętno. Kto mógłby przypuszczać, że słuchając trąbki w tym nagraniu, melodyka melancholii czarnego muzyka jazzowego urodzonego w stanie Illinois, będzie tak bliska emocjom kompozytora rodem z Walencji. W tle długiego sola trąbki obecna jest pulsacja wykreowana przez kastaniety i kontrabas. Daje to piorunujący efekt mrocznej, tajemniczej muzyki. Na to nakładają się delikatnie długie akordy instrumentów dętych. Pojawiają się różne ozdobniki  melodyczne, cały czas stanowiąc podkład dla improwizującej trąbki.

Są takie solowe partie muzyczne które zapadają w pamięć na całe życie. Brzmienie i tony trąbki Milesa, jego muzyczny „wywód”, jest takim właśnie artystycznym skarbem. Podobnie zresztą jak wspaniale solo z Adagia grane są w zgodzie z oryginałem na gitarze (na przykład w wykonaniu Narciso Yepesa, czy Paco de Lucii).

Kolejne utwory, dzięki wyrafinowanej aranżacji wielkiego kolorysty muzycznego jakim jest Gil Evans, zachowują podobny nastrój. Zwykle chodzi o prosty temat rozwijany subtelnie przez solistę-trębacza, zaś w tle  zachwyca barwami i formą ogród dźwięków uprawiany przez niekonwencjonalnie grający band. Improwizacje Milesa zdają się polegać na dopełnianiu nastroju tworzonego przez zespół. Czuje się, że dialog solisty z orkiestrą jest też po części improwizowany.

Płyta to niezwykła. Pełna kolorów i swoistej teatralności. Przesycona melancholią. Jest również wyjątkową pozycją w dorobku Milesa Davisa. Mimo, że nie gra na niej synkopami, dzięki genialnym partiom solowym, wpisał ją do zbioru najlepszych płyt w historii jazzu. Muzyka czerpiąca obficie z tradycji hiszpańskiej jest jazzowa w orkiestracji, jak i w improwizacjach. Tej płyty można słuchać na okrągło.

Zygmunt Barczyk

Foto. Wikipedia. Miles Davies

Lämna ett svar