Nie wszystko o samochodach

Wcześniej czy później czeka nas ryzykowny krok: kupno nowego samochodu. Kiedy kończymy 18 lat, jesteśmy pełnoletni. Samochód w tym wieku to staruszek. Trzeba się liczyć z tym, że wkrótce zapragnie przejść w stan spoczynku. Ale jak dotychczas nasze auto sprawuje się bez zarzutu.

Niegdyś samochody tej marki psuły się i rdzewiały. Producent wziął sobie do serca krytykę ulepszając kolejne egzemplarze i auta stały się niemal nie do zdarcia. Tak było przez parę lat. Na dłuższą metę nie opłacało się to ani producentowi, ani warsztatom naprawczym. Świadomie osłabiono więc konstrukcję i auta znowu zaczęły się psuć. Nasz samochód to dobry rocznik. Na obowiązkowych przeglądach co roku ta sama wiadomość: ”Nie ma nic nowego do zakomunikowania, żadnych usterek”. Czasem mechanik dodaje:  ”Jeśli będziecie sprzedawać ten samochód, chętnie go kupię”.

Co do marki nowego auta jesteśmy zgodni. Nie zmieniamy. Ale jako użytkownicy-amatorzy mamy pewne wymagania. Samochód ma mieć umiarkowaną cenę, być tani w eksploatacji, bezpieczny i na tyle pojemny, aby w bagażniku zmieściły się dwie walizki. Niestety, samochody średniej wielkości maja zredukowane bagażniki. Mieści się w nich nie wiele więcej niż szczoteczka do zębów. Ten dylemat na razie pozostaje nierozwiązany.

Chcemy kupić fabrycznie nowy samochód, aby ustrzec się przed utajonymi usterkami. Ale na to nie ma gwarancji. Znajomy mechanik samochodowy postanowił nabyć nowy samochód. Kiedy po dłuższym oczekiwaniu zasiadł za kierownicą, stwierdził, że z samochodem jest coś nie tak. Miał skrzywioną ramę. Sprzedawca próbował mu wmówić, że się myli, ale mechanik upierał się przy swoim. W końcu sprowadzono inny egzemplarz bez usterki. Okazuje się że nowe wozy podczas transportu i przeładunku ulegają czasem uszkodzeniu. Przeciętny kierowca-amator tego nie zauważy, a nieuczciwy sprzedawca żąda pełnej ceny za uszkodzony wóz.

Kiedyś jedynym paliwem samochodowym była benzyna. Potem pojawił się diesel, po nim etanol i ostatnio napęd elektryczny. Do tego produkuje się także warianty z kombinowanym napędem, tzw hybrydy. Co wybrać? Diesle – droższe przy zakupie i ewentualnej reperacji, były tańsze w eksploatacji. Ale zarówno benzyna i jak diesel otrzymywane są z surowców pochodzących ze źródeł nieodnawialnych, co, według obecnych norm, jest ekologicznie niewłaściwe. Był okres, kiedy uważano, że diesel jest korzystniejszym i bardziej ekonomicznym wyborem, ale ostatnio zmieniono zdanie. Wiadomo, że spaliny samochodowe są szkodliwe zarówno dla zdrowia jak i dla otoczenia, a katalizatory i filtry oczyszczają spaliny marginesowo. Badając emisję spalin stwierdzono, że w większości testów samochody benzynowe zyskują lepsze wyniki niż diesle. W niektórych miastach ogranicza się ruch samochodów napędzanych dieslem.

Etanol pod pewnymi względami jest ekologicznie korzystny, ale przy starcie w niskich temperaturach emituje więcej szkodliwych spalin niż benzyna. Etanol, paliwo dla miejskich autobusów, nie był promowany wśród prywatnych kierowców. Osobiście podejrzewam, że w Szwecji, kraju o ekstremalnych restrykcjach alkoholowych obawiano się nadużyć przy tankowaniu. 85% etanol może skusić alkoholików do uzdatnienia paliwa dla konsumpcji poprzez destylację. Wynalazczość ludzka w tej dziedzinie jest bez granic.

Napęd elektryczny wydaje się być ekologicznie przyjazną alternatywą. Niestety, baterie wymagają częstego ładowania, a ich produkcja obciąża środowisko w dużo większym stopniu niż eksploatacja samochodów z konwencjonalnym napędem. Więc jak w przysłowiu – „jak nie kijem go, to pałką”. Kuszącą alternatywą jest samochód hybrydowy, wyposażony w silnik spalinowy i elektryczny. Bateria ładuje się poprzez odzyskiwanie energii z hamowania.

W obecnych samochodach elektronika zastąpiła rozwiązania mechaniczne. Im więcej finezji, tym więcej może się zepsuć. A każda naprawa to wyzwanie nawet dla autoryzowanych warsztatów. Wymaga wyższego kursu z automatyki. Skomplikowana konstrukcja auta również utrudnia reperacje. Przyjaciele opowiedzieli nam swe perypetie w tej dziedzinie. Aby wymienić zepsuty reflektor, należało rozmontować pół auta. Usługa była horrendalnie kosztowna; nie uwierzyłabym w tę pięciocyfrową kwotę, gdyby źródło informacji nie było w 100% wiarygodne. Producenci aut dbają aby warsztaty mogły zarabiać. Samochody nie mają obecnie ani zderzaków ani ochronnych listw na drzwiach. Każda najmniejsza usterka wymaga wymiany uszkodzonej części, lub, co najmniej, nowego lakieru. Nie ma to jak samochodziki w parkach rozrywkowych z ochronną gumą wokół. Można się nimi zderzać do woli.

Biorąc pod uwagę zalety i wady nie jest łatwo podjąć decyzję co do kupna nowego wozu. Zastanawiam się, czy nie lepiej postawić na konia. Tankuje paliwo na popasie, minimalnie zanieczyszcza środowisko, a serwis ogranicza się do nowych podków. Koń to odpowiednik samochodu sportowego z miejscem maksymalnie na dwie osoby. Jeśli to za mało można sobie sprawić bryczkę. Drobiazg, że koń nie rozwija dużej szybkości. Samochodem i tak głównie stoi się w korkach.

Teresa Urban

Lämna ett svar