ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Signum temporis

Wielu ludzi nauki i nie tylko twierdzi, że mamy kryzys klimatyczny. Inni i nie jest ich mało uważają, że niema tematu. Prawda zaś jest taka, że z każdym rokiem powiększa się grono specjalistów świadomych, że trzeba z tym coś zrobić. A robi się niewiele, debaty ilustrowane statystykami średnich temperatur, niepokojące prognozy, krytyka rządów i polityków obciążanych brakiem działań, i na tym koniec. Słowa słowa.

Żyjemy w hiper indywidualistycznych czasach. Nigdy wcześniej człowiek nie wybierał, przebierał, śnił, marzył, tęsknił, tak intensywnie jak dziś. Jesteśmy świadkami i uczestnikami intensywnego pościgu za tym, co Fryderyk Marks nazwał wartością dodatkową. Więcej posiadania, więcej sukcesów, więcej intensywnego życia, więcej szczęścia, lecz głównie – więcej rzeczy. Wszystko i wszędzie, tak w państwie jak indywidualnie wśród obywateli, ma wykazywać dynamikę wzrostu. Punkt.

Jednocześnie uderza pazerność władzy. Naczelnym i najwyższym celem dla każdej partii, pisał francuski filozof Simone Weil, jest niczym nieograniczony, stały i dynamiczny wzrost. Jest godne uwagi – dalej za Weilem, że siłą powstrzymującą gwałtowną reakcją nie jest strach przed potęgą władzy ani obawa przed aparatem ucisku – jak w „1984” Orwella, a tęsknota do mniejszego i prostszego świata.

Obawa to stan ducha powstający z niepewności wynikającej z braku kontroli, który przeradza się łatwo w niepewność i trwogę, pisze Weil i zmiany klimatyczne są dobrym tego przykładem. Ludzkość, mówiąc ściślej jej naukowe i techniczne gremia, uwierzyła, że ma coraz większą i lepszą kontrolę nad prawami natury, że potrafi nad nimi zapanować i napotkano kłopoty.

Ogólnie wiadomo, że akcja budzi reakcję i prawa natury zareagowały, przebiły fula karetą. Nieskoordynowane działania wpływające na klimat wymknęły się spod kontroli i stoimy w obliczu zmian klimatycznych bardziej bezsilni i bezbronni niż kiedykolwiek, bowiem nie jesteśmy w stanie powstrzymać swoich niszczących działań, w upojeniu powtarzając frazesy o postępach w zakresie elektroniki i w ogóle rozwoju.

Wbrew niepokojom, króluje wola powodzenia, realizacji marzeń i zaspokojenia pragnień. Chcemy dużo, chcemy szybko, chcemy powyżej możliwości i to wpędza nas w spiralę depresji, czyni bezwolnymi bo rozprzestrzenia się kosztem wszystkiego innego. W pościgu za „rozwojem” i „wzrostem” zapominamy lub nie dopuszczamy myśli, że podlegamy wszech cyklowi, że natura rodzi, ale też uśmierca. Zapoczątkowaliśmy misterium, którego rozszyfrowanie spoczywa daleko poza horyzontem ludzkiej percepcji.

Świat przeżył wiele i przeżyje więcej, a uśmierzyć obawy, przywrócić spokój, błogość i ogólną szczęśliwość – jak twierdzi sakra, potrafi tylko wiara. Tak, ale z zastrzerzeniem: Musisz uwierzyć w jednorożca, żeby jednorożec uwierzył w ciebie. W wierze coraz mniej religii a w religii wiary.

Andrzej Szmilichowski

 

 

 

 

 

 

 

Lämna ett svar