Artificiel Inteligens

Czy można wpaść na mniej kreatywny pomysł, jak zaprogramowanie komputera na tworzenie poezji? Neuronowe i bezdusznie perfekcyjne szaleństwo, w służbie muzom poezji? Euterpe, Erato, Kalliope, w pojedynku z czeluściami komputera? Tak i to niestety „u mnie” w Szwecji! W wydawnictwie Svensk Scifi ukazał się tomik poezji „Ammaseus horisont” (Redaktorze, proszę nie poprawiać – Ammaseus!), którego autorem jest komputer. Przed maszyną postawiono zadanie udawania poetki Karin Boye i wywiązała się z tego zadania, o zgrozo!, perfekcyjnie.

Gdy na ring wchodzi elektronika, pojawiają się możliwości, z którymi człowiek nie może, z naturalnych powodów, się równać. Oto inny przykład: Brytyjski kompozytor i entuzjasta elektroniki David Cope zaprogramował swój komputer, by ten skomponował mu utwory naśladujące twórczość Jana Sebastiana Bacha, co uczyniwszy poszedł na lunch. Gdy wrócił, zastał niekończące się strony zapisanych nutami pięciolinii. Komputer skomponował mu w pół godziny, ni mniej ni więcej tylko pięć tysięcy „bachowskich” fug i chorałów!

Jeżeli świat będzie dalej pogrążał się w kulturze wytwarzanej przez maszyny, wyznawcy owej pseudokreatywności nie tylko się ucieszą, ale też wytłumaczą (sobie? wszystkim?), że protestują tylko pisarze, muzycy, malarze, zaniepokojeni o swoją przyszłość i pieniądze. Kto by się nimi przejmował!

Takie pytanie tylko mam: czy celem XVIII i XIX wiecznego rozwoju techniki nie było przypadkiem, żebyśmy mieli więcej czasu dla poezji, a mniej dla monotonnej i tragicznie źle płatnej harówki? Techniczne ułatwienia miały polepszyć warunki pracy, zdjąć z pleców kierat fizycznego wysiłku! Niestety, elektronika, z chwilą gdy przekracza naturalne możliwości człowieka na jego mentalnym i intelektualnym planie, przestaje być uwolnieniem. Zwykła lodówka przynosi człowiekowi więcej pożytku niż osławiona Artificiel Inteligens! Gdzie się podziejemy, gdy technika odbierze nam kreatywność? Z powrotem do łopaty, kilofa, śrubokręta?

Niezmiernie ważne byśmy nie utknęli na dobre w niebezpiecznych i prowadzących donikąd debatach w rodzaju: „Co znaczy autentyczność?”, „Czy maszyna może być kreatywna?”, „Czy może myśleć samodzielnie?”. To są niebezpieczne pytania zastępcze, blokujące swobodę myślom. Bowiem wchodzą na obszar nienazwanej głębi budzącej się, gdy sami piszemy lub czytamy dzieła innych, gdy oglądamy lub malujemy obrazy, gdy słuchamy lub tworzymy muzykę. Niestety głos humanistów jest coraz mniej słyszalny w potężnym unissono techników, zachwyconych sobą i swoimi stale nowymi technologicznymi cackami.

Parę lat temu, na konferencji poświęconej AI, zapytano jednego z czołowych ludzi Googla, Geoffreya Hintona, czy nie zauważa niebezpieczeństw w tym, czym się zajmuje. Geoffrey odparł niespodziewanie szczerze: Oczywiście, widzę! Tylko że „kick”, jakiego doznaję, gdy wymyślę coś nowego, jest nie do opanowania! A zatem, trawersując słowa człowieka, gdy dotknął stopami księżyca: Mały orgastyczny zachwyt, wielki krok donikąd?

Wiem to, mój, jak i podobnie myślących, głos niestety niewiele znaczy. O ironio, my nie jesteśmy „totalnymi” (słowo nadużywane bardzo w innym kontekście, dlatego w cudzysłowie) technosceptykami! Pragniemy tylko, aby doszło do przewartościowania słów „technika”, „kreatywność”, „rozwój” (ze szczególnym naciskiem na przedefiniowanie tego ostatniego: Co znaczy rozwój?). Nie chcę być Kasandrą, ale bez naszych starań i wysiłków, pozbawiona wyobraźni i fantazji artificiell inteligens odbierze nam wszystko, poezje w to włączając!

Przypomniały się, jakby na pocieszenie, słowa brytyjskiego poety: There is a crack in everything. That‘s how the light gets in /We wszystkim znajdziesz szczelinę. Oto jak światło przenika/. I na tym się zatrzymajmy.

Andrzej Szmilichowski

Foto: Pixabay License
Gratis för kommersiellt bruk
Ingen attribution krävd

Lämna ett svar