Polscy laureaci literackiej nagrody Nobla: dlaczego właśnie oni?… Część 2: Miłosz, Szymborska, Tokarczuk

Kolejna część mojego szkicu na temat sylwetek polskich literackich noblistów ma bardziej osobisty ton; miałam bowiem przyjemność, zarówno jako czytelniczka, jak i badaczka literatury polskiej, obcować nie tylko z tekstami laureatów, ale również z nimi samymi…

Czesław Miłosz urodził się w 1911 r. w Szetejniach, na Litwie. Na początku lat 30-tych zadebiutował jako poeta, szybko zyskując rozgłos w świecie literackim. Po wojnie spędzonej w Warszawie i Krakowie podjął pracę w służbie dyplomatycznej. W 1951 roku, w czasie pobytu w Paryżu, poprosił o azyl i został na Zachodzie. W latach 60-tych objął posadę profesora języków słowiańskich w USA, na Uniwersytecie w Berkeley (Kalifornia), gdzie ponad dwadzieścia lat wykładał literaturę polską, pisał i tłumaczył.

Przyznanie Miłoszowi nagrody Nobla w 1980 umożliwiło mu nie tylko przyjazd do Polski po latach nieobecności, ale przełamało też zakaz cenzury, jaką objęte były jego utwory. On sam od połowy lat 90-tych, kiedy to władze miasta Krakowa uroczyście wręczyły mu zarówno symboliczny klucz do bram grodu, jak i do mieszkania, przemieszczał się między Berkeley i Krakowem.

Mimo cenzury dzieła Miłosza w ciągu lat jego emigracji różnymi drogami docierały do czytelników w kraju. Nazwisko poety już wtedy stało się symbolem wolności intelektualnej i wiary w kulturę i literaturę niezależną od politycznych okoliczności. Stąd też ja sama nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie sprawiły na mnie uroczystości związane z przyznaniem Miłoszowi nagrody Nobla. Było to krótko po moim przyjeździe do Szwecji, gdzie jako początkująca doktorantka w Instytucie Języków Słowiańskich na Uniwersytecie w Uppsali zbierałam właśnie materiały do pracy doktorskiej na temat współczesnej poezji polskiej. Pamiętam do dzisiaj spotkanie z noblistą w grudniu 1980, zarówno w Sztokholmie, jak i w Uppsali, kiedy to Czesław Miłosz, w czasie poświęconego mu seminarium, ze swadą i erudycją komentował wydarzenia związane z nagrodą Nobla.

Od tego spotkania minęło wiele lat, w czasie których spotykałam Miłosza przy różnych okazjach. Nigdy jednak nie sądziłam, że dziwnym zrządzeniem losu będę tą, która przeprowadzi ostatni wywiad z sędziwym pisarzem. O wywiad ten poprosiła mnie w październiku 2003 roku redakcja Działu Kultury Dziennika ”Göteborgs-Posten”, chcąc zakończyć obchody Roku Polskiego w Szwecji rozmową z ”Old Grand Man” kultury polskiej. Siedząc w samolocie do Krakowa do końca nie byłam pewna, czy wywiad ten dojdzie do skutku. Miłosz przeszedł bowiem tejże jesieni ciężką grypę i stąd spotkaliśmy się dopiero przed samymi świętami Bożego Narodzenia.

Jednakże w dniu wywiadu w drzwiach swego krakowskiego mieszkania powitał mnie niezmiennie ten sam (mimo 92 lat), pełen energii i uroku osobistego starszy pan, jakiego pamiętałam ze wcześniejszych spotkań. I tak w bardzo miłej atmosferze rozpoczęliśmy naszą rozmowę – de facto od tematu Szwecji, zawsze Miłoszowi bliskiej, nie tylko ze względu na nagrodę Nobla. Bowiem na moje pytanie o miejsce literatury w życiu człowieka i jej roli w kształceniu umysłu i wrażliwości dziecka, Miłosz odpowiedział bez namysłu, że jedną z książek, która wywarła wpływ na jego dzieciństwo i ukształtowała go literacko, była właśnie szwedzka Cudowna podróż Selmy Lagerlöf. Niewątpliwie tak było, skoro Miłosz nawet w przemówieniu noblowskim wspomniał fascynację tą właśnie powieścią.

W swoich najbardziej chyba w Szwecji znanych książkach, jak Dolina Issy (1955) czy Moja Europa (1959), Miłosz pisał o europejskim dziedzictwie kulturowym. W jego bogatej liryce z kolei motywy obejmują często pogranicze poezji i prozy, oscylując między pojęciami wiary i niewiary oraz podejmując aspekt przekraczania granic między różnymi czasami i skrajnościami naszego istnienia. Podobnie też, jak w przypadku Singera, istnieje pewna sprzeczność w stosunku Miłosza do przynależności narodowej. Jak to sam określił w czasie naszej rozmowy: „Nie urodziłem się w Polsce, nie wychowałem się w Polsce, nie mieszkałem w Polsce, ale piszę po polsku…”

Rozmowę tę opublikowano nie tylko w Göteborgs-Posten, ale także (w języku angielskim) na stronie internetowej Akademii Nobla, gdzie nadal można przeczytać jej skróconą wersję. Zaplanowana wcześniej krótka wizyta przeciągnęła się do ponad dwóch godzin i zakończyła raptownie, kiedy to zirytowana gosposia pisarza wtargnęła do pokoju informując mnie, że nie zamierza podgrzewać obiadu mistrza po raz trzeci! Miłosz roześmiał się i powiedział: „Lepiej jeszcze bardziej jej nie rozdrażniać!” – i tak zakończyliśmy nasze spotkanie. Tak też zapamiętałam Miłosza na zawsze: nie tylko poprzez jego twórczość, ale również jako fascynującego swą charyzmą, erudycją i wiedzą rozmówcę. Czesław Miłosz nie był pisarzem łatwym, przeciwnie, uchodził za kontrowersyjnego, często prowokując rozważaniami natury religijnej, zwłaszcza gdy otwarcie dawał wyraz swej niechęci do endeckiej odmiany katolicyzmu. A jednak to jego właśnie słowa z wiersza Który skrzywdziłeś upamiętniono na pomniku poległych stoczniowców w Gdańsku, stanowiącym symbol polskiej Solidarności i wolności.

Czesław Miłosz zmarł osiem miesięcy później, w sierpniu 2004 r., w wieku 93 lat. Trumnę z jego ciałem złożono w kościele oo. Paulinów na Skałce, w krypcie zasłużonych.

Autorka tekstu z Czesławem Miłoszem

Pierwszą spontaniczną reakcją społeczeństwa szwedzkiego na przyznanie literackiej nagrody Nobla roku 1996 Wisławie Szymborskiej było kolektywne zdziwienie: mało kto z czytelników, wyjąwszy wąskie grono miłośników jej poezji, zetknął się wcześniej z jej nazwiskiem. Nie oczekiwano też przydzielenia nagrody ponownie poecie, a tym bardziej poetce i to w dodatku polskiej, kiedy to nagroda Miłosza z 1980 roku nie zdążyła się jeszcze pokryć patyną czasu.

Szymborska urodziła się w 1923 r., w Kórniku. Zadebiutowała w 1945 r. wierszem „Szukam słowa”, w którym wyraziła żal nad niemocą słów w oddaniu grozy wojny i bezsilności poety w próbie opisania bezradności jednostki wobec narzuconej jej hierarchii władzy. To zdecydowane potępienie wszelkich oznak despotyzmu i zaznaczenie własnej postawy moralnej pozwoliło jej w późniejszej pracy twórczej zachować dystans polityczny wobec zmiennych trendów politycznych. Czas w poezji Szymborskiej to głównie teraźniejszość, choć wiersze te są równocześnie bezczasowe i ponadczasowe, obejmując swym zasięgiem zarówno współczesną historię Polski, jak i historię ludzkości w ogóle. Nie ma w zasadzie granic, jeśli chodzi o różne perspektywy widzenia w świecie tej poezji. Dodajmy do tego charakterystyczną dla poetki umiejętność konsekwentnego wyznaczania granic własnej integralności i – co często podkreślano w kontekście opisów jej twórczości – prostotę językową tych wierszy (nawet jeśli uważny czytelnik szybko dostrzeże, że pozorna „łatwość” tych wierszy jest złudna), a znajdziemy wytłumaczenie popularności, jaką do dzisiaj utwory jej cieszą się w Szwecji.

Po uroczystościach noblowskich Szymborska odwiedziła 13 grudnia 1996 r. Uppsalę. Zgodnie z tradycją tego dnia Rektor Uniwersytetu w Uppsali wydaje na Zamku Uppsalskim uroczyste przyjęcie dla tegorocznych Noblistów. Szymborska miło acz odmownie podziękowała Rektorowi za zaproszenie, wyrażając życzenie spędzenia tego dnia w kameralnym gronie poznanych wcześniej uppsalskich slawistów. I tak po spotkaniu z publicznością w Bibliotece Uniwersyteckiej, Wisława Szymborska udała się nie na Zamek, lecz na spotkanie z nami, polonistami, do mieszkania ówczesnego dyrektora Instytutu Slawistyki Uniwersytetu w Uppsali, profesora Svena Gustavssona. I – co najdziwniejsze – Uppsala, to akademicko snobistyczne miasto, nie wzięło jej tego bynajmniej za złe, przeciwnie, dopisano to wręcz do listy plusów określających przymioty osobiste poetki!

Tu dzielę się niezapomnianym wspomnieniem z tegoż właśnie spotkania. Pod koniec przyjęcia Szymborska podziękowała w ciepłych słowach za mile spędzone popołudnie, ale nadal, mimo naszych usilnych próśb, nie chciała się zgodzić na oficjalne zdjęcie, które fotograf uniwersytecki miał na zlecenie rektora zrobić poetce. Po kilku godzinach czekania stracił jednak nadzieję i zaczął składać sprzęt fotograficzny. „Pani Wisławo, może jednak? Proszę zobaczyć, jak mu przykro!” – poprosiłam raz jeszcze, nie wierząc już sama w efekt swoich słów. I wtedy Szymborska uśmiechnęła się nagle i odparła z figlarnym błyskiem w oku: „No dobrze, niech mu będzie, ale pod warunkiem, że będzie fotografował tylko co drugą zmarszczkę!”

Wisława Szymborska zmarła w Krakowie w 2012 roku, w wieku 88 lat. Wraz z nią literatura polska i światowa straciły jedną z najważniejszych osobowości twórczych XX wieku.

O twórczości szóstej polskiej literackiej noblistki, Olgi Tokarczuk, pisałam obszernie w NGP w grudniu ub. roku.[1] Zainteresowanych odsyłam do tego tekstu, a tutaj przytoczę tylko część moich wcześniejszych refleksji.

Tokarczuk przyznano nagrodę Nobla za rok 2018, za „wyobraźnię narracyjną, która z encyklopedyczną pasją prezentuje przekraczanie granic jako formę życia”. Warto pamiętać, że nazwisko jej od dawna figurowało na liście kandydatów do tej nagrody, niewątpliwie dzięki wcześniejszym przekładom powieści pisarki na język szwedzki. Tokarczuk bowiem jeszcze przed Noblem zafascynowała szwedzkich odbiorców, o czym świadczy choćby znamienny fakt, że za powieść Księgi Jakubowe zarówno ona, jak i jej tłumacz, Jan Henrik Swahn, otrzymali w 2017 r. w Sztokholmie nowo ustanowioną w Szwecji prestiżową międzynarodową nagrodę literacką.

W Polsce twórczość Olgi Tokarczuk od początku jej pisarstwa urzekła większość odbiorców i krytyków. Jednocześnie żadnemu współczesnemu pisarzowi nie udało się chyba – szczególnie w ostatnich latach, a zwłaszcza w związku z Nagrodą Nobla – sprowokować polskiego konserwatywnego reżimu tak jak ona: stosunkowo młoda laureatka tego odznaczenia, o ekscentrycznej fryzurze i stroju, rozbrajająca rozmówców miłym sposobem bycia, która równocześnie w swoim pisarstwie wykazuje bezkompromisową odwagę w poruszaniu kontrowersyjnych tematów czy kwestii.

Olga Tokarczuk urodziła się w 1962 r., w Sulechowie i po maturze rozpoczęła studia psychologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Okres studiów przypadł zatem na początek procesu wielkich zmian w historii Polski, jak m.in. powstanie Solidarności, rewolta studentów, stan wojenny w 1981 roku, upadek komunizmu oraz próby odbudowy wolnej od komunistycznego reżimu Polski. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie te wydarzenia i doświadczenia życiowe znajdują odzwierciedlenie w jej twórczości. Już debiutancka powieść Podróż ludzi Księgi daje namiastkę narracji i motywów, które Tokarczuk podejmie i rozwinie w swoich późniejszych utworach, a więc próby uporządkowania rzeczywistości poprzez ciągłą walkę z chaosem, doszukiwanie się nowych sensów (przy jednoczesnym podważaniu starych utartych prawd) i odkrywanie nowych wymiarów człowieczeństwa i humanitaryzmu.

W utworach Tokarczuk próżno szukać gotowych odpowiedzi, ale są w nich odważne modele życia i drogowskazy dla tych, którzy są gotowi podjąć trud własnego myślenia i porzucenia popularnych schematów. Pisarka w swych powieściach nigdy nie idzie utartymi szlakami, ale poddaje w wątpliwość to, co bywa uważane za niepodważalne. Nie ma w nich wyraźnego motywu przewodniego, a jeśli by się takiego doszukiwać, to jest to motyw przemieszczania się – w szerokim znaczeniu tego pojęcia. Narratorka literacka często oscyluje na pograniczu różnych stref czasowych oraz porusza się w pewnego rodzaju mitycznej sferze, pomiędzy fantazją a rzeczywistością, gdzie motywy zwyczajne czy zwykłe funkcjonują na równi z mitycznymi, baśniowymi czy też paranormalnymi zdarzeniami. Tokarczuk sięga też do korzeni naszej cywilizacji i ludzkości, stąd akcja utworów nierzadko rozgrywa się nie tylko na kilku płaszczyznach czasowych, gdzie stykają się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, ale zawiera też nieustanne odniesienia do polskiej i europejskiej historii i kultury. Cała ta twórczość to fascynujący literacko-intelektualny komentarz do zrozumienia różnorakich aspektów naszej cywilizacji, podlegającej ciągłym przemianom politycznym i społecznym.

***

Pod koniec tego pobieżnego szkicu na temat sześciu polskich noblistów w dziedzinie literatury nawiążę do tytułowego pytania: dlaczego właśnie oni? Abstrahując na moment od nich samych i uogólniając trudno nie zauważyć, że niemałą rolę w przyznaniu nagrody Nobla odgrywa nierzadko zbieg okoliczności – pewne dzieła zostają wcześnie dostrzeżone i przetłumaczone, a przez to udostępnione również poza krajem ich powstania. Nie można też lekceważyć wagi aktualnych trendów literackich, politycznych czy środowiskowych danego okresu. Intensywna debata medialna, jaka zwykle ma miejsce po ogłoszeniu nazwiska laureata, kiedy albo się chwali albo podważa wybór Komitetu Nobla, wskazuje wyraźnie, że wybór ten zawsze może podlegać kontrowersji. Noblowskie archiwa pełne są ponadto nazwisk nominowanych potencjalnych kandydatów do tej nagrody, którzy, choć na to z pewnością zasłużyli, nigdy nie zostali nią uhonorowani – trawestując Szekspira można by powiedzieć, że ktoś nie dostał, aby dostać mógł ktoś…

Co oczywiście ani nie umniejsza ani nie ujmuje zasług opisanym tu polskim literackim noblistom. A dlaczego właśnie oni? Jeśli by się pokusić o znalezienie wspólnego mianownika dla tych sześciu indywidualności pisarskich, jest nim bezsprzecznie polskość, w szerokim znaczeniu tego słowa, nie tylko ze względu na język, ale na ciągłe odnośniki do historii i tradycji naszego kraju. Jak również podejmowane w ich utworach uniwersalne problemy cywilizacji i ludzkości, niezależne od szerokości geograficznej. Stąd nawet jeśli wiele z tych polskich odniesień jest z naturalnych względów nie do końca może zrozumiałych dla obcokrajowców, fascynują one jak widać szwedzkie i inne kręgi odbiorcze. I tym się cieszmy, bo długo pewnie potrwa, zanim Polska znajdzie się ponownie w świetle noblowskich literackich reflektorów.

M. Anna Packalén Parkman

[1] M.AP.P.: ’”First Lady” polskiej literatury współczesnej’”, NGP, nr 22.

 

Lämna ett svar