Teraźniejsza przyszłość

Spoglądanie w przyszłość jest nawykiem wrośniętym w psychikę. Trudno sobie to uzmysłowić, ale przyszłość budują przypuszczalnie niezliczonych mgnienia teraźniejszości. Słuchamy kabalistów, wędrujemy do jasnowidzów i wróżbitów (nazywanych dziś brzydko ekstrasensami), media przepowiadają nam przyszłość a my zdumieni wsłuchujemy się, co mówią, co czeka nas za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat, kiedyś.

Nie zdajemy sobie sprawy, że będąc sprawcami aktualnego stanu rzeczy, jesteśmy jednocześnie autorami swojej przyszłości. Tworząc teraźniejszość zakreślamy główne linie przyszłości, a mając ją (teraźniejszość) dziś, niepewną i pełną chaosu, tworzymy rozmazaną i niestabilną przyszłość. Panta rei.

Czy tak może być? Może, zapewniają nas o tym prorocy, wieszcze, jasnowidze, sokoły nasze bieżące z pomocą wszelką. Niestety proroctwa nie zawsze się sprawdzają.Cóż jasnowidz też człowiek! Sceptykowi zaś, istocie o naturze racjonalnej, naukowej i zdroworozsądkowej , oczywiście w to graj i oburza się na tych, no jak im tam, ekstrasensów! Robi się tym bardziej interesująco, bowiem wchodzimy na teren eksterytorialny, zaminowany religijnymi dogmatami, mieszamy się w zamierzenia i plany samego Boga! Mało tego, w ogóle podważamy Jego istnienie, rozumując w następujący sposób: Jeżeli Bóg akceptuje na planecie Ziemia bezczasowe i bezkresne cierpienie, mało tego, jeśli On sam wymyślił Byt (świadomy i nieświadomy, florę i faunę) w ten sposób, że aby Byt mógł istnieć, Byt musi zabijać, to jest tu coś nie w porządku!

Podejrzewam, że chrześcijaństwo i inne teo-religie (Islam) mają problem, kiedy  muszą tłumaczyć swoim wiernym (nie tylko im), dlaczego Bóg stworzył wszystko na bazie cierpienia. W spojrzeniu księdza i imama, chrześcijan. mahometan i innych teistów, gdy postawić im pytanie, jednocześnie prosząc by odpowiadając nie zasłaniali się dogmatami: Czy potrafisz sobie wyobrazić świat bez Boga? – odbija się pustka.

Gdzie szukać moralnie obiektywnych prawd? Nie jestem naturystą ani człowiekiem religii, ale uznaję istnienie ponadnaturalnych fenomenów i wierzę, że nauka wyjaśni stopniowo wszystko, co dziś uznajemy za nadnaturalne i niewytłumaczalne, za cud. A kiedy się stanie, religie zakończą swoją, okresami bardzo pożyteczną misję, i znikną raz na zawsze, stapiając się w jedno z wiedzą. Znikną, bowiem nie będą nikomu potrzebne, człowiek wejdzie w fazę dorosłości.

Czy moralnie obiektywne prawdy w ogóle istnieją? Można zapytać. Wszak moralność nie musi być koniecznie pierwiastkiem boskim. Może równie dobrze stanowić  bi-produkt ewolucji, być socjalną konstrukcją przydatną w różnych czasach, w różny sposób, różnym kulturom? Nie mówiąc już o innych koncepcjach. Na przykład, że wśród niepoliczalnych alternatywnych światów, może istnieć niepoliczalna ilość kombinacji, których kontakt z naszym światem nie jest w ogóle możliwy. Po pierwsze nie mieliśmy armat!

Takie i inne a podobne koncepcje powinny mieć swój grunt, swoją bazę wyjściową, w wiedzy,  nie wierze i modlitwie. Trudno pojąć sens modlitwy do Boga. Konkretnej modlitwy do czegoś lub kogoś tak bardzo nieokreślonego? Co miałbym tej idei stwórczej wszechrzeczy powiedzieć, ja, kosmiczny pyłek egzystujący mniej niż mgnienie oka na kosmicznym pyłku? Eckhart von Hochheim, powszechnie zwany Mistrzem Eckhartem, swoje wiedział notując ważne trzy słowa – Bóg jest milczeniem.

Jak to właściwie jest? On (Stwórca) w swym wszechmocnym dobrym objawieniu, poddaje obowiązkowemu cierpieniu wszelkie życie na Ziemi? Dziwne to, ale znaj swoje miejsce człowieku! Bóg ma swoje boskie racje i nic ci do tego! W porządku, ale skąd ja robaczek mam brać wiarę, że On wysłucha mojej prośby? Zatrzyma się w swym wiecznym super ruchu i uczyni dla mnie robaczka wyjątek?

Parę dni temu podróżując po książkach Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego (Josepha Conrada, brytyjskiego pisarza polskiego pochodzenia) natknąłem się na poradę, której udzielił, aby mi się życie powiodło: Jeśli chcesz spokojnie przejść przez życie, pamiętaj nie drażnić nigdy trzech osób – kobiety, kucharza, człowieka z nożem. Ach, gdyby to było takie proste!

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar