Zakrętasy wygibasy ananasy

Znam parę osób, którym położenie ręki na ramieniu sprawia fizyczną niewygodę. Znam ten stan doskonale, ponieważ reaguję podobnie. Człowiek w większości jest osobny i przedkłada suwerenność nad zbiorowość, lecz, co zakrawa na paradoks, jednocześnie nie przepada za samotnością.

Niestety zgromadzone w nim „chęci” przykrywają tradycyjnie silniejsze „niechęci”, co sprawia, że wraz z przebiegiem czasu, (co nazywamy potocznie dojrzewaniem lub dorośleniem), w jego (człowieka) oczach pojawia się częściej smutek i złość, niż czułość i delikatność. Jest tak, jakby świadomość rozwiewała się w niespełnionych nadziejach i daremnych oczekiwaniach.

Na szczęście w większości ludzi tkwi rodzaj wewnętrznej wiedzy, że Tam Na Górze jest Ktoś, na kim można polegać i co znamienne, to nie wymaga rozumu. Wystarczy, kiedy umysł jest trochę lżejszy od rtęci.

Najistotniejsze jest to, że stosunkowo łatwo odcedzić prawdę od fałszu i to nie wymaga wykształcenia ani potężnej inteligencji, bowiem w zupełności wystarcza mieć jasno w głowie i tej jasności pilnować. Żeby zrobić coś ważnego i odnieść sukces nie trzeba wiele, w zupełności wystarczy rozumieć cel, mieć w pamięci końcowy obraz, kontrolować poczynania oraz, co najważniejsze – nie kłamać.

Ba! To łatwo powiedzieć – Nie kłamać! Przecież kłamiemy bez przerwy, dziesiątki razy dziennie! To, że nazywamy je (kłamstwa) fantazjowaniem, koloryzowaniem, fryzowaniem faktów, szlachetnym „białym kłamstwem”, nie zmienia niczego. Kłamiemy bez przerwy i na zabój!

Mój przyjaciel A. charakteryzuje się tym, że kłamie stale i zawsze. Podejrzewam, że już przy goleniu kłamie do lustra, bo on kłamie w rytmie oddychania. We śnie również! To właściwie trudno nazwać kłamstwami, a raczej sposobem na życie. Po prostu w toku każdej rozmowy kłamstewka pojawiają się automatycznie, jakby bez udziału mózgu. Zdumiewające, ale te bujdy nie odbierają mu ni uncji sympatii! Czyste wariactwo, ale ten typ tak ma i tyle!

Jeżeli w ogóle można mówić o niewinnych kłamstwach, to A. jest najbliższy ideału. A. traktuje kłamstwo jak parawan, dymną zasłonę, tekst recytowany przez aktora. Podejrzewam, że ono (kłamstwo) przykrywa mu, tak bardzo ludzki odruch, jakim jest strach.

Pomimo słusznego wieku, nie przestał być małym i nieśmiałym żydowskim chłopcem, który wymyślił sobie sposób na omijanie brutalności życia, ukryciem się za puklerzem drobnych kłamstewek. A. pragnąłby być dwumetrowym czarnoskórym koszykarzem, ale ponieważ Bogu nie wyszło, musi sobie radzić sam i tak znalazł patent na życie. Jego fantasmagorie nie czynią nikomu krzywdy, a to przecież najważniejsze: Nie krzywdzić, więc Bóg się uśmiecha.

B. to przypadek innego, choć równie niewinnego gatunku tej samej przypadłości. Bez przerwy coś zmyśla i ubierając w wiarygodne detale podaje, jako najprawdziwszą prawdę.

A. postępuje podobnie, ale to nie to samo, gdyż A. nie przywiązuje wagi do tego, co zmyśla, natomiast B. wkłada wiele wysiłku, aby, poprzez zmyślenia, pokazać się innym niż w rzeczywistości jest.

B. to czystej krwi snob, który pomimo kilkudziesięciu lat mieszkania w Sztokholmie, reprezentuje podgrupę warszawskiej farmazonii, ciągle żywo obecnej w krwioobiegu stolicy Szwecji. B. faszeruje swoje życie mitami tworzonymi na poczekaniu i bez związku z jakąkolwiek potrzebą, gdyż ci, którym farmazoni, znają go i słuchają z należnym przymrużeniem oka.

Oto parę przykładów. Jeżeli B. ma łóżko (a ma!), to musi być identycznej marki, co łóżko księcia Walii. Jeżeli się przyjaźni, to po pierwsze w Paryżu, a po drugie z facetem, który ma willę większą od pałacu w Wilanowie. Jeżeli pisze powieść (a pisze!), to wydawniczy Londyn zatacza się z zachwytu i wyrywa sobie z rąk kontrakt na tę książkę. Jeżeli ma łódkę, to to jest jacht. Jeżeli ma kobietę… tu się zatrzymajmy.

B. ma kontakty powodujące zawrót głowy oraz genialnego psa, z którym dobrze wychodzi na zdjęciach. Jest na swój sposób genialny w wymiarze sztuczności, ale ma sporo wdzięku i to go ratuje. Wzbudza zazdrość wielu osobników z branży pisarskiej, co zrozumiałe, gdyż w przytłaczającej większości łóżkom literatów daleko od królewskich standardów.

Kończę już, ale gwoli jasności sytuacji czuję się w obowiązku dodać, co następuje. Obie postacie są płodem czystej fantazji, choć hipotetycznie można by założyć iżby istniały. Więc gdyby prawdą okazało się to drugie, uprzedzam:

Nie dam nikomu powiedzieć jednego złego słowa o obu gentlemanach, a jeśli by nieopatrznie padły, to będą oczywiście stekiem wierutnych kłamstw! Amen.

ASZ

Lämna ett svar