Nigdy nie układam planów na przyszłość

Nagroda dla gruzińskiego aktora. Z Zurą Pirveli rozmawia Leszek Wątróbski

Gruzinów jest w Polsce około 3 tyś. Pan jest jednym z nich…

Do Polski przyjechałem za swoją siostrą Mariam, która wyjechała z Tbilisi, kiedy miałem 12 lat. Jej opowiadania o Waszym Kraju i jego mieszkańcach zachęciły mnie do odwiedzenia Polski w roku 1994.  Ponownie, ale już na stałe, przyjechałem tu w roku 2006. Byłem w różnych miastach w Polsce, dużych i małych, ale chcę mieszkać w Szczecinie, gdzie spotkałem wspaniałych ludzi pracując w Pogotowiu Teatralnym.

Urodził się pan w Tbilisi, stolicy Gruzji…

…w roku 1964. Ukończyłem tam 4-letni instytut dla zawodowych aktorów. To były dla mnie wspaniałe czasy. Miałem cudownego pedagoga, który nauczył nas nie tylko aktorstwa ale i życia. Chciałem trafić następnie na tzw. prowincję – do Suchumi. To były czasy, kiedy Abchazja należała jeszcze do Gruzji. Teraz Abchazja i Osetia już do nas nie należą. Są tam dziwne „quazi państewka” zabrane nam i stworzone przez Rosjan, będące marionetkami w ich polityce, zależne od nich politycznie w 100%.

Wylądowałem jednak w teatrze młodzieżowym w Tbilisi. Grałem tam różne role, przeważnie dla dzieci. Odtwarzałem m.in. rolę szatana z gruzińskiej bajki. Zawsze uwielbiałem występy dla najmłodszych, którzy są najbardziej wdzięcznymi słuchaczami. Pracowałem tam do rewolucji. Zostałem z niego, razem z innymi, wyrzucony. Trafiłem potem, razem z moim dyrektorem, do instytutu teatralnego – jako jego asystent. Zacząłem pracę pedagoga. Miałem tam też swoich studentów. Grałem jednocześnie na zaproszenie w innych teatrach Gruzji.

Zura Pirveli na łódce podczas kręcenia zdjęć we Francji (fot. archiwum)

W Szczecinie związał się pan z Pogotowiem Teatralnym…

… grałem w kilku bajkach przy kominku: „Przyjaciele kangura Jurka” oraz „W szafie schowane”. Występowałem we wszystkich ich spektaklach. Niestety fundacja ta padła. Założyłem następnie swój własny teatr, który istniał przez 5  kolejnych lat (2012-2017). Występowali w nim amatorzy – moi uczniowie. Na nasze przedstawienia, wystawiane w lokalu na 42 widzów  przychodzili natomiast profesjonalni artyści – moi przyjaciele z „Teatru Polskiego” i ludzie z ulicy. Graliśmy dwa razy w tygodniu.

Ostatnie 2 lata były bardzo udane. Zostałem zaproszony na trzy spektakle do Bretanii – do La Baule. Wystawiali tam „Operę za 3 grosze”. Grałem tam jej twórcę: Boga czy szatana wystawiającego ludziom egzamin. Potem był 2 spektakl Moliera. Brałem tam udział w cudownym projekcie. Przyjechali młodzi aktorzy z Gruzji, z którymi wystąpiłem w Makbecie Shakespeara. Grałem tam złego ducha.  Obiecali, że mnie jeszcze do Francji zaproszą. Kręciliśmy tam również film  pt. Fryderyk. Wcieliłem się w postać malarza Fryderyka, głównego bohatera w filmie „Behind the Doors”. To były dla mnie niezapomniane chwile. Praca trwała trochę ponad 10 dni. Reżyser zdecydował się też wysłać nasz film na festiwal filmowy w Londynie. Właśnie za tę rolę, na Festiwalu Filmowym Eurasian Creative Guild, otrzymałem nagrodę za najlepszą męską rolę.

Nigdy nie układam planów na przyszłość. Zawsze dzieje się coś, czego się zupełnie nie spodziewałem. Tak było np. z zaproszeniem do Bretanii. Może dlatego jestem dziś otwarty na wszelkie inne  ciekawe propozycje…

Zura Pirveli w karykaturze śp. Arkadiusza Gacparskiego – szczecińskiego rysownika, karykaturzysty, scenografa teatralnego i ilustratora książek (fot. archiwum)

Zaczął też pan grać na gitarze i śpiewać…

Żeby być tutaj aktorem, musiałem najpierw podszkolić swój polski. Tak więc zostałem śpiewającym aktorem. Byłem i jestem bardzo przywiązany do Tbilisi. Zaglądam tam często w zależności od posiadanych finansów. Zazwyczaj jest to raz do roku na okres tygodnia albo dwóch. Sprzedaliśmy z siostrą nasze mieszkanie w Tbilisi. Kupiliśmy wspólne w Szczecinie z pięknym ogrodem na balkonie i fontanną.

Pana siostra Mariam jest adiunktem na Wydziale Nauk o Ziemi Uniwersytetu Szczecińskiego…

… studiowała wcześniej w Tbilisi. Miała pisać pracę magisterską o Iranie, ale popsuły się stosunki Związku Radzieckiego z tym krajem. Pozostawała Polska i Niemcy. Wylosowała Uniwersytet Łódzki i przyjechała do Polski w roku 1976. Jedyne polskie słowo, które wtedy znała, to „dziękuję bardzo”. Była zresztą przekonana, że to jeden wyraz. Trafiła w Szczecinie na naprawdę wspaniałych ludzi, obecnie przyjaciół.

Rozmawiał: Leszek Wątróbski

Foto: Leszek Wątróbski

 

Lämna ett svar