Kamienie Hitlera i norwescy milionerzy.

Ciekawych turystycznie miejsc w Szwecji nie brakuje. Ale Zachodnie Wybrzeże (Västkusten) ma w sobie coś wyjątkowego. Geograficznie Zachodnie Wybrzeże ciągnie się się od Svinesund (przy granicy z Norwegią) aż do niewielkiego półwyspu Falsterbo w Skanii. Ale jako pojęcie turystyczne obejmuje wybrzeże Bohuslän, Västergötaland i Halland. Najbardziej charakterystyczny charakter tego rejonu ciągnie się jednak nieco krócej, do Marstrand.

Nadmorska Szwecja to nie tylko skalisty krajobraz z licznymi małymi i większymi wyspami, ale także specyficzna architektura, barwa domów, roślinność i zwierzyna, przystanie jachtowe i knajpki z owocami morza. Także dość specyficzny charakter turystów ubranych w eleganckie sportowe stroje. To także swoisty snobizm – tu nie ma tłuszczy wylegującej na plażach odgrodzonej parawanikami. Bo i też brakuje piaszczystych plaż…

Västkusten ma kilka ”letnich stolic”. Jedni uważają, że taką rolę spełnia Strömstad, położone na północnym skraju wybrzeża, zaledwie 20 kilometrów od granicy norweskiej. To położone najbardziej na zachód miasto Szwecji. Siedliska ludzi znajdowały się tutaj już na parę tysięcy lat przed naszą erą, ale historia miasta sięga XVI wieku, a obszar ten był w rękach Szwecji dopiero wiek później. List królewski z 1672 roku wymienia ”miasto Strömstad”, ale prawa miejskie uzyskał on parę lat później.

W późniejszym czasie miasto próbowali podbić Norwegowie, miasto jednak broniło się dzielnie. Ostatnią próbę zdobycia miasto podjęto w kwietniu 1808 roku, ale i wtedy przed aneksją się obroniono.

Z małego, ale strategicznie ważnego miasteczka (na początku XIX wieku liczyło ono zaledwie 1100 mieszkańców) Strömstad zaczął być ważnym ośrodkiem najpierw przemysłowym (produkcja konserw rybnych, zakłady mechaniczne, przemysł kamieniarski), później także zaczął przyciągać turystów. Dzisiaj żyje przede wszystkim z turystyki. Liczba mieszkańców wzrosła do około sześciu i pół tysiąca, latem jednak zapełnia się przybyszami, których przyciąga piękna natura i doskonałe warunki do sportów wodnych. Wzdłuż wybrzeża ciągną się porty jachtowe, skaliste plaże, a dominującym językiem, który słychać to… norweski. Różnice cen i zarobków między Norwegią a Szwecją powodują, że miasto – ze względu na swoje położenie przy granicy (stąd jest tylko około 140 kilometrów do Oslo) – stało się również letnią stolicą Norwegów.

To co przyciąga do Strömstad to przede wszystkim klimat tego miasta – liczne bary, kawiarnie, restauracje, dobra komunikacja (dojeżdża tu pociąg i dopływają promy), ale zabytków tutaj niewiele, chociaż stara część miasta może budzić zainteresowanie. Typowy letni kurort, latem rozbrzmiewający turystycznym gwarem.

Szukając spokoju i bardziej typowego charakteru dla zachodniego wybrzeża udajemy się około 40 kilometrów na południe autostradą E6 do Grebbestad. Mimo, że miejscowość ta ma w swojej nazwie przydomek ”stad” to jednak nie posiada praw miejskich. Ta popularna osada wciśnięta w skalistą zatokę liczy sobie zaledwie 1400 mieszkańców. Latem ich liczba powiększa się pewnie wielokrotnie. Poza sezonem działają tutaj 2-3 restauracje, dwa sklepy z żywnością, ale jest i kino. Latem wszystkiego nagle przybywa, a na wąskich uliczkach przeciskają się tłumy turystów. Główne życie miejscowości skupia się na wybrzeżu, przy licznych marinach i w porcie, gdzie cumują trałowce rybackie. Bo Grebbestad to centrum połowy raków, krewetek i ostryg. Można je kupić bezpośrednio od rybaków w porcie – ostrygi są tylko sezonowo. Warto wybrać się na rejs rybackim kutrem, w porcie warto zapytać o Thorstena z kutra o nazwie ”Donalda”.

Warto też wybrać się na spacer po miasteczku – pięknie odnowione  drewniane domy, z bogatą sztukaterią, w większości o białej barwie, dopełniają ten idylliczny charakter osady. Przy nabrzeżu, na rynku,  znajdziemy pomnik Everta Taube wykonany przez Willy Gordona. Około 2-3 kilometrów na południe, za dużym kempingiem, wybudowano gigantyczną i nowoczesną osadę turystyczną – kompleks hotelowy z portem jachtowym, basenami, kortami tenisowymi.

W pobliżu Grebbestad warto odwiedzić Havstensund – małą osadę z portem rybackim położoną nad wąską cieśniną skalną, wzdłuż której wybudowano drewniany deptak zawieszony na skałach. Fascynujący jest tu kolor wody morskiej – czysta i przezroczysta woda pozwala na oglądanie  podwodnego życia. Też na północ od Grebbestad – zaledwie 3 kilometry od miasta – znajdziemy jeden z najbardziej niezwykłych rezerwatów przyrody: Tjurpannans Naturreservat.

Tutaj trzeba przyjechać! To być może jedyne miejsce, gdzie na dużym obszarze, zachował się charakterystyczny dla Zachodniego Wybrzeża otwarty skalisty, teren, porośnięty niską kosodrzewiną. Część parku oddalona najbardziej od morza powoli zarasta drzewami, ale dzięki ingerencji człowieka i wycince, przywracany jest jej pierwotny charakter. Przez park prowadzi w zasadzie jeden szlak, który jak pętla zaczyna się i kończy przy parkingu. Nie ma znaczenia, w którym kierunku pójdziemy. W najdalszym punkcie znajduje się w niewielkiej zatoczce mała przystań gdzie cumują stare łodzie. Niektóre pomosty są w dość kiepskim stanie – warto uważać. Gdy miniemy przystań dojdziemy na najbardziej wysunięty cypel. Stąd rozciąga się fantastyczny widok na otaczające nas skały i wysepki. Przesmyki wodne w Tjurpannan uważane są za jedne z najniebezpieczniejszych dla żeglugi. Podczas sztormowej pogody zatonęło tutaj wiele łodzi i statków.

Spacer po granitowych skałach nie należy do łatwych, ale przyroda zachwyca. Należy tylko uważać na wylegujące się tutaj w słońcu żmije.

Jadąc wzdłuż wybrzeża z Grebbestad na południe, docieramy do Fjällbacka. U stóp potężnych, dochodzących prawie do morza granitowych skał, wybudowano piękne miasteczko z kolorowymi domkami i pięknie położonym portem jachtowym. Wielu podróżników uważa, że Fjällbacka to najpiękniejsza i najciekawsza osada tego rejonu Szwecji. I mają rację. Światową sławę miasteczko zyskało dzięki powieściom Camilli Lackberg, dla której miasteczko było inspiracją do ulokowania tutaj różnych kryminalnych historii.  Ale tak naprawdę to letniskowe miasteczko nie potrzebowało dodatkowej reklamy, gdyż od wielu lat jest popularnym, nieco snobistycznym, miejscem, gdzie Szwedzi spędzają wakacje. I z Oslo i z Göteborga przyjeżdżają tu eleganckie mieszczuchy by zejść w jednej z restauracji rybne lub krewetkowe dania. Warto się stąd wybrać jedną z łodzi rybackich na krewetkowe safari połączone z degustacją.

W samym centrum miasteczka, przy Ingrids Bergman Torg, pomnik tej jednej z najbardziej znanych aktorek szwedzkich. Niedaleko od niego znajdziemy strome drewniane schody, prowadzące na szczyt królującej nad miasteczkiem góry Vetteberget, z widokiem na malownicze wyspy otaczające Fjällbackę. Widok wart jest wspinaczki, a dodatkową nagrodą jest spacer szczeliną dzielącą górę na dwie części (Kungsklyftan), nad którą niebezpiecznie uwieszonych jest kilka olbrzymich głazów.

Podczas spaceru wąskimi i malowniczymi uliczkami na wielu domach znajdziemy tabliczki informujące o ich historii i pierwotnym przeznaczeniu. Fjällbacka podobna jest nieco do Grebbestad, ale też obydwie miejscowości bardzo się różnią. Fjällbacka bardziej kolorowa, a domy misternie odremontowane – wszędzie widać polskich robotników na rusztowaniach. Na ulicach ludzie ubrani niczym w Monaco, a i ceny domów niemal dwukrotnie wyższe. To znowu ”zasługa” zamożnych Norwegów, którzy na potęgę wykupują tutaj nieruchomości. Grebbestad w bardziej ”ludowym” stylu – więcej życia latem, bardziej gwarno i ceny niższe. Może dlatego warto odwiedzić i jedno i drugie miasteczko – dzieli je tylko 14 kilometrów.

Poruszając się dalej na południe drogą 163 dojedziemy po 8 kilometrach do kolejnej miejscowości: Hamburgsund. Od razu warto zaznaczyć, że nie ma ona niczego wspólnego z niemieckim Hamburgiem. Osada w tym miejscu znajdowała się już w X wieku, zamieszkała przez Wikingów. Na północ od miasteczka znajdziemy replikę takiej osady. Hamburgsund nie wyróżnia się niczym szczególnym – leży nad wąską i ważną dla żeglugi cieśniną Hamburg. Po drugiej stronie miasteczka znajduje się jedna z większych wysp tutejszego archipelagu Hamburgsö. Przy przystani promowej znana i polecany lodziarnia z prawdziwymi włoskimi lodami.

Ostatni przystanek na tym odcinku Zachodniego Wybrzeża można zrobić w Hunnebostrand, około 20 kilometrów od Hamburgsund.  Tutaj, a także w sąsiednim Bovallstrand,  warto zajrzeć do starych kamieniołomów. W znajdującym się tutaj muzeum znajdziemy ekspozycję poświęconego mało znanemu faktowi, że znaczna część monumentalnej architektury Europy zbudowana jest z granitów pochodzących z tego regionu. Stąd pochodzą bruki Paryża, Berlina oraz innych miast, a także wiele kamiennych nabrzeży i kanałów naszego kontynentu. Ostatnim hurtowym nabywcą tutejszego granitu był naczelny architekt Adolfa Hitlera, Albert Speer, który potrzebował ogromnych ilości „nordyckiego” budulca dla swych megalomańskich planów budowy wielkiej stolicy „wielkiej” Rzeszy (plany te można też zobaczyć w jednym z berlińskich muzeów – w interesującym nowo wybudowanym BStU Bildungszentrum).  Zamówienie – jak na owe czasy gigantyczne – złożyli Szwedom reprezentanci Rzeszy – umowa opiewała na zakup granitu o wartości 3,3 miliona koron rocznie przez 10 lat. Do 1943 roku tamtejsze kamieniołomy dostarczyły do Niemiec ponad 5000 m3 płyt granitowych. Później historia potoczyła się inaczej i od 1943 roku Niemcy nie mogli już realizować tego zamówienia i bloki granitu (nazywane przez mieszkańców „kamieniami Hitlera”) pozostały na wybrzeżu Szwecji. Na składowisku pozostało około 20.000 m3 kamienia. Szwedzi wysyłali do Niemiec faktury (ostatnią w marcu 1945 roku), Niemcy płacili, ale Rzesza miała już w tym czasie inne problemy na głowie, niż odbiór granitu od szwedzkich dostawców. Grupa Höij (jak Niemcy nazwali korporację kilku właścicieli kamieniołomów – od nazwiska przedsiębiorcy Hjalmara Höij) po pewnym czasie postanowiła wystawić ”kamienie Hitlera” na aukcję. Odbyła się ona pod kontrolą państwowego Flyktkapitalbyrå w hotelu Svea w Hunnebostrand, a dzięki zmowie kamieniarzy, gotowe bloki granitowe… odkupiły same kamieniołomy po bardzo niskich cenach. No cóż… wojna, wojną, ale interes, interesem.

W drodze powrotnej można zatrzymać się w Bräcke. W Konstnärernas Kollektiverkstad Bohuslän znajdziemy warsztaty artystów, w dużej mierze rzeźbiarzy, niewielką galerię sztuki, kawiarenkę, a przede wszystkim plenerową wystawę rzeźb. To oczywiście nawiązanie do tradycji kamieniarskich tego regionu.

Unikalne wybrzeże Västkusten z licznymi skalistymi wyspami jest jednym z najbardziej charakterystycznych widoków w Skandynawii. Kolorowe i autentyczne wioski rybackie są bez wątpienia kulturową chlubą tego regionu. Ale prowincja Bohuslän oferuje również specjalne atrakcje znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Zaledwie kilka kilometrów na wschód od Grebbestad, znajduje się Tanumshede, siedziba muzeum Vitlycke, które uczy zwiedzających na temat życia w epoce brązu. To nowoczesne i bardzo interesujące muzeum powstało zaledwie 20 lat temu (wcześniej mieściło się tu inne) znajduje się naprzeciwko jednej z największych atrakcji tego regionu: olbrzymim malowidłom wyrytych na skałach około 3000 lat temu. Tematyka rytów to przede wszystkim sceny z życia, zwierzęta, łodzie oraz broń, ale także postacie ludzi. Największy ryt ma powierzchnię 200 m2 i znajduje się po drugiej stronie drogi przy muzeum. Cały obszar, na którym znaleziono ryty skalne i jest włączony w obszar światowego dziedzictwa UNESCO obejmuje 45 km2. Parę kilometrów od muzeum znajdziemy jeszcze kilka rytów skalnych – wszystkie odpowiednio zabezpieczone i wyeksponowane. Niektóre znaleziono w lasach otaczających Tunumshede – dla odwiedzających te miejsca stoją przygotowane miotły, którymi można ze skalnych rytów usunąć igliwie sypiące się z drzew.

Ryty naskalne występują na całym świecie, najstarsze z nich mają ponad 20 tys. lat. Te, które zobaczymy w Vitlycke są jednak młodsze, bowiem lodowiec cofnął się tu około 6,5 tys. lat p.n.e. Ryty z Tanum wykonano więc około 1000-500 lat p.n.e.

Ta część Zachodniego Wybrzeża jest prawdopodobnie najciekawsza, chociaż pełno turystycznych niespodzianek znajdziemy także kierując się dalej na południe. Więc zapewne w ten rejon jeszcze nie raz wrócimy.

Tadeusz Nowakowski

Foto: © CC0 Public Domain

Lämna ett svar