Odkrycia polskiego astronoma z Wileńszczyzny

Gwiazda Henryka Sielewicza wreszcie rozbłysła. Z pasjonatem astronomii rozmawia Leszek Wątróbski.

Jest pan samoukiem i pasjonatem astronomii…

Mieszkam na Wileńszczyźnie, we wsi Słoboda w rejonie ławaryskim. Mam tu domowe obserwatorium z profesjonalnym sprzętem. Interesuję się również fotografią. Z wielką pasją dokumentuję nocne niebo oraz inne zjawiska astronomiczne i wreszcie przyrodę. Mam kilka nagród za innowacje fotograficzne.

Został pan pierwszym odkrywcą nowego czerwonego karła na Litwie…

… sztuki tej udało mi się dokonać w moim prywatnym obserwatorium. Wydarzenie to zostało odnotowane i potwierdzone przez Centralne Biuro Telegramów Astronomicznych z siedzibą w USA. Nowej gwieździe nadano nazwę „Sielewicz 1”.

Uchwycenie, wypatrzenie, identyfikacja to jedno, ale potem należy jeszcze przejść całą procedurę zgłoszenia…                                           

… do Biura Małych Planet. Potem zostaje już tylko nerwowe czekanie – czy to właśnie Tobie puścił wtedy oczko czerwony karzeł, czy też ktoś inny z setek tysięcy astronomów na całym świecie uchwycił to lepiej, szybciej zgłosił i to właśnie jemu przypadnie laur odkrywcy… Moja euforia nadeszła dopiero 27 kwietnia 2019 roku, kiedy rejestrację odkrycia potwierdził „The Astronomers Telegram”, główny informacyjny biuletyn astronomów na planecie Ziemia.

Istnieje również asteroida nazwana pańskim nazwiskiem Silewicz…

Nie jest to groźna asteroida, to znaczy, że nie zagraża nikomu spadkiem na ziemię. Taki nietypowy prezent urodzinowy sprawił mi przyjaciel, astronom Kazimierz Czernis. Udało się tego dokonać 14 marca 1990 roku. Była akurat przejrzysta noc. Poszukiwali komety na zachodnim niebie. Około godziny 21.10 Czernis odnalazł nową kometę o jasności +9 w skali magnitudo. Potwierdziłem to odkrycie przez teleskop o średnicy zwierciadła 27 cm. Posłaliśmy telegram do Kijowa, a po upływie dwóch dni otrzymaliśmy radosną wiadomość, że kometa w rzeczy samej jest nowym obiektem i jej odkrycie zostało potwierdzone. Dla Kazimierza była to już trzecia odkryta kometa, jednak pierwsza na terytorium Litwy.

Obecnie poszukuję nowych asteroidów. Jakiś czas temu zaobserwowałem nowy i wysłałem jego koordynaty do centrum badań w USA. Okazało się, że był on już jakiś czas temu odkryty, a później zgubiony. Było to więc niejako wartościowe i powtórne odkrycie.

W biurze obserwatorium (od prawej: Henryk Sielewicz, red. Henryk Mażul i Stefan Kimso – prezes KS Polonia Wilno)

Skąd wzięły się pańskie zainteresowania astronomią?

Urodziłem się w roku 1949 roku we wsi Osiniki. W 1953 roku rodzice przenieśli się do Wilna, gdzie uczyłem się w szkole średniej nr 19. Potem, w roku 1971, zostałem powołany do wojska. Służyłem w Połocku na Białorusi, w piechocie. Strzelałem pociskami przeciwpancernymi do czołgów, a po roku zostałem przeniesiony do oddziału specjalnego. Z wojska wróciłem jesienią 1973 roku. Podjąłem wówczas pracę w charakterze ślusarza w Wilnie. Pracowałem przy maszynach obliczeniowych do roku 1991 roku. Wtedy to postanowiłem wrócić do rodzinnych stron, do Słobody.

O astronomii marzyłem od najmłodszych lat. Udało mi się nawet kupić małą lornetkę, przez którą podziwiałem gwiazdy w nocy. I tak to, od małej lornetki, zaczęła się moja  droga ku gwiazdom. Zwierciadło do pierwszego teleskopu szlifował pan własnoręcznie…

W tamtych czasach teleskopów w sprzedaży nie było. Z książki pt. ,,Jak samu wykonać teleskop zwierciadlany” dowiedziałem się, jak to zrobić. Moim pierwszym zwierciadłem był krążek o średnicy 11 cm. Jego wykonanie zajęło mi około dwóch lat. Samodzielnie wykonałem też tubus do teleskopu, a następnie – już nocą – spojrzałem na Jowisza. Planeta ta miała wyraźną tarczę, a na jej powierzchni widoczne były pasy chmur oraz cztery jego jasne księżyce.

Dom Henryka Sielewicza we wsi Słoboda

Jak wyglądało pana pierwsze obserwatorium?

Było bardzo prymitywne i niewielkie. Ulokowałem w nim swój bezcenny teleskop. Prawie jednocześnie zacząłem szlifować kolejne zwierciadło o średnicy 14 cm. Ten drugi teleskop udało mi się wykonać zdecydowanie szybciej. Zgłębiłem bowiem technologię szlifowania takich szkieł. Ulokowałem ten drugi teleskop w moim obserwatorium, a po upływie pół roku zburzyłem je.  I zacząłem budowę drugiego – zdecydowanie większego, w którym ulokowałem teleskop o średnicy zwierciadła 20 cm. Było to już poważne urządzenie, z którego pomocą mogłem prowadzić poszukiwania komet oraz je obserwować.

Potem były kolejne teleskopy z kolejnymi  zwierciadłami…

Wykonałem jeszcze sporo takich zwierciadeł dla znajomych oraz kolegów. Teleskop o średnicy zwierciadła 27 cm podarowałem gimnazjum jezuitów w Wilnie. Swój ostatni teleskop, systemu Newtona, wykonałem w ciągu 3 miesięcy. Jego zwierciadło posiadał średnicę 34 cm. Na jego szlifowanie i polerowanie metodą ręczną uszło 100 godzin, jako że dokładność musi wynosić 0,007 mikronów.

Nowe, już czwarte z kolei, obserwatorium zbudował pan w ciągu 3 miesięcy…

Mam teraz teleskop 47 cm, który szlifowałem 3 lata. Przez lata współpracowałem ponadto z Instytutem Fizyki i Astronomii. Teraz również czasem latem zapraszają mnie do swojego obserwatorium w Molatach, gdzie zajmuję się renowacją teleskopu. Rozebrałem ten największy, 20 tonowy sprzęt na części. Dodam może jeszcze, że średnica jego zwierciadła wynosi 1,65 metra, a waga 800 kg. Zawieźliśmy je następnie do Niemiec. Tam zostało pokryte cienką warstwą aluminium, które odbija światło dzienne. Zmontowałem go następnie i pomalowałem.

Odwiedzają pana często wycieczki szkolne…

Zazwyczaj są to uczniowie pobliskiej szkoły średniej w Ławaryszkach wraz ze swoimi wychowawcami. Przychodzą tu często również inne wycieczki szkolne. Obliczyłem, że było ich tu trochę ponad 500. Zapraszają mnie też na różne spotkania i wystawy. Ostatnio była to wystawa fotograficzna w Domu Polskim w Wilnie – a na niej fotografie nieba. Miałem też swoje ekspozycje w planetarium wileńskim, muzeum etnograficznym i w kilku  szkołach wileńskich.

Rozmawiał: Leszek Wątróbski

Lämna ett svar