Dziwny jest ten świat

Bardzo dziwny. Gdy Czesław Wydrzycki, który za pseudonim artystyczny przyjął nazwę herbu rodowego, wyśpiewywał swój chorał, to naturalnie, w tamtym (już dla nas odległym) świecie, inne Go trapiły zmory i problemy. Tak przy okazji, „Niemen” ówczesnym władzom cenzuralnym nie kojarzył się z herbem rodziny Wydrzyckich, lecz z ukochaną przez Kresowiaków, utraconą rzeką, która jak wiadomo należała się, „jak najbardziej słusznie” Związkowi Radzieckiemu. Gdy sprawa się wyjaśniła – przestano Czesławowi Niemenowi czynić wstręty.

„Dziwny jest ten świat”. Prezydent Donald Trump uważa, że Chińczycy wymyślili całą tę zarazę tylko po to, by mu zaszkodzić w przyszłych wyborach. Osobiście myślę, że odwrotnie, zrobili to po to, by ułatwić reelekcję prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Trump grozi, że będzie żądał odszkodowania. Logicznie myśląc, PiS powinien Chińczykom podziękować.

„Dziwny jest ten świat”. Pan Novak Djoković, pochodzący z Serbii, wybitny tenisista, co za tym idzie multimilioner, należy do modnej sekty „antyszczepionkowców”. I on oświadczył, że jak nawet wynajdą szczepionkę na naszego wirusa, to on się nie zaszczepi. Wolno mu. Natarczywy reporter drążąc temat spytał się. „Panie Djoković, co Pan zrobi, jeśli bez świadectwa szczepienia nie wpuszczą Pana na pokład samolotu, a Pan właśnie ma lecieć na ważny turniej?”. „To nie polecę” – odpowiedział pan Novak Djoković. Niby poważny człowiek, a jak dziecko.

Ja w wieku 12 czy 13 lat też myślałem, że szczepienie i świadectwo szczepienia to jedno. A to są dwa różne byty. Ja zawsze bardzo bałem się zastrzyków, a zdecydowana większość szczepień polega na tym barbarzyńskim zabiegu. Więc starałem się unikać. Ludzie w PRL byli niezdyscyplinowani. Więc wezwania do szczepień, na takie czy inne schorzenia, nie trafiały do przekonania. Opresyjne Władze działały z zaskoczenia. Do szkoły bez zapowiedzi – bo gdyby była zapowiedź dzień wcześniej, to wtedy część uczniów by się nie stawiła – wpadała ekipa w białych kitlach i wszystkich uczni szczepiono. To na tyfus, to na gruźlicę, to na heinemedinę. Ale na wszystko są sposoby. Gdy zaszczepiono mnie znienacka na tyfus, to poskarżyłem się przyjacielowi mojego Ojca, znanemu ortopedzie doktorowi Andrzejowi Gerhardowi i on mnie zrozumiał. Nie miał zaufania do szczepionek, które wówczas importowaliśmy z ZSRR. I dał mi wspaniały prezent. Był to bloczek 50 świadectw szczepienia. Na tym druczku wypełniało się tylko na co jest szczepienie i datę. Te malutkie blankiety były podbite pieczątką przychodni i jakimś podpisem. I wtedy byłem panem sytuacji. Gdy Łapiduchy wpadały, to ja mówiłem, że mnie rodzice na to już właśnie zaszczepili. „No to musisz Gąssowski przynieś jutro świadectwo tego szczepienia”. „Dobrze” – odpowiadałem, w domu wypełniałem i przynosiłem. Tych blankietów mi jeszcze trochę zostało.

Niestety w Szwecji były bez wartościowe. W latach siedemdziesiątych w Szwecji obowiązywała tzw. „żółta karta”, na której wpisywano szczepienia na różne egzotyczne choroby, z malarią na czele. Bez tej karty nie wpuszczano na pokład samolotu lecącego do krajów zagrożonych egzotycznymi chorobami. Czyli do większości miejsc, gdzie Szwedzi jeżdżą na urlopy. Ja i z tym nie miałem kłopotu. Miałem znajomą Polkę, szwedzką pielęgniarkę, która wystawiła mi od ręki taką kartę.

To co napisałem powyżej nie znaczy, że należę do nawiedzonych antyszczepionkowców. Wręcz przeciwnie: mam ich (niestety) nie za pożytecznych idiotów, lecz za idiotów wybitnie szkodliwych. Ja się dawniej nie szczepiłem, bo nie lubiłem szczepień, ale nie dorabiałem do tego ideologii.

Dziwny jest ten świat. To w dużej mierze kompromitacja. Polska dopiero jako czwarta zawierzyła walkę ze znanym wirusem Opiece Matki Boskiej. Dokonali tego nasi biskupi na Jasnej Górze. Przed nami byli Włosi, Hiszpanie i Portugalczycy. Tak przy okazji: mało kto wie, że od kilkuset lat mamy Unię Personalną z Meksykiem. Bowiem Matka Boska została ogłoszona Królową Polski i Królową Meksyku.

Gdy to piszę pandemia trwa, co bardzo ogranicza kampanię wyborczą kandydatom na urząd Prezydenta RP. Jest w tym jeden wyjątek. Pełniący ten urząd pan Andrzej Duda ma pełną swobodę lansowania własnej kandydatury. Na kilka dni przed ogłoszonymi wyborami (które szczęśliwie zostały odwołane), w dniach 1, 2, 3 maja z okazji świąt prezydent – kandydat Andrzej Duda wygłosił trzy orędzia połączone z laudacją na własny temat.

Bardzo się przymilał do rolników, ale nie tylko. Przyznał, że pochodzi z rodziny inteligenckiej i że jego rodzice wprawdzie byli wykładowcami uniwersyteckimi, ale dziadek był chłoporobotnikiem i on, jako Prezydent – dobrze rozumie problemy wszystkich ludzi pracy.

Potem przypominał wzorem Jana z Czarnolasu: „Gdzie ja żem, nie był, czegom nie dokonał…” swoje podróże, kontakty i dokonania. Ostatnim było powtórne, po pani premier Ewie Kopacz, otwarcie gazociągu z Norwegii. Chodziło o budowę grubej rury, którą z Norwegii via Dania popłynie do Polski, po dnie Bałtyku, gaz. Budowa tego rurociągu zakończy się za dwa lata. Pan Prezydent wystąpił też z wezwaniem do Prezydentów i Głów Koronowanych na całym świecie, by walczyli z koronawirusem.

I jak tu takiego nie wybrać.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Lämna ett svar