Rosyjski apetyt na Szwecję

Kontakty skandynawsko-ruskie mają wielowiekową i bardzo burzliwą historię. Nie mniej burzliwą jak relacje z Polanami. Można śmiało stwierdzić, że Skandynawowie mieli ogromny wkład w budowanie ruskiej państwowości. Przecież ruska dynastia Ruryków (Ryrykowiczów) ma skandynawskie pochodzenie. Z niej wywodziło się wiele ruskich znakomitości, jak chociażby książę Aleksander Newski czy car Iwan IV Groźny. Dynastia rządziła w Rusi do początków XVII wieku.

Współpraca skandynawsko-ruska nie trwała długo, szybko wzajemne stosunki popsuły się za sprawą wzajemnych najazdów. O ile dotychczasowe wypady miały charakter łupieżczy, to później kością niezgody stają się Finlandia i Inflanty. Między Szwecją i Rosją dochodziło do wielu konfliktów wojennych w XVI i XVII wieku, co doprowadziło Szwecję do strat terytorialnych w Finlandii i krajach bałtyckich na rzecz Rosji. Później w latach 1808 – 1809 doszło do jeszcze jednej wojny, w wyniku której Szwecja została w pełni wyparta z Finlandii. Kraj ten przeszedł pod panowanie Imperium Rosyjskiego. Na tym Rosja nie zatrzymała się.

XIX wiek to rozkwit przemysłu w Szwecji, a w Rosji utrzymujące się nadal feudalne państwo z zacofanym rolnictwem i gospodarką. Mimo tych różnic, są również ogromne podobieństwa. W obu krajach społeczeństwo jest pozostawione same sobie z nierozwiązanymi problemami społecznymi, ludność trapi ogromna bieda i głód. Szwedzi przed ubóstwem uciekają do Ameryki, w Rosji natomiast wrze i kraj ten nieuchronnie kroczy ku rewolucyjnym przemianom.

Oba kraje zajęte swoimi wewnętrznymi problemami nie wchodziły sobie w drogę. Jednak w roku 1905 nadarzyła się okazja, aby Rosja przypomniała o sobie Szwedom. W tym okresie były napięte relacje między Szwedami i Norwegami, którzy wystąpili przeciwko Szwecji o swoją niezależność. Rosja jako pierwsza poparła niepodległość Norwegii, zaraz po przeprowadzeniu plebiscytu o wyjściu jej z Unii Szwedzko-Norweskiej.

Kraje skandynawskie w czasie pierwszej wojny ogłosiły neutralność. Jednak utrzymywały związki gospodarcze z Niemcami i po cichu politycznie wspierały Niemców, którzy byli przeciwnikami Rosji. Rosjanie tego Szwedom nigdy nie zapomnieli i przy okazji wszystkich kontaktów dwustronnych wypominali im zaangażowanie po stronie Niemiec.

Zaraz po pierwszej wojnie światowej Szwecja wchodzi w sojusz wojskowy z Niemcami w obawie przed agresywnymi działaniami Rosji w Finlandii (fińska wojna domowa w roku 1918, w której siły czerwonych były wspierane przez sowiecką Rosję).

Wówczas powstał w Związku Sowieckim plan rozsadzenia od wewnątrz i przejęcia kontroli nad krajami zachodnioeuropejskimi, w tym również nad Skandynawią, przez popularyzację i wsparcie dla ogromnie modnej wówczas ideologii socjalistycznej. W 1932 roku, przy pomocy międzynarodówki socjalistycznej, powstaje w Szwecji partia socjaldemokratyczna, która od razu zaczęła odnosić sukcesy i zajmuje silną pozycję w szwedzkiej polityce do dziś.

W czasie ostatniej wojny Szwecja udzieliła Finlandii dużej pomocy i wspierała ją w wojnie z Sowietami. Również utrzymywała relacje handlowe z Rzeszą, czego Rosja nie może wybaczyć Szwecji do dzisiaj. Jednak najciekawszy rozdział stosunków szwedzko-rosyjskich przypada na lata powojenne.

Oficjalnie nigdy nie było sporu terytorialnego pomiędzy Szwecją a ZSRR. Kraje te bezpośrednio nie graniczyły na lądzie. Żadna ze stron nie podnosiła głośno kwestii granic. To nie znaczy, że problem nie istniał. Nikt nie kwapił się również z uregulowaniem po drugiej wojnie światowej kwestii granic morskich mimo, że sytuacja geopolityczna bardzo zmieniła się. Zniknęły z mapy kraje bałtyckie oraz Prusy Wschodnie. Sowieci jednostronnie ustanowili granice na Bałtyku. Długo trwały negocjacje w sprawie ustanowienia granic szelfu kontynentalnego oraz granic stref połowu ryb w Bałtyku między Szwecją a ZSRR. Dopiero w roku 1977 i 1978 podpisano w związku z tym kilka umów oraz protokołów, które ostatecznie szwedzki rigsdag ratyfikował 9 marca 1978 r.

Wydawało się, że podpisanie tych umów ostatecznie załatwia sprawę przynależności wysp Gotland, Fårö oraz Gotska Sandön do Szwecji. Była to jednak nadzieja iluzoryczna. Rosjanie od bardzo dawna ostrzyli sobie zęby na szwedzkie wyspy na Bałtyku. Wszystko wskazuje na to, że na początku chcieli odebrać niewielką wysepkę Gotska Sandön. Aby zrozumieć o co chodziło w tym cichym sporze trzeba wrócić do wydarzeń sprzed ponad półtorej wieku jakie miały miejsce na tej wyspie.

* * *

Rozwój techniki i przemysłu ma wpływ na jakość uzbrojenia. Używane do tej pory armaty odlewane z brązu zaczęto zastępować żeliwnymi. Pierwszy raz użyto ich w czasie wielu bitew z Turkami (m. in. w czasie wojny krymskiej). Rosja rozpoczęła ich masową produkcję w Zakładach Aleksandrowa w Pietrozawodsku (Karelia) w roku 1848. Od roku 1703 powstawała tam wielka huta żelaza i fabryka broni. W nowe armaty wyposażona została nie tylko artyleria, ale również okręty wojenne.

Żeliwne armaty z Pietrozawodska znalazły się również na małej szwedzkiej wysepce Gotska Sandön. Szwecja nie prowadziła tam działań wojennych z Rosjanami, nie kupowała również broni od Rosji. Zatem jakim sposobem znalazły się one na wyspie?

Otóż 11 sierpnia 1864 roku wyszły w morze dwie nowe, rosyjskie łodzie wojenne. Był to okręt ”Sobol” (Соболь) i kliper ”Jeździec” (Всадник), aby przetestować je na morzu. Kiedy statki znalazły się na pełnym morzu, nastąpiło załamanie pogody. Zerwał się silny wiatr i załogi okrętów rozpoczęły przygotowania do sztormu. Obie jednostki były żaglowcami. Przygotowania trwały cały następny dzień. Drugiego dnia (tj. 12 sierpnia) statki miały jeszcze ze sobą kontakt wzrokowy, jednak wieczorem odpłynęły od siebie na tyle daleko, że przestały się widzieć. Kliper w wyniku silnego sztormu został zniesiony w pobliże brzegu wyspy Gotska Sandön. Łódź przechyliła się na bok i zaczęła szybko nabierać wody. Dowódca klipera wystrzelił rakiety sygnalizacyjne, jednak pomoc ze strony ”Sobola” nie nadeszła. W wysokich falach zaginęło dziewięciu członków załogi klipera, ciał których nie odnaleziono. Sztorm nasilał się i kapitan klipera wydał rozkaz ewakuacji załogi na ląd. W czasie prób dopłynięcia szalupami do brzegu wyspy zginęło kolejnych 15 marynarzy. Tragedię zauważyła obsługa latarni morskiej na wyspie i pospieszyła rozbitkom z pomocą.

W następnych dniach po uspokojeniu się morza kapitan klipera nawiązał kontakt z rosyjskim konsulem na Gotlandii, który miał siedzibę w Visby, dokąd ewakuowano 132 marynarzy pozostałych przy życiu. Na Gotska Sandön zostało kilku członków załogi, którzy czekali na przybycie innych okrętów rosyjskich, aby wyciągnąć kliper z mielizny. Aby akcja wydobycia klipera powiodła się trzeba było wyrzucić z niego wszystko co stanowiło niepotrzebny balast. Za burtę wyrzucono w pierwszej kolejności bardzo ciężkie działa żeliwne. Tym sposobem leżą one na południowej plaży wyspy (pomiędzy Tärudden a Kurtuddendo) do dzisiaj. Jedną z armat przetransportowano niedaleko siedziby parku narodowego i stanowi tam eksponat historyczny. Operacja udała się i kliper został odholowany do twierdzy morskiej Kronstadt pod Sankt-Petersburgiem. Ciała marynarzy, które morze wyrzuciło na brzeg pochowano opodal, jednak do dzisiaj ślad po mogiłach zatarł się. W roku 2005 ogrodzono miejsce pochówku marynarzy rosyjskich i ustawiono tablice z nazwiskami ofiar katastrofy.

* * *

Mimo, że po wojnie przez całe dekady, z małymi przerwami, Szwecją rządzili socjaliści, stosunki sowiecko – szwedzkie nie układały się najlepiej. Okazuje się, że wszystkie kluczowe problemy w stosunkach sowiecko – szwedzkich uregulowali centryści w czasie swoich krótkich rządów, a nie socjaldemokraci, którym chyba zabrakło woli, by stawić czoła problemom bezpieczeństwa kraju, licząc naiwnie, że sowieci uszanują neutralność Szwecji. Jednak dla Rosjan nie ma żadnych świętości.

Na wzajemnych relacjach cieniem kładzie się aresztowanie przez sowietów w roku 1945 Raula Wallenberga (sekretarza ambasady szwedzkiej w Budapeszcie, zaangażowanego w pomoc Żydom), po którym ślad zaginął. Następnie tego samego roku Szwecja włączyła się w konflikt między Danią a ZSRR i po zbombardowaniu Bornholmu przez sowieckie lotnictwo, pośpieszyła z pomocą mieszkańcom wyspy wysyłając im 300 drewnianych domów.

Nie zawsze Szwecja przeciwstawiała się sowietom, czasem również z nimi haniebnie współpracowała. Pamiętamy jak w roku 1946 zostali wydani Sowietom obywatele krajów bałtyckich, którzy schronili się w Szwecji dwa lata wcześniej. Wywołało to protesty nawet wśród Szwedów, którzy działania te uznali za zdradę szwedzkiej niezawisłości. Bardzo możliwe, że Szwedzi ugięli się przed sowieckimi groźbami zajęcia bałtyckich wysp.

Po kilku latach względnego spokoju w relacjach z sowietami, następuje kolejny kryzys. W roku 1950 wojska sowieckie aresztują dwa szwedzkie statki rybackie (Larex i Marion) za przekroczenie granicy morskiej, którą sami wyznaczyli bez porozumienia ze Szwecją.

Dwa lata później sowieci strzelają do nieuzbrojonego, szwedzkiego samolotu łącznikowego typu DC-3 niedaleko wyspy Gotska Sandön, który spada do morza. Wszyscy wojskowi na pokładzie samolotu giną. Trzy dni po zaginięciu tego samolotu, Szwedzi wysyłają nad Bałtyk dwa samoloty typu PBY-5 (popularna nazwa tych samolotów ”Catalinan”, to niewielkie hydroplany, które stacjonowały na lotnisku w Bromma) na poszukiwania zaginionej załogi samolotu DC-3. Radziecki myśliwiec MIG-15 ponownie ostrzeliwuje szwedzkie maszyny w okolicach wyspy Gotska Sandön. Jeden z samolotów został trafiony (nr rejestr. TP-47 002), na szczęście awaryjnie ląduje na wodzie w pobliży zachodnioniemieckiego statku handlowego MS ”Münsterland”, który zabiera na swój pokład pilotów. Te dwa wydarzenia doprowadziły do poważnego kryzysu we wzajemnych relacjach nazywanego przez Szwedów ”Catalinaaffären”. 16 czerwca 1952 roku Sztokholmczycy wyszli na ulice, przed ambasadą sowiecką w Sztokholmie palono paczki z komunistyczną gazetą ”Ny Dag”. Rosjanie oficjalnie nie przyznali się do zestrzelenia szwedzkich samolotów. Dopiero za czasów prezydentury B. Jelcyna, w roku 1991 roku Rosja potwierdziła udział swoich myśliwców w tych incydentach oraz przyznała, że szwedzkie maszyny nie naruszyły przestrzeni powietrznej ZSRR, a działanie sowieckich wojsk były bezpodstawne. To może oznaczać, że już wówczas sowieci nieoficjalnie rościli sobie prawo do wyspy Gotska Sandön i uniemożliwiali Szwedom dostęp do niej.

Od tego czasu, ta maleńka wyspa położona na północ od Gotlandii będzie kilkukrotnie w centrum niepokojących wydarzeń pomiędzy ZSRR a Szwecją.

Następne lata w stosunkach radziecko-szwedzkich to teatr rozgrywek szpiegowskich. W Szwecji schwytano i osądzono około dziesięciu szpiegów pracujących na rzecz ZSRR i innych komunistycznych państw. Jeden ze schwytanych szpiegów pracował dla polskiego wywiadu, który wykonywał również zadania zlecone przez GRU i KGB.

W roku 1961 Szwecja stawia swoje wojska w pełnej gotowości bojowej w obliczu kryzysu dyplomatycznego między ZSRR a Finlandią.

Po dwudziestu latach spokoju w roku 1981 nasila się prawdopodobnie inwigilacja Skandynawii przez sowieckie łodzie podwodne. W październiku tego roku dochodzi do dwóch katastrof. Jedna w okolicach Bornholmu, gdzie sowiecka łódź podwodna wpada w trały rybackie, z których nie mogła sama wyswobodzić się. A drugi wypadek ma miejsce w pobliżu Karlskrony, gdzie na skały podwodne weszła uzbrojona sowiecka łódź podwodna typu S-363 (projekt 613, Szwedzi nieoficjalnie nadali jej miano U 137). Wypadek ten zbiegł się z manewrami w tym rejonie szwedzkiej floty wojennej i testowaniem nowych typów uzbrojenia, które pozyskali od Amerykanów. Sowieci nieudolnie tłumaczyli się z obecności na szwedzkich wodach terytorialnych. Raz wyjaśniali to usterką sprzętu nawigacyjnego, innym razem koniecznością zbliżenia się do granic Szwecji z powodu zagrożenia, jakie ten kraj może stworzyć dla ZSRR. Sowieci do zatrzymanej łodzi podwodnej wysłali kilka niszczycieli i okręt podwodny, które zostały ostrzelane przez szwedzkie wojska ochrony wybrzeża. Rosjanie wiedzieli, że nie mają szans. Niemalże na każdej wyspie u wybrzeży Szwecji były ulokowane baterie wielkokalibrowych dział przeciwlotniczych i przeciwokrętowych o dalekim zasięgu. Kapitan sowieckiej łodzi podwodnej został przesłuchany, przeprowadzono inspekcję radzieckiej łodzi, w której znaleziono ślady promieniotwórczego uranu U238 używanego do produkcji bomb jądrowych. Co oznaczało, że na pokładzie znajduje się lub znajdowała się broń nuklearna. Po dziesięciu dniach Szwedzi odholowali okręt na wody międzynarodowe. Był to niewątpliwie okres największego napięcia na linii Sztokholm – Moskwa. Szwedzi postawili swoje wojska w stan najwyższej gotowości bojowej, a dowódcy otrzymali rozkaz uderzenia w sowietów, jeśli tylko zbliżą się do granic. Na szczęście obyło się bez eskalacji konfliktu.

Po okresie spokoju w roku 1985 dochodzi znów do napięć spowodowanych agresywnym i zaczepnym zachowaniem sowieckiej korwety (klasy Nachodka) w Zatoce Gdańskiej w wyniku czego doszło do zderzenia ze szwedzkim okrętem wojennym HMS ”Orion” (typu A201). Na szczęście nie było ofiar, uszkodzenia jednostek były niewielkie. Miało to miejsce w czasie ćwiczeń na Bałtyku sowieckiej floty, którym Szwedzi bacznie przyglądali się.

Sowieci widząc, że Szwedzi posiadają skuteczną obronę wybrzeża i w otwartym konflikcie na morzu mogą ponieść spore straty nieco odstąpili. Po sześciu latach Związek Sowiecki rozpada się, następuje załamanie gospodarcze, słabnie potencjał wojskowy Rosji. Szwecja myśląc, że przyszła odwilż w relacjach Rosji z Zachodem, rozpoczyna demontaż systemu obrony wybrzeża. Jednak Rosja za czasu rządów Putina szybko odbudowuje swój potencjał wojskowy. Bez wątpienia Rosjanie nie zapomnieli o szwedzkich wyspach na Bałtyku, o duńskim Bornholmie oraz o fińskich i estońskich wyspach, które mają strategiczne znaczenie dla kontroli wojskowej tego akwenu. W marcu i kwietniu 2013 roku rosyjskie myśliwce Su-27 i bombowce Tu-22 kilkukrotnie naruszały przestrzeń powietrzną Szwecji w okolicach wyspy Gotska Sandön. W roku 2015 Szwecję obiegła informacja o pojawieniu się rosyjskich łodzi podwodnych u wybrzeży kraju. W grudniu 2016 roku szwedzki wywiad łapie na gorącym uczynku obywatela Litwy, który fotografuje szwedzką bazę wojenną w okolicach Bålsta. To Rosjanin z litewskim paszportem, który szpiegował na rzecz Rosji.

Działania Rosji w Szwecji po roku 1995 stają się na tyle niepokojące, że powstał nawet raport SÄPO o działaniach szpiegowskich tego kraju. Mówi się w nim m. in, że na około stu rosyjskich pracowników dyplomatycznych w Szwecji co najmniej 30 zajmuje się szpiegostwem. Działania te skupiają się głównie na rozpoznawaniu potencjału wojskowego Szwecji, na przemyśle, głównie z sektora wysokich technologii, na inwigilacji szwedzkich naukowców i studentów, skupisk emigrantów rosyjskich, a także na zbieraniu opinii społecznych wśród Szwedów. Przed trzema laty w październiku po wieczorku poświęconym rosyjskiej literaturze wystąpił pracownik ambasady rosyjskiej i instruował obecnych na co powinni – jako dobrzy Rosjanie – zwracać uwagę i kogo informować o różnych zjawiskach w Szwecji. W ostatnim czasie Szwecja zauważyła wykorzystywanie przez Rosję turystów odwiedzających Gotlandię do zbierania informacji o rozlokowaniu i potencjale szwedzkich wojsk na wyspie.

Po agresji Moskwy na Ukrainę w roku 2014, Szwecja zdecydowanie potępiła Rosję. Rok później Szwecja wydala rosyjskiego dyplomatę za działania sprzeczne z Wiedeńską Konwencją, co jest równoznaczne z oskarżeniem go o działalność szpiegowską. Moskwa odpowiada tym samym. W Rosji rozpoczyna się kampania informacyjna skierowana przeciwko Szwecji. Powodem jest zbliżenie Szwecji z NATO oraz odważna i niezależna polityka Szwecji wobec Rosji. Rosyjska telewizja emituje programy oczerniające i ośmieszające Szwecję. Jeszcze więcej podobnych materiałów krąży w sieci. Trzeba przy tym zaznaczyć, że dokładnie to samo robią polskie środowiska prawicowe i nacjonalistyczne. Szwecja jest atakowana z dwóch stron. Czyżby to był przypadek?

W marcu 2015 roku Rosja przeprowadza ćwiczenia na Bałtyku przy udziale ok. 33 tys. żołnierzy, które faktycznie były symulacją ataku na Gotlandię, Fårö i Gotska Sandön. Te działania miały na celu pokazanie Szwecji, że wyspy te w każdej chwili mogą zostać opanowane przez Rosję. Gotska Sandön to praktycznie niezamieszkana wyspa (o wymiarach 9 km na 6 km) i nie broniona przez nikogo, na której znajduje się rezerwat przyrody. Mogłaby zostać łatwo zajęta, następnie szybko i tanim kosztem zostałaby przekształcona przez Rosjan w bazę wojskową, co miałoby niepoślednie znaczenie dla bezpieczeństwa nie tylko Szwecji, ale również innych nadbałtyckich krajów.

Szwedzi zauważają, że do niebezpiecznych działań Rosji dochodzi jeszcze zagrożenie ze strony Chin i jak twierdzą analitycy, niektóre poczynania tych krajów są ze sobą skoordynowane. Mówił o tym w roku 2018 szef szwedzkiego kontrwywiadu Daniel Stenling. Poza tym ubiegłoroczny raport Szwedzkiego Instytutu Badań nad Obronnością i Bezpieczeństwem ujawnia, że Rosja od roku 2009 czyni stale przygotowania do dużych i długotrwałych działań wojennych w tym regionie. Ogromnie niepokojące są rosyjskie projekty wdrożenia do tych działań mieszkańców Szwecji rosyjskiego pochodzenia. Powraca zatem u Rosjan stara idea tworzenia tzw. piątej kolumny i wykorzystania jej w działaniach wojennych. Coś na wzór tego, co wydarzyło się na Krymie, w Donbasie, a wcześniej w Naddniestrzu. Rosjanie mają już doświadczenie jak to się robi i ciągle doskonalą socjotechnikę (propaganda, manipulacja, dezinformacja), aby pozyskać miejscową ludność.

Rosja zapewne nie odpuści. Bo kto ma Gotlandię, Fårö czy Gotska Sandön, ten ma kontrolę nad środkowym Bałtykiem. Należy zatem spodziewać się dalszych wojskowych i wywiadowczych działań Rosji oraz prowokacji w pobliżu tych wysp i nie tylko. Wiedzą o tym doskonale Szwedzi. Dlatego w roku 2016 wróciły szwedzkie wojska na Gotlandię i zapewne ich potencjał będzie ulegał systematycznie wzmocnieniu, mimo różnych problemów trapiących szwedzką armię.

Jedynym pocieszeniem może być to, że na razie Rosja skupia się bardziej na działaniach przeciwko Finlandii, z którą nie jest do końca załatwiony problem graniczny oraz gdzie mieszka duże skupisko Rosjan. Finowie nie zapomnieli o dużych obszarach Karelii zrabowanych im przez sowietów po ostatniej wojnie i zapewne wcześniej czy później będą się o te ziemie upominać. W ostatnich latach W. Putin spotykał się kilkukrotnie z prezydentem Finlandii S. Niinistö. Przedmiotem rozmów była współpraca Finlandii z NATO. Prezydent Rosji nigdy nie zapominał przy tej okazji postraszyć Finów, pytając ich, jak tak mały liczebnie kraj chce ochronić swoją granicę z Rosją o długości ok. 1300 km?  Ale to tylko pozorna pociecha. W razie konfliktu Rosji z NATO, chcąc nie chcąc, Szwecja zostanie weń wciągnięta i zapewne na Gotska Sandön wylądują pierwsze rosyjskie łodzie desantowe. Jako przyczynę Rosjanie wskażą konieczność opieki nad cmentarzem rosyjskich marynarzy lub podadzą inny niedorzeczny powód.

W roku 2016 po silnym sztormie fale odsłoniły szkielet na brzegu Godska Sandön. Początkowo sądzono, że to szczątki jednego z zaginionych rosyjskich marynarzy z klipera ”Jeździec”. Wówczas Rosjanie znów rozpoczęli dyskusję o cmentarzu na wyspie. Badania jednak wykazały, że kości te należą do młodej kobiety i leżą na wyspie od ponad 200 lat. Sprawa ucichła, jednak niewykluczone, że Rosja będzie w przyszłości domagać się, aby na cmentarzu postawić pomnik i uruchomić rejsy na wyspę dla rosyjskich turystów. Może wymyślą jakieś badania archeologiczne na cmentarzu, aby tylko tam wejść, a prowadzone wykopaliska będą przeciągały się w nieskończoność. Później, jak znam życie, pojawią się kolejne żądania.

Szwecja musi mieć oczy szeroko otwarte. Wejście do ukraińskiego Donbasu Rosjanie usprawiedliwiali potrzebą ochrony rosyjskiego języka w tym regionie. Wejście do wschodnich części Polski 17 września 1939 roku sowieci argumentowali tym, że w tym czasie w Polsce nie działał już rząd, który ewakuował się do Rumunii. Argumentacja absurdalna, to tak jakby można było zrabować komuś dom w sytuacji kiedy jego gospodarz ucieka z niego przed pożarem czy powodzią. Oto przykłady sowieckiej i rosyjskiej logiki. Jak widać dla Rosjan każdy argument jest dobry, aby usprawiedliwić swoje bezprawne działania.

Andrzej B. Lewkowicz

Lämna ett svar