Świece z Tyszowca

Potop szwedzki na trwale zapisał się na kartach historii Rzeczypospolitej. I to nie tylko w wersji, którą spisał Henryk Sienkiewicz. Gdy czyta się o historii polskich miast, to niemal bez przerwy natrafiamy na informacje o starych zamkach i klasztorach, które w trakcie szwedzkie najazdu zostały zniszczone i nigdy już się z ruin nie podniosły.

Kierując się z Zamościa na południowy-wschód docieramy do Tyszowca nazywanego często Szwecją. Mieszkańców tego małego miasteczka liczącego zaledwie 2.400 osób, nazywani są często Szwedami. Dlaczego? Tu trzeba się cofnąć do czasów Potopu Szwedzkiego.

25 lipca 1655 roku Szwedzi złamawszy dwudziestoletni rozejm zawarty w Sztumskiej Woli rozpoczęli zwycięski marsz i w krótkim czasie cała Rzeczpospolita znalazła się w rękach Szwedów. Sejmiki szlacheckie jeden po drugim składały Karolowi Gustawowi wiernopoddańcze oświadczenia, ale nie oznaczało to wcale, że Szwedami zupełnie wygasła. 29 grudnia 1655 roku doszło w Tyszowcach do zawiązania konfederacji przeciwko Szwedom, którą podpisały dwie główne grupy szlachty: wojska hetmana Stanisława Potockiego i Stanisława Lanckorońskiego (oddziały uległy w walce ze Szwedami w październiku i listopadzie tegoż roku), oraz skonfederowane już wcześniej wojska litewskie, które oderwały się od Radziwiłła, w chwili gdy ten skapitulował.

Wydany dwa dni później, 31 grudnia, uniwersał konfederacji, wzywał szlachtę do pospolitego ruszenia. Jako przyczynę wypowiedzenia posłuszeństwa królowi szwedzkiemu przyjęto „niegodne zachowanie się króla Karola Gustawa, niedotrzymywanie obietnic, pustoszenie i rabowanie kościołów oraz obleganie Jasnej Góry”.

Jak głoszą zapisy historyczne, tuż przed zawarciem konfederacji w Tyszowcach, Szwedzi chcieli dojść do porozumienia z miejscową ludnością. Aby zrzucić z siebie miano „antychrystów”, którzy nie potrafią uszanować Jasnej Góry i kościołów, ofiarowali parafii w Tyszowcach światło wotywne. Świeca podarowana przez Szwedów była niezwykła. Liczyła 6 metrów wysokości. Świeca miała zapłonąć w kościele w chwili zaprzysiężenia konfederacji. Zapalono ją, ale nagle zgasła. Kościelny chcąc przedłużyć knot, odkroił kawałek świecy i okazało się, że w środku jest proch strzelniczy. Zamach szwedzki się nie udał.

Do dzisiaj, na pamiątkę tego niecnego szwedzkiego podstępu, w Tyszowcach odlewane są takie olbrzymie świece liczące od 5 do 6 metrów. Dawniej odlewały je trzy cechy: szewski, kowalski i kuśnierski. Odlewa się je według dawnego przepisu. W stodole lub dzwonnicy ustawia się wysokie rusztowanie aż pod sam sufit. Na rusztowaniu zawiesza się koło od wozu a na nim trzy knoty. Knoty przygotowuje się z konopnych lub bawełnianych nici o długości 6 metrów i grubości 8 milimetrów. Na końcu każdego knota przymocowuje się 30-40 centymetrowe drewienko, taką grubość mają bowiem później świece. Knot od góry polewany jest rozgrzanym pszczelim woskiem przy ciągłym obracaniu kołem. Po mniej więcej 50 polaniach woskiem, świeca jest gotowa. Odlewanie trwa cały dzień i bierze w nim udział 5-6 mężczyzn. W ten sposób powstaje 50 kilogramowa świeca.

Są one noszone aż po dzień dzisiejszy w procesjach Bożego Ciała. Przed każdymi świętami odlewane są nowe. W czasie oktawy Bożego Ciała świece noszono dwa razy dziennie, rano na mszy i wieczorem na nieszporach wokół kościoła. Procesja w Boże Ciało zawsze szła z nowego kościoła na Jurdykę, a więc miejsce gdzie zawiązana została konfederacja.

Dla Tyszowiaków świece to coś więcej niż tylko stara tradycja. W czasie rozbiorów świece noszono obwiązane w biało-czerwone wstążki. Podczas drugiej wojny światowej przed dwa pierwsze lata okupacji podtrzymywano jeszcze ten zwyczaj, później Niemcy zabronili noszenia świec, a sam kościół zamienili w spichlerz. Po wojnie w roku 1947 władze zabrały miastu wielowiekowe pozwolenie na garbowanie skór i szycie butów, co doprowadziło do upadku słynnego cechu szewskiego, który podtrzymywał stary zwyczaj wyrabiania świec. Później jeszcze tylko w 1959 roku odlano cztery świece, które miały służyć do liturgii kościelnej.

Dopiero za czasów Solidarności, w roku 1981, w Tyszowcach odlano, po długiej przerwie, dwie nowe świece. Jedna została w miejscowym kościele, drugą zawieziono do Częstochowy. Można ją oglądać w sali rycerskiej na Jasnej Górze. W 1983 roku powrócono do starej tradycji: w Boże Ciało ruszyła procesja ze świecami, tą samą trasą – z nowego kościoła na Jurdykę, w miejsce gdzie polska szlachta zawiązała konfederację przeciwko Szwedom.

opr. Strefa.Se

Lämna ett svar