O koronawirusie filozoficznie

Że koronawirus zabija, już wiemy. Ale nie wszyscy dopuszczają myśl, że kryzys w pewnym sensie zafundowaliśmy sobie sami, bo potrzebujemy kryzysów, by móc pójść dalej. Do tej (nie mojej, ale wydaje się prawdziwej) tezy będę jeszcze powracał, bo mam wrażenie, że coś w tym jest. Myślę, że w nas samych, w rasie, istnieje rodzaj ciernia, niepokojąca ciemna strona, cecha powodująca że sami wywołujemy kryzysy, dając tak ujście wewnętrznym duchowym napięciom.

Procesy demokratyczne budujące społeczeństwo, według francuskiego filozofa Pierre-Henri Tavoillota, mieszczą się w pięciu komponentach: człowiek, państwo, powszechna opinia, reguły, opowieść kim jesteśmy.

Mnie się podoba. Szczególnie pierwszy moduł – człowiek/dusza oraz ostatni, szydełkowanie opowieści o sobie. Zewsząd, ze wszystkich publikatorów, telewizji, kina, sceny, książki, docierają do nas wątki nadbudowujące atmosferę niedosytu, tęsknoty, niepokoju, słowem coraz bardziej wyraziste zapowiedź nadchodzącej grozy apokalipsy. Wynikać to może, myślę, z podświadomego oczekiwania na potrzeby nowej opowieści. Na workshopach, konferencjach, panelach dyskusyjnych, nieomal zawsze w jakimś momencie uczestnicy słyszą: Abyśmy mogli pójść dalej, niezbędna jest nowa opowieść.

Jest coś desperackiego w nawoływaniu i tęsknocie – a jednocześnie strachu przed ową nową – do ciągle oczekiwanej, niesprecyzowanej, a apokaliptycznej opowieści. Jest gdzieś, „tam”, nie wiadomo kiedy nadejdzie, ale jest blisko, już słychać tętent jej koni. Albo jeszcze inaczej, ferment zmian społecznych budujących nową opowieść nie przychodzi „skądeś”, to proces zdążający do finału, szczytowy i dramatyczny punktu, gdy polityka i wynikające z niej społeczne przymusy, zderzają się z naturalnym biegiem życia.

W dzisiejszym świecie w różnym stopniu, zależnym od charakteru, cech narodowych i tradycji, w czasach kiedy tak zwany świat cywilizowany /?/ rezygnuje z klasycznego wykształcenia i odchodzi od instytucjonalnej religii, gdy znikają powszechnie uznawane autorytety, kryzys jest tym czego człowiek – świadomie lub nie – oczekuje. Przybądź nowy porządku, bo źle mi w tym, co mną rządzi! Ach przybądź! I przybywa, ale zawsze z piorunami i gradobiciem, ponieważ tylko ekstraordynaryjne wydarzenia uczą!

Wyczekiwana nowa opowieść szerokie ma ramy i mieści wiele, niestety rzadko kiedy miłe człowiekowi wątki. Zadziwiające jak wraz z nową pan-opowieścią, czym być może okaże się koronawirus, już od pierwszych dni pojawiły się „recepty” i nauki, jak należy z pandemii postępować, żeby ją szybko unieszkodliwić, a – co symptomatyczne – najczęściej nie są to medycy. Od „zielonych” poczynając, a na nacjonalistach, nazistach i religijnie nawiedzonych kończąc. Poprzez różne poważne i mniej poważne partie polityczne i stronnictwa, idą próby podczepienia się pod pandemię ze swoimi propagandowymi dźwigniami.

Nie można dziś jeszcze powiedzieć (pisane w połowie maja 2020) ani tym bardziej przewidzieć, czego ten łagodny w porównaniu z dżumą, czarną ospą, cholerą, pandemiczny kryzys nas nauczy, ale na pewno zmusi do choć częściowego wyhamowania obłędnego komercyjnego biegu bez przeszkód.

To bolesne, że opłacamy ofiarami budowanie nowej opowieści. Czy odwieczny puls świata poprowadzi nas, ciebie i mnie, ku lepszemu jutru, czy ściągnie w tył? Pomoże duszy znaleźć miejsce w nowym i jeszcze nienazwanym, czy dalej pogrążać będzie w marazmie bezideowej pustki?

Odpowiedź trudna, bo na wskroś indywidualna. Ty i ja, my wszyscy razem, ale po pierwsze każdy z osobna, musimy znaleźć siły, by nowa opowieść oznaczała ciepło płynące z dnia dzisiejszego w jutrzejszy, i tak toczy się karuzela marzeń i westchnień, turkocą koła snów, mienią się tęcze nadziei.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar