PODRÓŻE PO POLSCE: Zamek w Liwie

Zamek w Liwie to gotycka budowla książęca, wzniesiona w piętnastym stuleciu. Pobudowana została początkowo jako strażnica graniczna. Budowlę tę wzniesiono na polecenie księcia mazowieckiego Janusza I Starszego, który przed 1429 rokiem zlecił to zadanie mistrzowi murarskiemu Niclosowi.

Warownię wzniesiono na lewym brzegu Liwca, na wschód od miasta lokowanego w 1421 roku, w celu kontroli przeprawy towarowej przez rzekę. Przy okazji zamek stanowił wartownię na wschodniej granicy księstwa mazowieckiego. Zamek w Liwie wymienia najwcześniejsze polskie źródło heraldyczne, datowane na lata 1464-1480, kronikarza Jana Długosza. Autor od nazwy polskiego rodu szlacheckiego rezydującego na zamku w Liwie wywodzi nazwę polskiego herbu szlacheckiego Doliwa zapisując informację o herbie wśród 71 najstarszych polskich herbów szlacheckich we fragmencie:

Dolywa, que in linea trans versali alba tres rosas rubeas in campo celestino defert; a castro Lyw in Mazouia denominata. Genus Polonicum; viri ad potacionem et largitionem procliui.

W roku 1657 wojska szwedzkie ostrzelały zamek z ogromnych dział oblężniczych, a po jego zdobyciu w części go spaliły. Po raz kolejny warownia uległa zniszczeniom z rąk wojsk szwedzkich w 1700 roku. Po zniszczeniach wojennych tej gotyckiej warowni nie odbudowano.

Na piwnicach spalonego Domu Dużego, wzniesiono drewniany dom kancelarii, który służył starostom liwskim do końca XVIII wieku. Pod koniec XVIII wieku, decyzją starosty Tadeusza Grabianki, na miejscu Domu Małego, wzniesiono murowany barokowy dwór. Parterowy obiekt z dachem mansardowym postawiony został w 1782 roku. Powoli był on dewastowany i rozbierany. Uległ ostatecznemu zniszczeniu w latach latach 1846-1855. Przez pewien czas w zachowanej wieży mieściła się kuźnia.

Po roku 1918 dokonano tu niewielkich prac badawczych i zabezpieczenia ruin. Nie przystąpiono jednak do większych prac budowlanych. Dopiero podczas II wojny światowej, ruinami zainteresowały się niemieckie władze, źle poinformowane, że budowla ta była niegdyś krzyżacka. Niemcy zabezpieczyli obiekt i rozpoczęli prace przy rekonstrukcji wieży. Przerwali je jednak natychmiast po tym, jak wyszła na jaw prawda historyczna. Po wojnie dokonano zabezpieczenia w formie trwałej ruiny zachowanych gotyckich murów i dokończono rekonstrukcję wieży bramnej.

Z warownią wiąże się pewna legenda:

Było to dawno temu. Zamek liwski był piękny i potężny. Rządził nim kasztelan, rycerz dobry i szczodrobliwy. Miał on żonę urody wielkiej imieniem Ludwika, którą wiernie miłował. Ona też kochała go całym sercem. Ale wielu jest ludzi złych na świecie, którzy zawistnym okiem patrzą na cudze szczęście. Pewnego razu kasztelan obdarował swą Ludwikę drogim pierścieniem z brylantem. Wielka była jej radość z podarunku, ale cóż, kiedy w krótkim czasie klejnot ten zaginął i na nic zdały się wszelkie poszukiwania. Aby pocieszyć żonę kasztelan zamówił u złotnika następny. Nie minęły dwa dni i ten także przepadł. Kasztelan był człowiekiem prawym, ale zazdrosnym i popędliwym. Wezwał do siebie małżonkę i wręczył jej trzeci pierścień, równie kosztowny i piękny jak poprzednie. Jeśli i ten klejnot zginie, pod sąd cię oddam i o niewierność przed całym światem oskarżę… – powiedział żonie kasztelan. Aż w końcu trzeci pierścień zniknął. Długo hamowana wściekłość zazdrośnika wybuchnęła z całą mocą. Na jego rozkaz strażnicy zawlekli Ludwikę przed sąd, który w dwa pacierze wydał wyrok: – Winna zdrady, tedy ściętą być musi — orzekli sędziowie. Jedynie kapelan zamkowy ulitował się nad skazaną i poprosił sędziów o sąd Boży. Ludwika mogłaby zostać uwolniona od winy i kary, jeśli przewierci palcem cegłę, którą jej zostawiono na noc w lochu. Każdy z was wie, że nic z tego wyjść nie mogło. Utwierdzeni w swoich przekonaniach sędziowie wezwali kata miejskiego na zamek, aby dopełnić wydany wyrok. Była pełnia księżyca. Wielki czerwony księżyc oświetlał podwórzec, pośrodku którego, obok pnia przykrytego suknem, Stał nieporuszenie obnażony do pasa kat, wsparty na wielkim mieczu. Jego głowę i twarz skrywał kaptur. Zegar na wieży kościelnej właśnie wybił północ, kiedy drzwi lochu rozwarły się ze zgrzytem i halabardnicy wywiedli panią Ludwikę na dziedziniec. Jestem niewinna! – wykrzyknęła nieszczęsna kobieta w stronę okna, w którym pojawił się mąż. Kasztelan stał niewzruszony. Na jego znak błysnął miecz i głowa pięknej kobiety spadła. Minął miesiąc od egzekucji kobiety, a kasztelan nie mógł sobie znaleźć miejsca. Aby odpędzić złe myśli, zajął się długo odkładanym remontem wieży. Pod wieczór do jego komnaty pędem wpadło kilku dworzan, którzy z poddasza wieży przynieśli niezwykłe znalezisko. Było to ptasie gniazdo z trzema brylantowymi pierścieniami w środku. – Sroka, panie – krzyczeli słudzy jeden przez drugiego – przez nią nasza pani zginęła niewinnie!
Kasztelan zamarł ze zgrozy. – Odejdźcie – rzekł w końcu cichym głosem – chcę być sam. Następnego dnia znaleziono go na bruku pod wieżą. Leżał tam z roztrzaskaną głową. Rzucił się ze szczytu baszty, widocznie wyrzuty sumienia nią dały mu żyć dłużej. Od pory na zamku straszy. Pojawia się zjawa w sukni z żółtego materiału. Nie jest to zły upiór, tylko duch niewinnej ofiary spisku, która szuka oczyszczenia w oczach ludzkich. Kto chciałby pomóc kasztelanowej, musi wybrać się o północku w czasie pełni księżycowej do ruin zamku, a wtedy już ona powie, jak jej dopomóc można i od cierpienia doczesnego uwolnić.

Ewa Michałowska-Walkiewicz

Foto: Ewa Michałowska-Walkiewicz

4 reaktioner på ”PODRÓŻE PO POLSCE: Zamek w Liwie

  1. Nie znałam tego miejsca – luks artykuł, proszę o więcej takich może w ten sposób odmrozimy po epidemii wirusa naszą turystykę i bogatą historię Polski.

Lämna ett svar