Tuttar Viken

Kobiety sztokholmskiego archipelagu, cudownie rozrzuconych wzdłuż poszarpanego wybrzeża Bałtyku wysp, wysepek i zatoczek, miały swój i tylko swój zawód, mężczyzn nie przyjmowano. Były wioślarkami i zapewniały komunikację między wyspami, a działo się to w odległych czasach, gdy o pajęczynie mostów rajcowie dopiero zaczynali myśleć.

To nie były żarty, ramiona młodych dziewcząt, dojrzałych kobiet, matek i żon, ich barki, zrogowaciałe dłonie, nogi, były jedynym napędem ciężkich wiosłowych kryp i tratw towarowych połączonych grubą liną z drugim brzegiem. Miały swój cech, swoje szczeble kariery i zasługi, miały swój honor i dumę zawodową.

Najwięcej pracy czekało je latem. Nieomal nie wychodząc z łodzi kursowały dzień i noc pomiędzy gęsto zaludnionymi siedmioma wyspami, na których rozpostarł się Sztokholm. Te miesiące były ich znojem i zarazem żyłą złota. Pracowały na zimowy chłód i głód, kiedy lód odbierał im pracę.

Sztokholmskie wioślarki miały swoje tradycje i zasady, jak również doroczny Wielki Dzień. Letnie spotkanie charakteryzujące się tym, że tego dnia zamierała miejska komunikacja na wodach Sztokholmu. Otóż w tydzień po Midsommarze zjeżdżały się – raczej spływały, na czele z Zarządem Cechu, do Morgon Viken, zatoczki z niespodziewanie dużą złocistą plażą, otoczoną jakby z rozmysłem skałami.

Mogrön Viken, znacznie zmieniona od czasów o których tu mówimy, leży w pobliżu Slussen i można ją znaleźć z nazwy tylko na szczegółowych mapach Sztokholmu. Ulica nazwała zatoczkę, z powodów o których za chwilę, Tuttar Viken i tak już zostało. W okolicach Starego Miasta każdy przechodzeń, jeśli to Sztokholmianin, wskaże bez trudu gdzie leży Tuttar Viken.

Tego dnia, zazwyczaj w promieniach upalnego słońca, wioślarki schodziły się od rana. Panny, mężatki, kobiety w średnim wieku, przybywały do Tuttar Viken i rozsiadały na plaży, pod drzewami, u podnóża masywnej skały, na skalnych półkach i czekały na przybycie zarząd cechu i jury.

Było południe. Wkoło rozbrzmiewał śmiech i wesołe żarty, a piasek na szczęście nie parzył jeszcze zbyt uciążliwie gołych stóp. Wówczas, identycznie jak co roku o godzinie dwunastej w południe, ze skały za którą rozciągały się zabudowania, rozległ się pojedynczy wystrzał. Strzelał, jak nakazywała tradycja, komendant policji dzielnicy Slussen.

Na ten sygnał, wśród głośnych śmiechów, kobiety prostowały ramiona, zrzucały z siebie odzienie i dumnie wypinały nagie piersi, a na oddalonych nieco okolicznych skałach frenetycznie migotał odblask szkieł lornetek.

Zdarzały się oczywiście oszukaństwa. Niektóre wioślarki podtrzymywały piersi rękami, ale były natychmiast surowo karcone:

– Zabierz natychmiast te ręce! Oszukujesz!

– I kto to robi! Tobie nawet dwie pary rąk by nie pomogły!

Szło bowiem o nie byle co, o to która wioślarka ma najkształtniejsze piersi. Wszystkie miały twarze, dekolty i ręce do łokci, opalone na intensywny brąz. Ale nie piersi. Te pozostawały spowite w tajemniczą biel, dziewiczą przeźroczystość. Na tle monotonnej jasności odcinały się ciemne obwódki dokoła sutków, harmonijnie kontrastujące z intensywnym brązem twarzy i mocnych ramion.

Były wśród nich również zwiotczałe, zwisające egzemplarze, jednak większość wioślarek prezentowała świetnie rozwinięte mięśnie klatki piersiowej, które dobrze podtrzymywały piersi i nie dawały im opaść pod wpływem bezlitosnych sił grawitacji.

Niektóre wioślarki, częstokroć te najmłodsze, biadały, że maja nierówne piersi, ale były pocieszane przez starsze:

– To żadne zmartwienie! Na pewno niedługo podsunie się do ciebie jakiś przystojny kawaler i tak ci uklepie piersi, że będą równe! Nie martw się, nie jesteś pierwsza!

Jury niezmordowanie krążyło po plaży, a gdy potem członkinie jury siadły na uboczu aby się naradzić, wszystkie spojrzenia skierowane były w ich stronę. Gdy wreszcie podniosły się i ogłosiły wynik, z paru piersi wyrwało się ciężkie westchnienie, ale większość przyjęła decyzję jury z aplauzem. Również na skałach rozległy się oklaski. Niestety nieliczne, bowiem tylko niewielu obserwatorów miało odpowiednio silne lornetki.

Jury nie miało w tym roku trudności w wytypowaniu najpiękniejszych piersi. Szesnastoletnia Kristina, wioślarka z dzielnicy Bromma, była poza konkurencja i została Miss Tuttar na najbliższy 1912 rok.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar