Final solution?

Żyjemy w czasie morowym. Czy czujemy się morowo? Nawet, jeśli nie odnotowujemy żadnych symptomów typowych dla tego szczególnie groźnego rodzaju grypy (i nawet należąc do grupy – z racji wieku, czy stanu zdrowia – szczególnie zagrożonej) przestrzegamy zdroworozsądkowych wymogów ostrożności, to jednak codzienna obserwacja doniesień medialnych wywołuje pewien stres.

Szwecja jest bodaj jedynym krajem w Europie (a może nawet na świecie), który podchodzi do problemu zarazy – sądząc po decyzjach rządu (lub ich braku), w pewnym stopniu uzależnionych od opinii fachowców, w tym wypadku epidemiologów z Folkhälsomyndighet – w sposób zaskakująco niefrasobliwy. Od lutego czy początku marca zabierano się do przygotowań na wypadek epidemii,rozwijającej się dynamicznie w Chinach, później we Włoszech, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, USA, w sposób dość ślamazarny.

Z jednej strony zadbano o przygotowanie szpitali polowych, jak ten z 300 łóżkami w Älvsjö dla pacjentów wymagających terapii intensywnej. Ale uruchomienie tych możliwości uległo zwłoce. Równocześnie szwankowały tak ważne elementy, jak zaopatrzenie personelu w maski i przyłbice, szczególnie dotkliwy problem dla służb odpowiedzialnych za opiekę nad samotnymi osobami starszymi, a także personelu domów starców, gdzie wkrótce ujawniono dużą ilość zarażeń i zgonów.

Uniwersalnym panaceum dla seniorów stała się rada: zostań w domu i kuruj się sam. Alarmowe numery 1177 i 112 na ogół przedstawiały przeszkodę nie do pokonania w związku z nadmierną ilością chorych. Władze i eksperci już na wczesnym etapie zdali sobie sprawę, że niebawem przed służbą zdrowia stanie moralnie trudny wybór: komu udostępnić respiratory – ludziom starszym, z mniejszymi szansami na wyzdrowienie, czy młodszym? Wszystkie te trudności decydenci (przedstawiciele rządu i eksperci) zbywali wykrętnymi rozważaniami o niewystarczającej ilości danych, opóźnieniach w statystyce, za małej ilości przeprowadzonych kontroli zarażenia.

A wystarczy choćby porównać aktualne, oficjalne liczby zgonów w małej 9-milionowej Szwecji (ok. 2700) z podobnymi (ok. 700) w Polsce liczącej 38 milionów, nawet jeśli uznać oficjalne dane PIS-u za zaniżone o 50%. Wypowiadający się w TV eksperci w zakresie biologii i matematyki, prognozujący, że ilość ofiar śmiertelnych w Szwecji sięgnie cyfry 10 do 40 tysięcy, nie próbowali skonfrontować swych prognoz z podobną statystyką w innych krajach, tych najsilniej dotkniętych epidemią.

Najbardziej jednak zadziwia i niepokoi brak w Szwecji większości podjętych w innych krajach ograniczeń mobilności społeczeństwa. Dobre rady, do których niewielu się stosuje, to tylko zwiększenie ryzyka zarażenia. Parlament podjął uchwałę upoważniającą rząd do pewnych kroków, ale rząd z tych uprawnień rzadko korzysta. Przedszkola, szkoły i uczelnie są na ogół otwarte, restauracje cieszą się dużym powodzeniem, a efektem może być druga, masowa fala zarażeń. Pir wo wremja czumy (Uczta w czasie zarazy)?

Za szczyt niefrasobliwości uznać można nie udowodniony naukowo pogląd, że wielu ludzi młodych przejdzie chorobę bez szwanku i później nastąpi masowy objaw odporności na ponowny jej atak. A skutkiem ubocznym będzie masowe odejście w niebyt dużej ilości osób starszych, którym już nie trzeba będzie wypłacać dobrze zasłużonych emerytur. Eutanazja w białych rękawiczkach?A może ostateczne rozwiązanie kwestii ludzi starszych? Skąd my to znamy…

Już dawno powstała opinia, że Szwedzi, nie znający od ponad 200 lat wojny, w przypadku klęski żywiołowej nie będą w stanie opanować sytuacji. Poza tym może też zachodzić pragnienie utrzymania renomy Szwecji jako raju na ziemi (przyciągającego od dawna tysiące imigrantów) i ideału demokracji, gdzie nie wolno pozbawiać obywateli przywilejów i ograniczać uprawnień. Spora rzesza bezkrytycznych chwalców rządu i ekspertów-epidemiologów zdaje się tego nie rozumieć.

Aleksander Kwiatkowski

Lämna ett svar