Szlakiem legendy

Byłem w Kruszwicy. No, wiecie, wielkie i wypełnione po brzegi mgłą mistyczne jezioro, a na wyspie majaczy wieża opanowana kiedyś przez Myszy. Kraina narodowo-sielskiej ni to bajki ni to legendy. Tymczasem Gopło nie dało się przywitać, odepchnęło mnie. Woda mętna, pełna piany i nieczystości, dalej dziwnie zielona. Działo się coś niechętnego.

Potem poczytałem co przywiozłem ze sobą, oraz co mi życzliwi miejscowi podsunęli i okazało się, że nasz mit założycielski, odejście złego Popiela i nastanie wspaniałej dynastii Piastów,  to w rzeczywistości historia gwałtu, okrucieństw, ognia i spienionych fal jeziora syczących jak smoki.

Tak zaczyna się Polska: od rzezi, rywalizacji, nienawiści, napaści, okrucieństw. Zaś legendarne Myszy ulęgły się z ciał stryjów Popiela, pomordowanych przez niego podstępnie w czasie uczty i wrzuconych do Gopła. Uroczy obrazek początków państwa polskiego: Spuchnięte ciała topielców spycha wiatr i dryfują do brzegu, a z nich wydostają się ociekające Bóg wie czym Myszy.

W dziele o historii Kruszwicy czytam, że niejeden raz późniejsze konflikty dynastyczne, powodowały rzezie mieszkańców i zacięte walki. Gród pustoszał na wiele lat, a jezioro wypełniało się trupami których nikt nie chował, bo nie miał kto.

Kontynuując wątek akwatyczny dodam, że były okresy kiedy mieszkańcy – inaczej oddający się z zapałem rybołówstwu, wzdrygali się przed zapuszczaniem sieci w wody jeziora ponieważ uważali, że ryby obżarte ludzkimi trupami, którymi w dużych ilościach się raczyły, nie będą zbyt smaczne. Mamy więc mit o założeniu najlepszej na świecie całym Polski, nie dość, że okrutny, to jeszcze obrzydliwy.

Być może dlatego trudno mi było przywitać się z Gopłem, oraz mdło mi się robiło kiedy piłem w hotelu herbatę. Na szczęście znalazłem w miejscowym sklepie przezroczystą wodę z uzdrowiska niedaleko Warszawy i przypomniał mi się wtedy obraz Malczewskiego „Zatruta studnia”.

Cóż, samo życie. Pragnąłem zaczerpnąć z krynicy siły i mądrości współplemieńców, a okazało się, że wszystko to co wiąże się ze strukturą państwa, z władzą i polityką, jest przeżarte złem. Organicznie nie lubię polityki, a teraz odwracam się również od manipulowanej historii, od martyrologii, od kościoła (wszak ciałem z ciała tej ziemi był i jest). Zlikwidowany biskup Stanisław, nieszczęsny prezydent Narutowicz zastrzelony w imię jakiejś idei, dla kogoś tak ważnej, że pozwalającej zabić głowę państwa.

Prawdziwa Polska to jest to, co działo się po domach, na podwórkach, targach, na sianie za przeproszeniem, w pasiekach. To smaki i zapachy, domowe obyczaje, wstążki i korale, polonezy i kujawiaki. Szlachciura i  pejsaty Jankiel przy cymbałach.

Męscy szowiniści mogą mówić co chcą, ale to kobiety są prawdziwymi strażniczkami tradycji i ducha „plemiennego”. To one zajmują się „drobiazgami” lekceważonymi przez mężczyzn, którzy zajmują się „celami”. To właśnie w tych drobnych, powtarzających się i codziennych zjawiskach, zatrzymują one i przekazują sobie nawzajem wartości, obyczaje, przepisy i mody, które razem budują odrębność, jaką czuje się przekraczając jakąkolwiek granicę.

Andrzej Szmilichowski

Foto: By Jerzy Strzelecki – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3057834

Lämna ett svar