Zorkrotowa rzeczywistość

Pretensjonalny tytuł książki świetnie pasuje do Aleksandra Zorkrota i jego ostatniej książki. Przede wszystkim dlatego, że nic w twórczości autora mieszkającego, a raczej należałoby powiedzieć – ukrywającego się w Uppsali, nie jest zwykłe i normalne.

Aleksander Zorkrot żyje w swoim świecie: wymyślonym, zanalizowanym, usystematyzowanym, z dala od ludzi i aparatów fotograficznych. Pisze stale – a raczej w sposób zdyscyplinowany. Patrząc na niego z boku, można by powiedzieć, że nic w życiu Zorkrota nie jest proste i normalne. Ale jak zdefiniować normalność?!

„Pełnotłusty sen” to książka przenosząca nas w inną rzeczywistość: rzeczywistość zorkrotową. To kolejna już próba opisania świata –w jakim można czuć się bezpiecznie i dobrze. Oczywiście, w jakimś stopniu rzeczywistości wyśnionej. Jak pisze: Sen stanowi podstawę, na której wznosi się bytowanie człowieka. Jego pomyślność w ciągu dnia zależy w znacznej mierze od dobrego, pomyślnego snu. Wydarzają się we śnie rzeczy najróżniejsze, nie objęte wolą ani świadomością. W czasie snu toczy się również istnienie człowieka – często równie ważne co na jawie.

Odbiór twórczości Zorkrota nie będzie pełen, gdy nie zna się procesu tworzenia jego książek. Bo autor nie pisze – on celebruje pisanie. „Pełnotłusty sen” powstawał 10 lat. Każdego roku Aleksander Zorkrot przez jeden miesiąc lata, pisał dokładnie 10 stron. Nic więcej. Każde słowo jest przemyślane, każdy przecinek, a słowa po prostu wymyślone.

A swoją drogą mamy szczęście: pół realny świat opisywany przez Zorkrota mógł pozostać tylko ideą w jego głowie. On jednak znajduje odwagę – bo jego pisanie to przełamywanie bariery otaczającej go rzeczywistości. I dzięki temu dopuszczeni jesteśmy również do Jego świata.

Ostatnią książkę uppsalskiego autora trudno sklasyfikować jako gatunek. Tak samo, jak trudno było sklasyfikować jego wcześniejsze utwory, chociażby „Ratunek dla ludzkości” z roku 2000. To coś między literaturą piękną, eseistyką, fantastyką… Każdy znajdzie własne określenie.

Mnie fascynuje postać autora i ta jego podróż w świat ponadświadomości. Wspólny znajomy, Zorkrota i mój, opowiedział mi anegdotyczną historię dotyczącą jego osoby. Otóż w 1976 roku Zorkrot wybrał się w odwiedziny do Warszawy. Mieszkał u wspólnego znajomego w podwarszawskim Ursusie. Oni chodzili codziennie rano do pracy, on około południa wybierał się kolejką podmiejską do centrum stolicy. Co tam robił i jak spędzał czas – mało mówił. Któregoś dnia wybrał się znowu. Był czerwiec, właśnie wybuchły protesty, robotnicy Ursusa zablokowali linię kolejową. Wydarzeniami żyła cała Polska, a na pewno cały Ursus. Wieczorem wrócił do domu, gospodarze podekscytowani napiętą historią, wrócili nieco wcześniej. A Zorkrot ze stoickim spokojem opowiedział, że cały dzień spędził na dworcu w Ursusie czekając na pociąg do Warszawy – nic nie widział i nie wiedział nic o protestach, mimo, że odbywały się zaledwie kilkaset metrów od niego. Już wówczas żył w swoim świecie odgradzając się od rzeczywistości.

I ta historia może najlepiej pasuje do jego ostatniej książki:

„Jest sen czasami taki zajmujący, iż niechętnie się go przerywa, wstając do codziennych zajęć. Zwłaszcza dla ludzi mających kłopoty z zaśnięciem oraz z jednorodnym, trwającym nieprzerwanie, czyli pełnotłustym snem, może on być i jest błogosławieństwem. Po przebudzeniu następuje zdziwienie, że się skończył i dookolna rzeczywistość jest identyczna z tą przed zaśnięciem, przed nastąpieniem pełnotłustego snu”.

STREFA.SE

Aleksander Zorkrot: Pełnotłusty sen. Wydawnictwo Polonica, 2009, s.114

Lämna ett svar