ANDRZEJ B. LEWKOWICZ: Quo vadis modersmål?

We wrześniu ubiegłego roku w Sztokholmie nauczyciele języków ojczystych (modersmål) obchodzili okrągłą rocznice 50 lat istnienia w tym mieście, nauczania tego przedmiotu. W Skansenie urządzono uroczystości z tej okazji. Bawiono się hucznie, jednak kiedy po skończonej zabawie opadł kurz, okazało się, że nie przysłonił on mnóstwa problemów związanych z nauczaniem tego przedmiotu.

Wszystko było dobrze, ale do czasu.

Weterani w tym zawodzie wspominają, że kiedyś było inaczej, to znaczy znacznie lepiej. W Szwecji nie było tylu emigrantów, inny też był do nich stosunek Szwedów. Szkoły były bardzo zainteresowane i zaangażowane w to, aby stworzyć jak najlepsze warunki dla nauczania języków ojczystych. W Szwecji nie chciano nikogo na siłę asymilować, wybrano drogę łagodnej, stopniowej integracji, a przez nauczanie języka ojczystego chciano, by emigranci podtrzymywali kontakt ze swoją ojczyzną i kulturą. Języka ojczystego nauczano nie tylko w szkołach podstawowych, ale również w przedszkolach i gimnazjach.

Wszystko zaczęło zmieniać się po rozszerzeniu Unii Europejskiej po roku 2004. Wówczas do Szwecji przybyła duża fala emigrantów z Europy Centralnej i Wschodniej. Między innymi z Polski. Gminy, w których osiedliły się wielkie grupy emigrantów zaczęły odczuwać poważny wzrost wydatków na nauczanie języków ojczystych.

Zaczęto zatem ciąć koszty. W wielu gminach z premedytacją nie szukano nauczycieli, albo robiono to z opóźnieniem, tak, aby nauczanie tego przedmiotu rozpoczęło się nie w sierpniu, a w lutym lub nawet później. Mimo protestów rodziców zaczęto likwidować zajęcia w przedszkolach i gimnazjach oraz zmniejszać wymiar godzin nauczania. To wszystko było możliwe z powodu bardzo nieprecyzyjnych przepisów dotyczących nauczania języka ojczystego. Mówi się w nich, że nauczanie ma zorganizować rektor szkoły, ma ono odbywać się raz w tygodniu w wymiarze jednej lekcji. Jak wiadomo, w Szwecji długość lekcji nie jest ściśle określona. Z mojej praktyki wynika, że może trwać ona od 20 do nawet 90 minut. Zaczęto różnicować czas trwania lekcji w zależności od ilości uczniów i klasy, do której oni uczęszczają. Doszło do tego, że w skrajnym przypadku taka lekcja może trwać pół godziny, co urąga wszelkim zasadom efektywnego nauczania. Wiele gmin zaczęło łączyć zajęcia uczniów z kilku roczników, co doprowadziło do sytuacji, że w zajęciach uczestniczą jednocześnie uczniowie np. kl. 0 – 3. Jak prowadzić z nimi zajęcia? Każdej grupie uczniów trzeba poświęcić osobno czas, co w efekcie pozwala na pracę z jedną grupą przez niecały kwadrans. Trudno jest powstrzymać się, aby nie użyć dosadnych słów. To nie ma nic wspólnego z nauczaniem, powiem więcej, to kpina z nauczania..

Nie tylko urzędnicy gmin i rektorzy szkół nie rozumieją czym jest nauczanie języka ojczystego. Wiele problemów leży również po stronie rodziców, którzy zgłaszają swoje dzieci na nauczanie. W zajęciach powinni brać udział tylko ci uczniowie, którzy w domu posługują się swoim ojczystym językiem. Jak wiadomo w Szwecji jest bardzo dużo małżeństw mieszanych, głównie Szwedów z kobietami z innych krajów. W takich rodzinach mówi się najczęściej po szwedzku. Dzieci nie znają języka matki lub znają go bardzo słabo. Matka chce jednak, aby dziecko nauczyło się jej języka, co ma ułatwić dziecku kontakt z rodziną w kraju matki. Program nauczania języka ojczystego nie przewiduje takich przypadków, to nie jest nauczanie od podstaw języka. Mając w grupie chociażby jednego takiego ucznia nauczyciel musi więcej czasu poświęcić jemu, zaniedbując pozostałych, a to i tak nie przynosi efektów. Przy jednej jednostce lekcyjnej w tygodniu jeszcze nikt nikogo nie nauczył języka. Czasem dochodzi do zupełnie śmiesznych sytuacji, kiedy to dziadkowie próbują zmuszać swoje dzieci, aby wysłały wnuki na modersmål. A kiedy one nie chcą tego zrobić, bo nie czują takiej potrzeby, próbują zapisać je sami, do czego nie mają oczywiście prawa.

Podręczniki.

Prawdę powiedziawszy nauczyciele nie mają z czego uczyć. Brakuje podręczników. Ktoś mógłby powiedzieć – co za problem? Wystarczy zamówić je np. z Polski. Niestety nie jest to takie proste. Jeśli komuś wydaje się, że podręcznik przygotowany dla ucznia w Polsce można wykorzystać do nauczania w Szwecji to jest w wielkim błędzie. Gdyby tak było, to nie istniałby problem z podręcznikami dla polskich szkół na Litwie czy Białorusi. Polskie podręczniki nie zawierają chociażby szwedzkich elementów realiopoznawczych, które są bardzo ważne w procesie nauczania. Nie można również  przetłumaczyć na polski litewskich podręczników i stosować ich w polskich szkole na Litwie. Do nauczania języka polskiego w obcym kraju, powinny być specjalnie napisane podręczniki, które byłyby dostosowane do miejscowych realiów. Wie o tym każdy glottodydaktyk. Oczywiście, jak zwykle, Polski – jako państwa – nie stać na to mimo, że marnowane są tam miliardy złotych, natomiast polscy nauczyciele w Szwecji nie mają na to ani środków, ani czasu. Ale to problem nie tylko z podręcznikami dla polskich uczniów, to dotyczy wszystkich innych języków. Polską i Litwą tutaj posłużyłem się jedynie jako przykładem.

Bardzo często podręczniki stosowane w Szwecji zupełnie nie odpowiadają normom nauczania przyjętym w tym kraju. Pewnego razu szwedzki nauczyciel wchodzi do klasy, gdzie odbywa się lekcja języka pasztuńskiego, aby przekazać nauczycielowi języka ojczystego jakąś informację. Zwraca uwagę na otwartą książkę leżącą na biurku. Książka zawiera obrazek ilustrujący spożywanie posiłku w domu. W pokoju na dywanie siedzą mężczyźni i tylko oni jedzą, natomiast w kuchni krzątają się kobiety i usługują mężczyznom. Szwecja to kraj, który wiele zrobił dla równouprawnienia mężczyzn i kobiet i człowiek urodzony i wychowany tutaj nie mógł przejść obojętnie wobec tego co zobaczył na obrazku w pasztuńskiej książce. Nauczyciela języka pasztuńskiego (język używany w Afganistanie) wezwał rektor szkoły, aby wyjaśnić sprawę. Na pytanie, dlaczego używa podręcznika, który jest zupełnie nieprzystosowany do zasad szwedzkiej kultury, odpowiada, że to jedyny podręcznik jaki cudem udało mu się zdobyć dwadzieścia lat temu i korzysta z niego do dzisiaj, inaczej nie miałby żadnego materiału do nauczania, a za pisanie podręcznika od podstaw nikt mu przecież nie zapłaci. I trudno nie zgodzić się z taką argumentacją. Z jednej strony wymaga się od nauczycieli stosowania odpowiednich materiałów do nauczania, a z drugiej strony wiadomo wszystkim, że takich materiałów nie ma i nikt nie kwapi się, aby tę sprawę systemowo rozwiązać, np. we współpracy z państwami, z których pochodzą uczniowie. To zapewne udałoby się załatwić w niewielu przypadkach. Bo dla przykładu od lat nie ma rządu w Somalii czy Libii. Zapewne rząd Konga (Kinshasa) pogrążonego od lat w wojnie domowej najprawdopodobniej wcale nie odpowiedziałby na propozycję współpracy w tym zakresie. Przykłady można by mnożyć.

Niektóre gminy zamawiają polskim nauczycielom podręczniki z Polski. Rezerwują w swoich budżetach na ten cel po ok. 100 koron na ucznia (taka kwota na ucznia jest przeznaczana w Sztokholmie). Zamówienia są realizowane za pośrednictwem wyspecjalizowanej firmy, przez co nawet ta skromna suma nie jest przeznaczana na ucznia. Część tej kwoty to marża firmy. Często w trakcie roku szkolnego dochodzą nowi uczniowie. Rodzice mają bowiem prawo zgłosić ucznia w dowolnym terminie. Jednak wówczas dla nich podręczników nie ma. Nauczyciel jest zmuszony takim uczniom kserować podręcznik i ćwiczenia, co jak wiadomo jest pogwałceniem praw autorskich. Są gminy, gdzie tygodniowo robi się kilka, a nawet kilkanaście tysięcy kopii z książek objętych prawami autorskimi. Jeśli ktoś kiedyś weźmie się za to, to w Szwecji wybuchnie kolejny poważny skandal i szwedzkie gminy będą musiały płacić wydawcom zagranicznym ogromne odszkodowania, bo ten proceder trwa dziesiątkami lat i na ogromną skalę.

Nauczyciele.

Do Szwecji zjechali ludzie z całego świata. Różne przyczyny leżały u podstaw decyzji o przyjeździe tutaj. Często była to wojna w ich ojczystym kraju. Do konfliktów dochodzi nierzadko, kiedy w jakimś kraju zamieszkuje więcej niż jeden naród. I mamy więc tu Turków i Kurdów, Ukraińców i Rosjan, Syryjczyków i Arabów, Ormian i Azerów, Albańczyków i Serbów etc. Nie zawsze oni po przyjeździe tutaj potrafią zostawić za sobą konflikty jakie wygnały ich ze swego kraju. Na ogół starają się oni trzymać pewnych zasad przyzwoitości, ale czasem dochodzi do spięć na podłożu etnicznym. W windzie jedzie kilka osób, jest jak to zwykle ścisk. Nauczycielka albańskiego mówi do swojej serbskiej koleżanki, aby odsunęła się od niej, bo śmierdzi krwią. Turecki nauczyciel, zdaniem jego kurdyjskiego kolegi, zwrócił się do koleżanki z pracy w sposób zbyt poufały, co spowodowało że Kurd chwycił go za ubranie i kilka razy solidnie potrząsnął. Pewnego dnia nauczycielka syryjskiego nie wytrzymała i za zwrócenie jej uwagi odpłaciła swojej arabskiej koleżance uderzeniem kubkiem w głowę. Wiem o jednym przypadku, kiedy to rosyjska nauczycielka podeszła do swojej polskiej koleżanki i krzyczała na głos, że Polacy to niewdzięcznicy, bo likwidują pomniki sowieckich żołnierzy. Nauczycielki rosyjskiego zaczęły zupełnie ignorować swoją koleżankę, która pochodziła z Ukrainy. Tak zaczęło się dziać po zajęciu Krymu przez Rosję i po wybuchu wojny w Donbasie. Czasami kością niezgody są różnice w poglądach religijnych, ideologii i polityce. Znam przypadek kiedy nauczyciel z Chile, dawny komunista, który uciekł do Szwecji w roku 1973 przed rządami A. Pinocheta, zamiast przedstawić kolegom przykładową lekcję swego autorstwa, wygłosił mowę na temat wyższości komunizmu nad kapitalizmem zakończona okrzykiem „Socialismo o muerte!”, czym oburzył wielu swoich kolegów. Mają miejsce czasami różne żenujące sytuacje, na szczęście wszyscy starają się konflikty gasić w zarodku i nie dochodzi do większych rozruchów. Jednak grupy nauczycieli języków ojczystych to jak beczki prochu, które mogą wybuchnąć od małej iskry.

Przepisy dotyczące nauczania języków ojczystych nie stawiają żadnych minimalnych wymogów dotyczących wykształcenia nauczycieli. Gdyby sformułować warunek posiadania np. studiów wyższych z filologii, to do wielu języków nie byłoby nauczycieli. Skąd wziąć wykształconych na poziomie uniwersyteckim nauczycieli do tak egzotycznych języków jak tigrinia, wolof czy xhosa?

W roku 2010 w Szwecji wprowadzono tzw. lärarlegitimation (legitymację nauczycielską, inaczej uprawnienie do nauczania i oceniania w szkołach podstawowych i średnich). Niektóre gminy zaczęły rozciągać wymóg posiadania tych uprawnień na nauczycieli języków ojczystych. Nikt nie próbuje przeczyć, że im lepiej zawodowo przygotowani nauczyciele, tym większa gwarancja nauczania na odpowiednio dobrym poziomie. Szybko gminy te zderzyły się ze ścianą, bo do wielu języków nie ma nauczycieli legitymowanych w Szwecji. Poza tym do nauczania świetnie nadają się np. lingwiści różnych specjalności, ci jednak legitymacji otrzymać nie mogą, ponieważ nie ma w szkołach szwedzkich przedmiotu, którego oni mogliby nauczać. Więc zatrudnić zaczęto nauczycieli fizyki, wychowania przedszkolnego, wychowania fizycznego, aby tylko mieli legitymację. Jaki mamy efekt? Uczennica 4 klasy pyta nauczycielkę; dlaczego wyraz ”pszczoła” pisze się wyjątkowo przez ”sz”? Po co wprowadzać jakieś wyjątki i utrudniać ludziom życie? Oczywiście nauczycielka, która z wykształcenia jest przedszkolanką odpowiedzieć na to pytanie nie potrafiła i nerwowo zaczęła spoglądać na zegarek modląc się, aby ta lekcja jak najszybciej skończyła się. Z takim zadaniem bez problemu poradziłby sobie językoznawca, ten jednak nauczycielem legitymowanym być nie może. Z całym szacunkiem do nauczycieli wychowania przedszkolnego, oni niewątpliwie są niezastąpieni w przedszkolach, natomiast nauczanie języka to zupełnie inna bajka, o której oni mogą nie mieć pojęcia. W wielu przypadkach wymóg posiadania legitymacji zamiast podnieść poziom nauczania, doprowadził do jego obniżenia. Zresztą nadal w Szwecji 40% nauczycieli szkół gimnazjalnych nie posiada legitymacji, w szkołach podstawowych ten wskaźnik jest jeszcze wyższy, a nauczycielom języków ojczystych stawia się najwyższe wymagania. Niewątpliwie ma to na celu wprowadzenie utrudnień w zatrudnieniu nauczycieli modersmål.

Chcesz prowadzić ciekawie i efektywnie zajęcia, zaopatrz się w pomoce szkolne. Wiedzą o tym nie tylko nauczyciele, ale nawet uczniowie. Oczywiście nikogo nie obchodzi skąd je weźmiesz. Bardziej uzdolnieni manualnie i artystycznie nauczyciele sami wykonują wiele pomocy. Co mają jednak zrobić ci mniej utalentowani plastycznie? Ruszają na zakupy do second hand’ów, na loppisy czy przedświąteczne kiermasze. Tam wyszukują tanich przedmiotów, które mogliby wykorzystać na lekcjach. Nikt im za to nie zwróci pieniędzy. Od nauczycieli wymaga się wielu rzeczy, np., aby wykorzystywali w pracy pomoce audiowizualne. Niestety na ten cel również nie ma funduszy. Jedno co mogą zrobić nauczyciele, to ściągnąć nielegalnie film z YouTube i pokazać uczniom. Innym wyjściem jest kupić pomoce (np. program komputerowy) z własnej kieszeni. W większości szkół są w salach lekcyjnych projektory lub duże monitory do projekcji materiałów multimedialnych. Nie zawsze jednak jest do nich dostęp. Często nauczyciel, który opiekuje się klasą po swoich zajęciach zamyka w biurku lub szafie pilot do włączania i sterowania tymi urządzeniami. Mimo, że są one w klasie nie ma możliwości korzystania z nich.

Chcąc być nauczycielem języka ojczystego często trzeba posiadać swój samochód. Szwedzkie gminy bywają rozległe terytorialnie. Dojazdy do szkół zabierają sporo czasu, za który również nikt nie płaci. Zajęcia odbywają się zasadniczo po południu. Jedynie w przedszkolach czy w ramach studiehandledning nauczyciel może pracować do południa. Korzystając z publicznego transportu nauczyciel ma małe szanse, aby w jednym dniu przeprowadzić kilka lekcji.

Mimo, że praca nauczyciela języka ojczystego jest znacznie cięższa niż nauczyciela – przedmiotowca zatrudnionego w jednej szkole, to wynagrodzenie jest znacznie niższe. Jest to płaca o co najmniej 10% niższa, a zdarza się, że różnica sięga 20%. Przy tym wymaga się od nauczycieli modesmål najwyższych z możliwych kwalifikacji i wieloletniego doświadczenia w zawodzie.

Nauczyciele modersmål są zatrudniani również jako studiehandledare (do nauczania indywidualnego dla nowoprzybyłych do Szwecji uczniów, który nie opanowali jeszcze na odpowiednim poziomie języka szwedzkiego). Nie zawsze w szwedzkich gminach jest na tyle dużo uczniów, aby nauczyciel języka ojczystego mógł pracować w pełnym wymiarze godzin. Ta dodatkowa praca pozwala wielu nauczycielom na dorobienie. Z drugiej strony gminy w ten sposób obniżają koszty, nie zatrudniając nauczycieli SVA (svenska som andra språk – szwedzki jako drugi język). Jednak, aby nauczanie szwedzkiego było efektywne dla nowoprzybyłego ucznia, powinno się odbywać w wymiarze minimum 6 godzin tygodniowo. Natomiast studiehandledning trwa najczęściej tylko jedną godzinę w tygodniu. Uczniowie ci potrzebują znacznie więcej czasu na poznanie języka szwedzkiego, często tracą rok, dwa lub więcej lat zanim są w stanie uczestniczyć w lekcjach razem ze swoimi szwedzkimi kolegami. Takie podejście gmin często opóźnia edukację tym uczniom co odbija się na ich późniejszej karierze życiowej. W kilku gminach w ostatnim czasie zrezygnowano zupełnie z takiej pomocy dla uczniów ze względów finansowych.

Uczniowie.

Uczniowie jak to uczniowie, zawsze były, są i będą problemy z nimi. Pytanie czy chcą oni uczyć się swego języka ojczystego? Z tym jest różnie, według mnie niewielu chce. Uczestniczą w zajęciach dlatego, że rodzice ich do tego przymuszają. Uważają, że jeśli potrafią na poziomie podstawowym porozumieć się z rodzicami i kuzynami w kraju – to wystarczy.

Niestety, nawet jeśli uczęszczają na zajęcia ze swego języka ojczystego mają problemy z wypowiadaniem się na bardziej złożone tematy oraz z pisaniem i czytaniem. Nie znają również literatury w swym języku, ponieważ na jej nauczanie brakuje czasu. Nauczanie modersmål w przypadku zdecydowanej większości uczniów nie prowadzi do bilingwizmu, a przecież taki cel nauczaniu modersmål stawiali ci, którzy walczyli przed laty o wprowadzenie tego przedmiotu do nauczania. Język ojczysty niestety ustępuje językowi szwedzkiemu. To wynika z tego, że domu język ojczysty jest używany do komunikacji na bardzo podstawowym poziomie i wąskim zakresie tematów, co determinuje znajomość języka ojczystego.

Znam również skrajne sytuacje, kiedy ojciec naukowiec, a matka lekarz uznając, że polski do niczego nie przyda się ich dzieciom, rozmawiali z nimi w domu po szwedzku i po angielsku. W efekcie dzieci po polsku znały zaledwie kilka słów i to niecenzuralnych. Nawiasem mówiąc, ciekawe gdzie ich nauczyły się. Kiedy rodzice zorientowali się, że wnuki nie potrafią porozumieć się z dziadkami, wysłali je na polski. Jednak dzieci uczyć się polskiego za żadne skarby na świecie nie chciały.

Uczęszczanie na modersmål to są dodatkowe zajęcia dla ucznia po południu. Oni w tym czasie chcą odpocząć lub uprawiać sport czy rozwijać inne swoje zainteresowania, albo po prostu chcą siedzieć przed komputerem. Buntują się przed pracami domowymi, argumentują, że w szkole im nie zadają zadań do odrobienia w domu. Nie rozumieją, że nie poznają dobrze języka bez jakiegoś minimalnego wkładu własnej pracy. Ci rodzice, którzy są w Szwecji czasowo, nie planują zostać tu na stałe, bardziej interesują się sprawami nauczania języka ojczystego, więcej wymagają od swoich dzieci, które będą kontynuowały edukację w swoim kraju. Wysyłają je również do szkół z rozszerzonym nauczaniem niektórych języków lub do szkół dwujęzycznych, jak np. szkoła estońska, fińska, niemiecka, francuska. W Szwecji od roku 1993 działa również sieć szkół angielskich (IES). W teorii powinny to być szkoły dwujęzykowe, w których połowa zajęć prowadzona jest po angielsku. W praktyce bywa to różne, często nauczanie odbywa się tylko po angielsku. Los tych szkół jest obecnie niejasny. Nowa minister edukacji A. Ekström przypomina, że zgodnie z obowiązującym prawem o języku szwedzkim z roku 2009 szkoły, które są finansowane z budżetu mają obowiązek nauczania w języku szwedzkim. Debata na ten temat rozpoczęła się po tym kiedy zauważono, że w prywatnych szkołach wyznaniowych (głównie tu chodzi o szkoły muzułmańskie, które również są finansowanie z budżetu), wbrew obowiązującemu prawu, nauczanie odbywa się tylko w języku arabskim, a nie po szwedzku. W listopadzie ubiegłego roku napisała ona w Expressen artykuł na ten temat, w którym szkoły wyznaniowe określiła jako trujący koktajl. A to za sprawą języka nauczania oraz treści przekazywanych uczniom. Wiele znanych i wpływowych osób zabierało głos na ten temat. W rigsdag’u zebrał się nawet zespół dla omówienia tej sytuacji. Zupełnie inny status ma polska szkoła działająca przy Ambasadzie RP, która jest finansowana przez polskie Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Wśród uczniów uczęszczających na zajęcia z języka ojczystego zauważa się pewien trend polegający na tym, że uczniowie licznie biorą udział w lekcjach do klasy piątej. Później następuje bunt i większość rezygnuje z nauki. Ponownie zapisują się na zajęcia w klasie ósmej i dziewiątej. Niestety powrót do pod koniec szkoły podstawowej nie wynika z przypływu miłości do języka ojczystego, ale z chęci otrzymania dobrej oceny z tego przedmiotu. Ma to podnieść ich średnią ocenę i pomóc w dostaniu się do lepszej szkoły średniej. Problem ten rozwiązałyby jasne przepisy mówiące, że prawo do uczestniczenia w zajęciach modersmål jest uwarunkowane pozytywną oceną z poprzedniej klasy z tego przedmiotu lub zdaniem egzaminu. Taki system zaczyna obowiązywać w sztokholmskich gimnazjach, gdzie do udziału w zajęciach są dopuszczani uczniowie, którzy ukończyli modersmål w szkole podstawowej lub zdali na tym poziomie egzamin.

Modersmål – piąte koło u wozu.

Organizacją nauczania języków ojczystych zajmują się w większych gminach specjalne działy zwane modersmålsenheten. W mniejszych gminach jest do tego delegowany często zupełnie przypadkowy pracownik. Rzadko kiedy są to obcokrajowcy, którzy byli nauczycielami i mają doświadczenie w nauczaniu języka ojczystego w Szwecji. Przeważnie są to Szwedzi, którzy o nauczaniu języków nie mają żadnego pojęcia. W swojej karierze miałem już jako szefa byłego nauczyciela zajęć technicznych (slöjd), byłą kierowniczkę przedszkola, następnie kobietę z nieukończonym nawet gimnazjum, była również bizneswoman, której w interesach nie szło i postanowiła coś zmienić w swoim życiu i zaczęła kierować nauczycielami języków ojczystych. O czym ci ludzie mogą mieć pojęcie? Nie wiedzą nawet co to jest język. No i z taką wiedzą jak mają kierować nauczaniem języków. Dochodzi często do absurdalnych sytuacji, kiedy nauczyciel mówi coś do swego szefa, a ten robi bawole oczy, zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi, mimo, że mówi się do niego po szwedzku. Po tym, kto kieruje nauczaniem języków ojczystych można zorientować się jaki jest stosunek szwedzkiej oświaty do tego przedmiotu. Bywają oczywiście przypadki zatrudniania na te stanowiska byłych nauczycieli modersmål. Ci nierzadko stają się bardziej papiescy niż sam papież. Nie chcąc stracić pracy posłusznie wykonują wszelkie polecenia zarządów gmin stając w opozycji do swoich niedawnych kolegów. Przekonują się szybko, że ich rolą nie jest tak naprawdę kierowanie nauczaniem, ale dbanie o to, aby nie przekroczyć budżetu gminy na te cele. Mniej lub bardziej nieudolnie lawirują pomiędzy zarządem gminy a zachowaniem twarzy przed swoimi kolegami. Niestety nie przysparza im to szacunku wśród współpracowników.

W Szwecji w każdej szkole organizowane są dla nauczycieli tzw. studiedag. W tym dniu nie ma zajęć lub są one jedynie do południa. Nauczanie języków ojczystych odbywa się zazwyczaj po południu. Przyjeżdża nauczyciel do szkoły, a tu okazuje się, że na próżno, uczniów nie ma. Nikt nie raczy nawet poinformować nauczyciela, aby nie przyjeżdżał i nie tracił czasu. Podobnie jest z nieobecnością uczniów z powodu choroby lub z innej przyczyny. Często nie powiadamia nauczyciela o tym ani szkoła, ani rodzice, którzy mało interesują się swoimi dziećmi. W bardzo wielu gminach nie ma lub działa w niewielkim zakresie system komputerowy, w którym powinny znajdować się również informacje o obecności uczniów. Generalnie nie ma przepływu informacji pomiędzy szkołą i rodzicami a nauczycielem języka ojczystego, co jest niezwykle deprymujące.

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że wiele szwedzkich szkół boryka się z problemami lokalowymi. Szkoły są przepełnione, brakuje pomieszczeń. Nierzadko nauczyciel języka ojczystego jest zmuszony do nauczania w bibliotece, w jakimś pomieszczeniu technicznym, gdzie nie ma nawet tablicy. A zdarza się, że zmuszony jest uczyć na korytarzu. Ma to szczególnie miejsce, kiedy w szkole jest wywiadówka (utvecklingssamtal). Wówczas wszystkie sale są pozajmowane i nie ma gdzie uczyć. Jeden z nauczycieli wysyła na początku roku do rektora szkoły list z prośbą o wyznaczenie sali na nauczanie swego języka. Odpowiedzi brak przez dwa tygodnie. Jedzie więc do szkoły, a rektor odpowiada, że wolnych klas nie ma. Nauczyciel postanawia przejść się po szkole, sprawdza rozkłady zajęć w poszczególnych salach lekcyjnych. Wraca do rektora i mówi mu, że po południu jest wolnych co najmniej kilka sal i podaje które. Rektor z niewinną miną mówi, że co prawda te sale są wolne, ale nauczyciele odpowiedzialni za te sale nie życzą sobie w nich zajęć z języków ojczystych. To mówi wszystko za siebie.

Problemy z nauczaniem języków ojczystych w Szwecji można podzielić na kilka grup. Z jednej strony wynikają one z niechęci uczniów do brania udziału w dodatkowych zajęciach, następnie to brak odpowiednich materiałów do nauczania tego przedmiotu, utrudnienia ze strony szkół oraz cięcie kosztów przez gminy.

Nauczyciele raz w tygodniu mają wspólne zebrania, tak zwane APT, podczas których omawiają problemy związane z pracą. Skoro są one co tydzień, to znaczy, że problemy nie znikają, istnieją one ciągle, bo nie znikają przyczyny, które je wywołują. Te zebrania kierownicy modersmålenhet traktują jako pewnego rodzaju wentyl bezpieczeństwa. Zapewne mają nadzieję, że kiedy nauczyciele w swoim gronie wyżalą się, wygadają, to emocje opadną i wszystko zaraz wróci do normy. Te spotkania to stracony czas, ponieważ te dyskusje niczego nie wnoszą i nic nie zmieniają. Rozwiązywać problemy z nauczaniem języków ojczystych trzeba systemowo i na poziomie legislacyjnym. Winne są zbyt ogólne przepisy regulujące nauczanie tego przedmiotu, które gminom dają zbyt dużą swobodę w ich interpretacji i w stosowaniu.

Czy to praca marzeń? Odpowiedzi na to pytanie będą oczywiście różne w zależności komu je zadamy. Jednak z doświadczenia wiem, że nikt nie jest tą pracą zachwycony. Z pracy, która powinna być miła i przyjemna, gminy przez swoją politykę, uczyniły z niej często koszmar. Dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji. Nauczyciel nie ma ze swej pracy satysfakcji, nie może cieszyć się również jej wynikami, bo przez obcinanie godzin pracy, jego wysiłek jest bezowocny. A płaca nie odpowiada ani wykształceniu i doświadczeniu zawodowemu, ani wysiłkowi wkładanemu w pracę. Ludzie najczęściej wykonują tę pracę z prozaicznych powodów, bo gdzieś pracować trzeba. Wygląda na to, że właściwie nikt tego przedmiotu nie chce, ani uczniowie, ani szkoły i gminy, a nauczyciele mają w tej pracy więcej problemów niż zadowolenia.

Przyszłość modersmål.

Trudno jest oczywiście przewidzieć jaki będzie los nauczania w Szwecji języków ojczystych. Ale pojawiają się pewne symptomy, które dają podstawę do przypuszczeń jak zakończy się historia z modersmål w tym kraju.

Szkoły prywatne rezygnują z usług wydziałów oświaty (utbildning förvaltningen), którym podlegają komórki kierujące nauczaniem języka ojczystego (modersmålenhet) i zaczynają szukać na własną rękę nauczycieli. Często szukają nauczycieli, którzy znają również jeden z języków ojczystych, na który jest zapotrzebowanie w szkole. Nie potrzeba w takiej sytuacji zatrudniać dodatkowego nauczyciela, a ich  „przedmiotowiec” ma możliwość zarobienia dodatkowo trochę pieniędzy.

Powstają prywatne firmy (w Sztokholmie są już takie dwie) oferujące nauczanie języków ojczystych. Co przemawia za tym, aby zatrudniać firmy prywatne? Oczywiście niższe koszty, które osiąga się poprzez skracanie czasu nauczania do 30 minut oraz bardzo niskie wynagrodzenia dla nauczycieli, na poziomie 100 kr za godzinę. Często nie respektuje się praw uczniów języków mniejszości narodowych szczególnie chronionych prawnie w Szwecji (jidysz, cygański, fiński, samicki i meänkieli). Ci wyjątkowo mogą uczyć się tych języków od podstaw i muszą mieć zapewnione nauczanie w wymiarze co najmniej pełnej godziny tygodniowo. Mało kto protestuje, z powodu skracania czasu nauczania, ponieważ zazwyczaj uczniowie niechętnie biorą udział w lekcjach języka ojczystego. Dochodziło w przeszłości również do skandali związanych z przesuwaniem środków na nauczanie języków mniejszości na inne cele, a nawet były one defraudowane przez rektorów szkół.

Znam sytuację kiedy mimo zamówień na nauczanie języka ojczystego ze strony szkoły, modersmålenhet w ogóle nie szukał nauczyciela, szczególnie jeśli jest to zamówienie na małą część etatu.

Gminy obniżają koszty nauczania tego przedmiotu nie tylko obcinając ilość godzin i płacąc nauczycielom mniej, ale również przechodząc na nauczanie internetowe. Mimo, że na świecie odchodzi się od tego sposobu nauczania ze względu na małą jego efektywność, to wiele szwedzkich gmin obecnie wykorzystuje komunikatory internetowe (np. skype) do nauczania języków ojczystych. Szczególnie ma to miejsce na północy kraju, gdzie rozproszenie uczniów chcących uczyć się swego języka ojczystego jest duże, a ponadto brakuje nauczycieli. Nie zawsze wprowadzenie nauczania ”na odległość” jest podyktowane względami ekonomicznymi, nierzadko gminy nie mają innego wyjścia. Jednak istnieje realna obawa, że niedługo ten sposób nauczania będzie stosowany coraz częściej i zastąpi stacjonarne nauczanie języka ojczystego w szkołach. Wówczas gminy będą potrzebowały tylko jednego nauczyciela, pozostali stracą pracę.

Dla wielu gmin nauczanie języków ojczystych rzeczywiście stanowi wyzwanie finansowe, szczególnie tam, gdzie koncentracja emigrantów jest znaczna. Niektóre gminy coraz częściej mówią o konieczności wsparcia tych zadań ze strony budżetu centralnego. Jednak póki co nie pozwalają na to obecne przepisy.

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że polityczna koalicja czerwono-zielonych w Szwecji szuka poparcia wśród emigrantów zapewniając ich ciągle o swojej gotowości do wychodzenia na przeciw ich różnym oczekiwaniom i potrzebom. Takie podejście ma swoje historyczne uwarunkowanie w ideach międzynarodówki socjalistycznej, która głosiła hasła internacjonalizmu i braterstwa narodów w walce klasowej. Likwidacja modesmål niewątpliwie spowodowałaby spadek popularności tego bloku politycznego wśród emigrantów w Szwecji, na co nie mogą sobie oni pozwolić, szczególnie kiedy ich przewaga polityczna nad opozycją jest minimalna. Jednak w przypadku dojścia do władzy moderatów, czy jeszcze gorzej szwedzkich demokratów, modersmål może zniknąć ze szkół. Takie plany już były w przeszłości, nie było tylko pomysłu jak to zrobić, aby nie stracić wyborców.

Jest jeszcze jeden czynnik, który powstrzymuje Szwecję przed likwidacją nauczania języków ojczystych. Jak wiadomo Szwecja lubi przodować w realizacji różnych projektów międzynarodowych, np. w obszarze ekologii, praw człowieka i ochrony zwierząt czy w edukacji. Unia Europejska przyjęła zasadę jedności w różnorodności i dotyczy to również sfery językowej. Jak wiadomo Unia nie ma jednego języka roboczego, a status wszystkich języków narodowych jest równy. Chociaż praktyka pokazuje coś innego, okazuje się, że wśród tych równych są równiejsi. Bowiem dokumenty unijne nie są tłumaczone na wszystkie języki, a jedynie na kilka największych. W art. 3 Traktatu o Unii Europejskiej dużą uwagę przywiązuje się do spraw kultury i języków. Natomiast w Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (art. 165, ust. 2) zaleca się rozwój edukacji europejskiej przez nauczanie języków obcych i upowszechnianie języków państw członkowskich Unii. Są również inne jeszcze dokumenty międzynarodowe, które wytyczają drogę, są jakby drogowskazami pokazującymi kierunek rozwoju Unii w tym zakresie. Po uchwaleniu tych dość ogólnych praw przyszedł czas na konkrety. Rada Europy uchwaliła kartę języków regionalnych i mniejszościowych. Na Szczycie Społecznym, który odbył się 17 listopada 2017 r. w Göteborgu, Komisja Europejska przedstawiła projekt stworzenia ”europejskiego obszaru edukacji”, w którym do 2025 r. ”normą jest […] znajomość dwóch języków oprócz języka ojczystego”. Po szczycie tym Komisja opublikowała wniosek dotyczący zalecenia Rady Europy w sprawie kompleksowego podejścia do nauczania i uczenia się języków. Reasumując, zaleca się uczynić wszystko, aby obywatele Unii znali w sumie co najmniej 3 języki (ojczysty i dwa obce), co może mieć niebagatelny wpływ na dalszą edukację i zatrudnienie. Zatrzymując modersmål Szwecja mogłaby pochwalić się nauczaniem 4 języków. I to prawdopodobnie zadecydowało, że Szwecja powstrzymuje się póki co z rezygnacją z modersmål. Ale sprawa jest otwarta, ponieważ obecnie Szwecja bez nauczania języków ojczystych (chyba jako jedyna) w pełni realizuje zalecenia Unii poprzez nauczanie języka szwedzkiego i dwóch języków obcych w szkołach podstawowych (angielski obowiązkowo i do wyboru jeszcze jeden język: francuski, hiszpański lub niemiecki).

Oczywiście nikt nie podejmie decyzji o likwidacji nauczania języków ojczystych bez podparcia się badaniami naukowymi. Tylko czekać, aż zaczną się badania efektywności nauczania. Wynik może być tylko jeden; nauczanie tak realizowane jak to dzieje się obecnie w większości gmin, nie może dawać dobrych rezultatów.

We wrześniu ubiegłego roku powstał ponad 400 stronicowy raport pt. „För flerspråkighet, kunskapsutveckling och inkludering”, autorstwa kilku szwedzkich naukowców, na temat organizacji nauczania modersmål w Szwecji. Badaniami kierował N. Bunar, profesor pedagogiki pochodzący z Bośni, który ma również doświadczenie jako nauczyciel języka ojczystego w Szwecji. Nie ma możliwości omówienia tej obszernej pracy, jednak można ją streścić kilkoma słowami; przypadkowi ludzie nie powinni zajmować się nauczaniem i organizowaniem modersmål’u. W niniejszym tekście opisałem jedynie zjawiska, o których raport nie mówi, aby nie dublować jego treści. Raport został przestawiony minister edukacji. Wątpię jednak, aby coś zmieniło się w tym zakresie. Przecież głosy krytyki docierają do władz od wielu lat i bark jakiejkolwiek reakcji z ich strony.

Patrząc na sytuację modersmål zauważamy, że trwają obecnie przepychanki, próbuje się znaleźć jakiś ”elegancki” sposób na pozbycie się go lub przesunięcie go nauczania internetowego. Wydaje się, że los modersmål jest bardzo niepewny. W przypadku realizacji najmniej optymistycznego scenariusza, w niedalekiej przyszłości pracę może stracić wielu nauczycieli. Jeśli nie chcą być zaskoczeni, już teraz muszą oni myśleć o przekwalifikowaniu się. Jeśli będą chcieli nadal pracować jako nauczyciele, to najlepiej będzie jeśli uzyskają legitymację do nauczania któregoś z przedmiotów w szwedzkiej szkole. Przewiduje się, że niedługo będzie brakować około 50 tys. nauczycieli w szwedzkich szkołach podstawowych. Dobrze wykształceni nauczyciele języków ojczystych z pewnością znajdą w nich zatrudnienie.

Andrzej B. Lewkowicz

Lämna ett svar