Wybory w czasach pandemii

Zawsze z dystansem odnosiłem się do stwierdzeń, że Jarosław Kaczyński to polskie wcielenie Putina, Łukaszenki czy Erdogana – pisze Ludwik Dorn (niegdyś zwany Trzecim Bliźniakiem) na łamach Gazety Wyborczej.

– Ten dystans utrzymuję i dziś, bo jego terrorystyczna taktyka w sprawie terminu wyborów bazuje nie na narzędziach twardych (naga przemoc), ale miękkich – tworzeniu i wykorzystywaniu sytuacji zastraszenia. Ale przypominam sobie piosenkę, którą w 1982 roku stworzył Jacek Kaczmarski dla Wojciecha Jaruzelskiego: „Do fortepianu po coś siadał, chamie, nie wydobędziesz zeń dźwięku rozkazem”. Warto ją dziś zaśpiewać panu Kaczyńskiemu, zwłaszcza że nie grozi nam to, że „pod pięścią pryśnie kość i klawisz złamiesz”. Jeśli zawiążemy konfederację, to nie złamie się klawisz, ale zaciśnięte w pięść palce i „szeregowy poseł” z Żoliborza nie będzie mógł już gmerać, z trybem czy bez trybu, przy naszym życiu, zdrowiu i przy naszej Rzeczypospolitej.

Prawo i Sprawiedliwość prze do majowych wyborów prezydenckich ignorując wszystkie głosy, które apelują o przełożenie wyborów na inny termin ze względu na paraliżującego normalne życie wirusa. Żądza utrzymania władzy jest silniejsza niż zdrowie społeczeństwa. Po raz kolejny łamane są reguły i prawa – jak chociażby to, które mówi, że zmian w ordynacji wyborczej nie można wprowadzać na mniej niż 90 dni przed wyborami. Satrapa Kaczyński takimi głosami się nie przejmuje.

Wydarzenia nocy z 27 na 28 marca, kiedy to PiS przegłosował w Sejmie zmiany w kodeksie wyborczym umożliwiające wyborcom, którzy ukończyli 60 lat, i tym, którzy są objęci kwarantanną, głosowanie korespondencyjne, ma dać prezydentowi Dudzie gwarancję ponownego wyboru. I to w pierwszej turze. Po trupach do władzy.

Ten upór i determinacja Kaczyńskiego będzie miała swoje konsekwencje także dla wyborców na emigracji. W wielu krajach mogą nadal obowiązywać w maju obostrzenia związane z wirusem, co uniemożliwi udział w wyborach. Ale to też zimna kalkulacja PiS, bo większość Polonii głosuje nie tak jak Polacy w Kraju.

Mafii najlepiej było rządzić z zachowaniem demokratycznych pozorów. A skoro nie da się ich zachować, to trudno. Trochę ludzi zachoruje, trochę umrze – komentuje ostatnie wydarzenia w Sejmie Jarosław Kurski. Chodzi o to, że szef tej mafii nie musi już nikogo „ogrywać” i niczego udawać. Mafia poszła za daleko. Ma zbyt wiele do stracenia. Mafia zrobi wszystko, by nie stracić władzy. Mafii najlepiej było rządzić z zachowaniem demokratycznych pozorów. A skoro nie da się ich zachować, to trudno. Dudę wybierzemy sobie sami. Bez spotkań, bez debat, bez kampanii wyborczej, za to ze wsparciem naszych mafijnych mediów. Do komisji wyślemy naszych ludzi. Nasi ludzie policzą głosy. Trochę ludzi zachoruje, trochę umrze. Trudno, ofiary muszą być. Duda będzie dumny ze zwycięstwa. Wygra w pierwszej turze. Będzie można mówić, że „dostał silny społeczny mandat”. Czy o taki mandat od Polaków pan zabiega, panie prezydencie? Nie, nie warto o to pana pytać, a tym bardziej oczekiwać odpowiedzi. Pan nie ma nic do powiedzenia. Pan się tu zupełnie nie liczy. Liczy się boss.

Sytuacja wydaje się beznadziejna, Polska zainfekowana dziesięć lat temu smoleńskim kłamstwem, stała się przedziwnym, absurdalnym, nieznośnym bytem, który drażni umysły. I tych, którzy ślepo wierzą w wizje Kaczyńskiego, a przede wszystkim tych, dla których takie wartości jak przestrzeganie prawa, przyzwoitość, tolerancja i dialog są podstawą.

Historii nie da się oszukać i warto o tym pamiętać. Kaczyński – jeden i drugi – znajdą się kiedyś na czarnych stronach polskiej historii. Nie wykluczone, że byłego prezydenta przyszłe pokolenie usunie z krypt wawelskich – chęć zemsty może być silniejsza niż głosy wzywające do uszanowania miejsca pochówku. Ale… po trupach do władzy.

STREFA.SE

Foto: znalezione w Internecie

Lämna ett svar