Myśli nieuporządkowane

Żyję dostatecznie długo by zauważyć, jak nie spełniają się i rozpadają fałszywe wielkości. Zaobserwowałbym wcześniej gdybym nie był – jak większość obywateli tego świata – trochę niemrawy i trochę głuchawy. Pomimo wszystko wierzę, że rzeczywistość jest rozumna, choć…  Nie będę się spierał o detale, ale absurdalna zbrodniczość niektórych działań, aż bije w oczy.

Przykład? Przerażającego dwudzieste stulecie. Mocno przeżywałem i ze zrozumiałych względów pospiesznie, przełom tysiącleci. Nowa muzyka, nowe stroje, nowe ulice starych miast, scenki rodzajowe dziwacznych artystów, śpiew-nie-śpiew nazywany rapem, oraz dotkliwie nam (mnie!) panujący złoty cielec elektroniki.

Zło i towarzyszące mu okropności czają się zazwyczaj tuż pod powierzchnią codzienności. W cieniu krzątaniny ustrojów, obyczajów, uśmiechów, słów, uczuć, w cieniu życia, rodzą się i dojrzewają konflikty, a wybuch i okropności wojen są już tylko ujawnieniem, energią wektorów tych stanów. Niestety jesteśmy ślepi i głusi, że powtórzę i dodam jeszcze jeden epitet – głupi. Głupi korzenną (dziś powiedziałoby się genetyczną) głupotą wieków.

Przypomina się gdzieś przeczytany – chyba u któregoś ze Skamadrytów – obrazek. Symptomatyczne skojarzenie, w chwili gdy piszę o ludzkich niedostatkach. Na środku wiejskiego duktu taplają się w błotnistej kałuży kaczki i przygląda się im z przydomowej ławeczki starzec. Przechodzący wędrowiec zatrzymuje się, przygląda kaczkom i zagaduje do staruszka: Patrzę panie i nie rozumiem. Dlaczego one nie idą do rzeki? Przecież niedaleko stąd, najwyżej sto metrów, płynie rzeczka! Stary człowiek podnosi na niego wzrok i mówi: Ba, żeby one wiedziały…

Zawstydzające słowa premiera: Ludzie są tacy głupi, że zap…dalają za miskę ryżu! Jaskrawa pogarda dla rozumu ludzi codziennych. Irytujące nieustanne odmienianie przez wszystkie przypadki: POLKI! POLACY! SUWEREN!

Czy na naszych ścianach pozostaną hieroglificzne litery, z których przyszłe pokolenia odczytają, że cieszyło nas mało, bo bardzo zawęziliśmy sobie świat? Zdobędziemy się na akt odwagi i napiszemy o sobie prawdę, czy wybierzemy zgrzytanie zębami w milczeniu? Czy dotrzymamy kroku wyzwaniu, jakie zawiera w sobie homo sapiens? Nie wolno zamilknąć, kto inaczej przekaże następującym pokoleniom doświadczenia wyniesione z porażek?

Związek – o ile w ogóle istnieje – pomiędzy mną dzisiejszym, a młodym mężczyzną przełomu lat pięćdziesiątych/sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wydaje się, że długoletnia emigracja wyostrzyła we mnie szczególnie jedną cechę – demokratyczność odruchów. Mam na myśli życzliwość do ludzi, bez zawiści i snobizmów.

Ostatnie zdania zaokrąglające nieuporządkowane myśli. Nasz dorobek intelektualny i duchowy wzbogacał się kiedyś i rozwijał wolniej, ale dążył w zrównoważonym kierunku. Gdy w XIX i początkach XX wieku w salonie spotykali się nauczyciel i inteligentny ksiądz, mieli o czym dyskutować i czynili to do upadłego, nie tracąc obopólnej sympatii. Dziś rzuciliby się sobie do gardeł po paru minutach i było by to zapewne ich pierwsze i ostatnie spotkanie.

Jedną z ważnych zmian po I-szej Wojnie Światowej był rozpad zachodniego wzorca człowieka. Potrzeby religijne, zasady moralne, etyka, estetyka, umysł, wszystko to pokryła rdza, a zasady życia społecznego uległy rozsypce, zaś nauka przyspieszyła i przestała być zrozumiała.

Jaki jest dziś opis homo polacus? Mało kto wierzy w słowo honoru, niewielu obraża się na – Pan kłamie.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar