ANDRZEJ SZMILICHOWSKI: Zamiast tytułu motto…

Nie znam / Wy może znacie? / Kto wróg / A kto przyjaciel?

Chaos. Pogłębiający się chaos, jaki rozprzestrzenia się w Polsce, poczyna przypominać obrzękłą z nienawiści twarz króla Leara, który oszalał. Walcząc z duchami i polnymi myszami myślał, że to jego prawdziwi wrogowie. Niestety, trochę tak jawi mi się dzisiejsza Polska, z której jeszcze tak niedawno byłem dumny i  gotów wracać, jak się potocznie mówi – na starość na stare kąty.

Zawsze uważałem, że tam jest moje miejsce. Dziś, przynajmniej na razie, to zamknięty akapit. Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym funkcjonować w kraju, gdzie wyjście na ulicę w tęczowym polo narażało by mnie na przykrości, być może nie tylko werbalne. Gdzie za napis „Konstytucja” na koszulce narażony byłbym na pięści pisowskiego karka. Gdzie nie wpuszczonoby mnie na teren, nie mówiąc o wejściu do środka, do Sejmu, lub opluła stara kobieta, której mózg przejął prezes Polski Jarosława Kaczyński, i zaplantował tam aberacyjną nienawiść do „drugiego sortu”, w ogóle do jakichś „nich”.

Nie umiałbym żyć w świecie, który mnie „naznacza”, bo nie uznaję rydzykowego kościoła. Żyję wystarczająco długo by pamiętać zbrodniczy czas podziału, naznaczenia i masowego mordu na narodzie polskich, w ogóle europejskich, Żydów.

Jest coś niezrozumiałego i jednocześnie niebezpiecznego w tym, czemu poddawana jest od jakiegoś czasu Polska. Nie jestem Żydem i nie wiem, co miał na myśli Franz Kafka pisząc

Co ja mam wspólnego z Żydami? Ja przecież nie mam nic wspólnego z samym sobą?

Można się tylko domyślać, że prawdopodobnie chodziło mu nie tyle o Żydów, co raczej o skomplikowane meandry, jakimi może podążać ludzka psychika.

Jaki jest sens mojego losu? Jaki cel istnienia? Niejeden i niejedna poświęcili kawałek życia na znalezienie odpowiedzi na pytanie: Jaki jest cel mojego życia? Żartobliwa (ale niezupełnie) odpowiedź mogłaby brzmieć: Nie ma żadnego celu! Gdyby cel istniał byłbyś/byłabyś już dawno zamrożony/na, na użytek przyszłych pokoleń, w charakterze królika doświaczalnego!

Jak sięgnę pamięcią, zawsze chciałem pisać, ale nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. W młodości pisałem wiersze i wierszyki – wyznam – w sporym procencie erotyczne. Potem nastąpiła długa przerwa, ale myśl o pisaniu nie tylko nie zginęła, co nasilała się. Zacząłem pisać i byłem coraz sprawniejszy w zgłębianiu arkanów pisarskiego warsztatu. A dziś? Nie będę ogłaszał, że udało mi się nadać sens światu, ale myślę, że udało mi się nadać sens samemu sobie. Dodam nieskromnie, że trochę dumny jestem z siebie, kiedy spotykam ludzie, których obchodzi, co piszę.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar