Felieton noworoczny: Wymierający gatunek

Pewien jegomość, sztokholmianin z odzysku, facecjonista i sybaryta, facet którego znam od dziesiątków lat, były brunet, wygłosił kiedyś do mnie krótki monolog, brzmiący mniej więcej tak: Wiesz dlaczego się rozwiodłem z i z…, no wiesz z kim. Bo obie panie były samicami-alfa, ze mnie zaś typowy samiec-alfa! Rozumiesz więc, że musieliśmy się wcześniej czy później rozstać. Taki związek nie mógł przetrwać, świat jest na to za mały!

Co mu odpowiedziałem? Zgodziłem się oczywiście, przytaknąłem (pomimo różnych tam opinii, grzeczny ze mnie człowiek), nawet jakiś męski komplement podesłałem, ale po cichu pomyślałem sobie: Śnij dalej naiwny chłopcze, śnij! Nie ma nic cudowniejszego jak senne marzenia!

Brutalna prawda bowiem jest taka, że mężczyźni jak on, czyli przytłaczająca większość gatunku, zahibernowani w kokonach dębowego męskiego zarozumialstwa, nie zdają sobie sprawy – a jak zdają to co z tego, na jedno wychodzi – że należą do schyłkowych osobników, niebawem wyginą jak mamuty i wszelki ślad po nich zniknie.

A za dziesięć tysięcy lat albo dwadzieścia, ktoś odkopie takiego na Saharze, która wtedy będzie Syberią, znajdzie kawałek kotleta schabowego w jamie (ustnej), i zauważy mądrze (po męsku zauważy bo to będzie chłop, ponieważ nie wyginiemy na nasze szczęście /?/ ze szczętem): Oooo! – zdziwi się. Musiała nastąpić jakaś gwałtowna katastrofa o niebywałej sile, że tak nagle i niespodzianie zniknęli z powierzchni globu naszego kochanego! A mieli nieźle – doda, wskazując uczonym palcem schabowego.

Co dziś mają do zaproponowania kobietom „prawdziwi mężczyźni”? Do fasonu należy ostro się napić, dać w żyłę, czasem trochę pobić i to najlepiej w paru na jednego, a następnie cuchąc piwem podrywać na image brutala, posyłając teksty w rodzaju: Choć mała, to cię tak wyobracam, że ci oczy wypadnom uszami!

Zaraz, zaraz, hola! – wtrąci ktoś z nieco wyższej półki. Pan nas tu raczysz jakimiś chamskimi scenami! Co za poziom! I dobrze wtrąci, słusznie. A zatem podwyższając go (poziom!) powiem, że gremium wydelikaconych inteligentów w rodzaju naurastenicznych profesorów-humanistyki, sfrustrowanych inżynierów-docentów, czy prostych lekarzy, też do luftu! Potrafią leżeć u boku swych bogdanek i godzinami rozprawiać o jambach, związkach chemicznych, czy zainfekowanych odbytach emerytów!

Wyginiemy Szanowni Panowie, wyginiemy szybko i to wcale nie „bez te atomy” czy braki w testosteronie… a ze strachu! Zniszczy nas wewnętrzne rozmemłanie i zagubienie w świecie, z którym nie potrafimy sobie poradzić, a pokona nas przemożny i stale nasilający się strach, przed coraz bardziej ekspansywnymi kobietami.

Co nam pozostaje? Niewiele. Jesteśmy bowiem coraz bardziej bezradni wobec narastającej dominacji Pań, które bezceremonialnie i na całego wydziedziczają nas ze społecznych ról, dosadnego słownictwa, spożycia procentów, i – tfu! na psa urok!, hormonów również.

Wyznam pywatnie, że perspektywa rządów totalnie matriarchalnych zupełnie mi nie przeszkadza. Mnie nie potrzeba wiele, chętnie zwinę się w kłębek u jakichś (byle zgrabnych!) stópek, absolutnie łatwo mi przyjdzie polubić głaskanie i spacery, a smycz mnie wcale nie drażni, przyzwyczajony jestem. Bylem dostał coś zjeść, kawałek papieru, ołówek i od czasu do czasu kontakt z nagą prawdą. Nie wiem jak was, ale mnie by taka sytuacja kręciła.

Mówiąc szczerze i troszkę poważniej, o co się gra toczy jeden Pan Bóg w niebiesiech raczy wiedzieć, ale podejrzewam, że chodzi o poważne sprawy, o zwykłe ludzkie szczęście i spokój egzystencji chodzi, a nie jakieś tam męskie ambicjonalne dyrdymały. Z takiej perspektywy patrząc, Panie przejmując władzę i zostając mężczyznami, wyświadczają nam wielką przysługę.

Kończąc powiem, że dzisiejsze czterdziestolatki nie pamiętają, nie mówiąc już o trzydziestolatkach, ale uwierzcie mi Szanowni na słowo: Być prawdziwym Polakiem za Bieruta, Gomułki i Gierka, było nieomal równie trudno, jak dziś być prawdziwym mężczyzną (cytat z pamięci).

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar