Tajna misja Arcybiskupa

Bulwersujące wydarzenia wokół ingresu warszawskiego Arcybiskupa ks. Stanisława Wielgusa (2007 rok), związane były (po części) również ze Szwecją. Arcybiskup jako tajny współpracownik PRL-owskich służb specjalnych miał m.in. za zadanie inwigilację Polonii szwedzkiej w latach 70-tych. Świadczą o tym dokumenty, które zachowały się w Instytucie Pamięci Narodowej.

W związku z wyjazdem do Szwecji przekazałem „GREYOWI” (pseudonim ks. Stanisława Wielgusa – LGG) zadania /w załączeniu/ i omówiłem sytuację operacyjną na tym terenie. Generalnie o ile zetknie się ze środowiskiem emigracyjnym występować będzie jako naukowiec KUL o poglądach opozycyjnych wobec władz PRL, ale z pozycji katolickich /poglądy umiarkowane, bez elementów awanturniczych/ (Z notatki ppłk. J. Mazurka).

Ksiądz doktor Stanisław Wielgus przybył do Szwecji 12 lipca 1977 roku. Nim to się stało, przybysz odbył rozmowę ze swoim oficerem prowadzącym, podpułkownikiem Mazurkiem. Powiedział mu, że został zaproszony przez bardzo miłą panią doktór filozofi (dziś już dawno profesor) z Uppsali Elizabeth Pilz zamieszkałą (tu dokładny adres oraz charakterystyka: “Pani Elizabeth jest rozwódką b. żoną pastora p. Stengera. Ma lat 39”) – wówczas ks. dr miał lat 38. Dodatkowo ks. dr drobiazgowo podaje, że pani P. jest pracownikiem Uniwersytetu w Uppsali (historykiem sztuki, “bizantystką”), a jej brat i matka mieszkają w Uppsali, siostra w Sztokholmie, a szwagier jest lekarzem. Więcej – z tego co mu pani Elizabeth mówiła, gdy gościł ją w Polsce – ksiądz doktor nie zapamiętał.

Te wszystkie szczegóły notuje pilnie i podaje w swoim raporcie pan ppłk J. Mazurek. Panią Pilz ksiądz Wielgus poznał, gdy był na stypendium w Monachium. Po swoim pobycie w Polsce, pani P. napisała “pozytywny artykuł o Polsce i opublikowała w naukowym czasopismie szwedzkim”. Tytułu pisma ksiądz nie pamięta, ale zapamiętał, że pani P. “posiada pewne kontakty w środowisku polskim w Szwecji między innemi zna państwa Brzezińskich. Może chodzi o Zbigniewa Brzezińskiego członka PPS i przedstawiciela Free Poland na Szwecję? – zastanawia się piszący raport z tego spotkania esbek.

Chociaż nie powinno się udzielać informacji esbekom, to zaspokoję ciekawość pana ppłka Mazurka. Nie chodziło o Zbigniewa Brzezińskiego ze Sztokholmu, ówczesnego skarbnika Polskiej Partii Socjalistycznej i byłego członka AK, lecz o nie udzielającą się politycznie rodzinę Brzezińskich z Uppsali.

Przy okazji: pan Zbigniew Brzeziński nie miał nic wspólnego z Free Poland. Gdzieś dzwoniło, choć w innym kościele. Założona przez mitomana, byłego folksdojcza i żołnierza Werhmachtu, Konstantego (Konstantina) Hanffa organizacja dywersyjno-terrorystyczna Free Poland, czyli Wolna Polska, rzeczywiście w tym czasie wchodziła na terytorium skandynawskie. W Szwecji kontakty z Wolną Polską nawiązał ówczesny sekretarz PPS Kazimierz Gruszka (czyli coś z PPS było na rzeczy). Gdy FBI Wolną Polskę usunęło z USA, a Kulura i Radio Wolna Europa ostrzegło przed nią Emigrację, to Gruszka i młodzieżówka PPS zerwały z Wolną Polską wszystkie kontakty. Inna rzecz, że te kontakty przejęli młodzi narodowcy z południa Szwecji.

Do notatki ppłk. SB, Mazurka, z dnia 27 czerwca 1977  dołączona jest instrukcja przekazana ks. dr. Stanisławowi Wielgusowi na pobyt w Szwecji. Przytaczamy tę instrukcje w całości:

Lublin, dnia 24 czerwca 1977

TAJNE. SPEC.  ZNACZ.

Egz. poj.

  1. W związku z Pana wyjazdem prywatnym do Szwecji na okres 4 tygodni – Służba Wywiadowcza prosi Pana o zwrócenie uwagi na następujące problemy:
  2. wroga działalność środowisk emigracji polskiej w odniesieniu do kraju /ulotki, broszury, wywiady w prasie, TV, publikacje/;
  3. powiązania osób czy grup pro-wadzących wrogą działalność z elementami antysocjalistycznemi w Polsce /przesyłanie materiałów KOR, ROPCZiO, Niez. Grupa Chrze. Demokratyczna, Studencki Komitet Solidarnościowy itp. z Polski, kanały przerzutu, nadawcy, odbiorcy/;
  4. o ile możliwe nawiązywać trwałe kontakty z osobami wpływowymi w kołach naukowych /środowisko polskie/ a prowadzącymi działalność publicystyczną krytyczną wobec władz i ustroju w Polsce;
  5. w Uppsali starać się dotrzeć do osób zajmujących się sprawami “Anexu” /Uniwersytet w Uppsali/. W orbicie swojego zainteresowania mieć również Stefana Szechtera – Michnika zam. w Uppsali.

Gdyby zaszła pilna potrzeba nawiązania kontaktu, przedstawiciel nasz zwróci się z hasłem: “Czy nie był Pan miesiąc temu na wycieczce w Rzymie?” Odpowiedź: „Nie, wybieram się do wiecznego miasta dopiero w przyszłym roku”.

Znak rozpoznawczy /spinka/ nie obowiązuje. Kontakt może być nawiązany w każdym miejscu, czasie i okolicznościach. Zadanie niniejsze przekazano “GREYOWI” na spotkaniu w Lublinie w dniu 24.06.1977 r. Przyjął do wiadomości i wykonania.

(nieczytelny podpis ppłka J. Mazurka).

(Skróty i pisownia jak w oryginale. GREY to kryptonim ks. dra Stanisława Wielgusa)

Dużo z tego nie wyszło. Jak wynika z raportu ppłk. Mazurka z dnia 5 września 1977 roku, ks. Stanisław Wielgus zdał mu 3 września sprawozdanie, ze swoich dokonań w Szwecji. Według oceny pana podpułkownika, ks. Wielgus wykonał zadanie tylko częściowo. Nawiązał kontakt z profesorem Józefem Trypućką z którym spotkał się trzy razy. Dowiedział się, że Trypućko, który pozuje na jakiegoś arystokratę z dawnych magnatów kresowych, utrzymuje kontakty z naukowcami w Polsce przede wszyskim z prof. PAN Pawłem Czartoryskim.

Wyprawa z Uppsali do Sztokholmu też się nie udała. Ksiądz doktor nie dotarł do środowiska emigracyjnego, bo Dom Związku b. więźniów politycznych, gdzie koncentruje się życie emigracji politycznej był w tym czasie zamknięty.

Jeśli była to niedziela lub sobota, to rzeczywiście siedziba Polskiego Związku byłych Więźniów Politycznych była zamknięta, ale wystarczyło zatelefonować i się umówić. Inna rzecz, że w poradniku dla agentów pomylono adres siedziby i nie podano telefonu.

„Grey” nie potrafił też skontaktować się ze Stefanem Michnikiem. Pewnie nadmiernie go nie szukał. Nie ulega wątpliwości, że „agent Grey” pozorował tylko działania.

Inni agenci nie. Szwecja od połowy lat siedmdziesiątych ubiegłego wieku była tak samo wa-żna jak „polski Londyn”. Od pamiętnej wizyty Gierka (czerwiec 1975), od czasu zniesienia wiz i najazdu „turystów”, emigracja odmłodniała. Wydarzenia w Kraju (List 75, rewolta w Ursusie i Radomiu, powstanie KOR-u i innych ugrupowań niepodległościowych), intensywny ruch promowy, przemyt w obie strony informacji i wydawnictw, pierwsze połączenie automatyczne między Szwecją a Polską – to wszystko nie dawało spokoju esbekom.

W zastępstwie ks. Wielgusa odpowiedzmy ppłk. Mazurkowi na jego pytania:

Wywiady w prasie i TV z działaczami z Kraju organizowali Jakub Święcicki, Maria Borowska, Ryszard Szulkin, And-rzej Koraszewski, Aleksander Orłowski i inni. Ulotki, broszury i czasopisma wydawane były przez Radę Uchodźstwa Polskiego (Marek Trokenheim, Kazimierz Gruszka, Leszek Szkurłat) i przez PZbWP (Andrzej Koraszewski, Paweł Krzyżanowski, L. Garczyński-Gąssowski, Tomasz Sionkowski, Tomasz Krajewski, Tadeusz Welz). Wymieniam najważniejszych. Materiały KORu drukowane w obu ośrodkach dostarczali J. Święcicki i Józef Dajczgewand. „Puls” i „Niepodległość” (pisma przedrukowywane w Szwecji) dostarczał Koraszewski. Materiały ROPCiO dostawaliśmy zwykłą pocztą na podstawiony adres pani Sussi Jansson. Święcicki i Borowska organizowali dla polskich opozycjonistów zaproszenia od znanych intelektualistów szwedzkich, którym trudno było odmówić. Norbert Żaba organizował z przybyłymi krajowcami publiczne spotkania.

W kwietniu 1977 gościł w Szwecji Adam Michnik. Na jednym ze spotkań pojawił się Stefan Michnik, który wówczas współpracował (bez względu na swoją przeszłość) z paryską „Kulturą” (podpisywał się jako Szwedowicz lub Szwedowski). Sądzę, że właśnie stąd zainteresowanie ppłk. Mazurka jego osobą. Dowcip polega na tym, że nasze środowiska były otwarte i przyjmowaliśmy każdego. Chroniliśmy tylko nasze kontakty krajowe. Wszystkie teksty podpisywaliśmy. Na naszych wydawnictwach były adresy i telefony. Nasze prywatne numery były dostępne w książkach telefonicznych, ale ludzie pokroju ppłka Mazurka, u których wszystko było tajne przez poufne, nie mogli w to uwierzyć.

Wiedzieliśmy doskonale, że nachodzą nas różni podstawieni ludzie, ale nam to nie przeszkadzało. Dawaliśmy im, tak jak i innym, nasze i powierzone nam przez różne fundacje amerykańskie, wydawnictwa. Miesięcznie szło do Polski od 200 do 300 nielegalnych wydawnictw. Większość dochodziła.  Skonfiskowane przez celników egzemplarze często też trafiły na rynek, bo miały swoją wartość handlową.

Osobiście jestem wdzięczny Jego Ex. Abp Stanisławowi Wielgusowi, że dzięki Jego niedoszłemu ingresowi przypomnieliśmy sobie stare dobre czasy. I żałuję, że wtedy, w lipcu 1977, ks. dr nie dotarł do naszej redakcji. Dostałby od nas broszurę Koraszewskiego zawierającą m.in.: Manifest Sacharowa, Czechosłowacką Kartę 77 i Deklarację  Ruchu Demokratycznego – podpisaną przez 110 polskich czołowych intelektualistów. Dalibyśmy mu także bieżący numer „Wiadomości Polskich” z niewygodnymi dla władz PRL punktami Umowy Helsinskiej. I bieżący numer „Jedności” z artykułami Adama Michnika i Leszka Kołakowskiego oraz z proroczym felietonem Piotra Sakowskiego o agentach i polskim pierwodrukiem wspomnień byłego ambasadora USA w Polsce Artura Bilissa Lane’go „Widziałem jak zdradzano Polskę” (o słaszowanym referendum). Były tam też inne materiały historyczne i komiks Józka Dajczgewanda o Leninie.

Wszystko to mogło się przydać. Jak nie samemu księdzu, to przynajmniej Jego mocodawcom.

Ludomir Garczyński Gąssowski

Foto: Wikipedia

 

 

Lämna ett svar