MOJA DROGA DO SZWECJI: Ze Szczecina do Guldsmedshyttan

Był to rok 1975. Zadzwoniła do mnie do pracy moja koleżanka i poprosiła mnie o spotkanie. Miała u siebie gościa ze Szwecji, Jugosłowianina, kolegę jej męża, który pracował na statku jako marynarz i podczas jednego z rejsów, pozostał w Szwecji. Natomiast ja miałam w Szwecji siostrę, której chciałam przekazać trochę rzeczy. Zależało mi więc na tym spotkaniu, chociaż nie miałam specjalnej ochoty, po ostatniej nocy przetańczonej na dancingu, byłam też zmęczona pracą do późnego wieczora w delikatesach.

I tak rozpoczęła się moja przygoda ze Szwecją. Późnym wieczorem stanęłam w drzwiach stołowego pokoju mojej koleżanki. Za dużym stołem siedział ciemnowłosy mężczyzna, który, gdy mnie zobaczył, powiedział pół żartem, pół serio: “Ona musi być moją żoną!”. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Podobał mi się, był męski, słowiański, ciepły, uczuciowy i gościnny. Od razu poczułam się tak, jak bym już znała jego całe życie.

Po chwili wszyscy troje wybraliśmy się jego żółtym Volvo do restauracji z dancingiem. Nie umiał dobrze tańczyć, ale mówił po polsku ze śmiesznym litewskim akcentem. Miał na imię Mile i był z Serbii. W drodze powrotnej z restauracji do domu, zatrzymał nas patrol MO. Skontrolowali nasze dowody osobiste, a mnie wypytywali o szczegóły znajomości z cudzoziemcem. Milicjanci nie szczędzili mi złośliwości i nazwali mnie początkującą, a mojej koleżance zadali pytanie, co by jej mąż powiedział na to.

Od tego dnia staliśmy się nie rozłączną parą. Mile odbierał mnie z pracy, odwiedzał ze mną moich rodziców i znajomych, spędził resztę dni urlopu już tylko ze mną. Były obietnice, plany na przyszłość. Odwiozłam Milego do przystani promowej. Były łzy i pożegnanie. Wróciłam do domu rodziców z zapuchniętymi od płaczu oczami. Miałam wtedy 21 lat, południową urodę: czarne, długie włosy, śniadą cerę i ciemne oczy. Czekałam, ale listy od ukochanego nie nadchodziły i telefon też był głuchy. Pewnego wieczoru wreszcie zadzwonił z wyrzutami, dlaczego nie odpowiadam na jego listy. Zdziwiona i zmieszana spytałam moją mamę, czy odbierała moją korespondencję? Przyznała, że tak i aby mnie nie utracić z kraju, nie oddawały mi poczty.

Później Mile często przyjeżdżał do mnie. Poznałam jego ojca. Nasi rodzice polubili się. W końcu mieliśmy wyjechać wspólnie na urlop do Jugosławii. Ciężko było zdobyć wkładkę paszportową do dowodu osobistego i zgodę rodziców, którzy nieprzychylnie patrzyli na nasz wyjazd, bez ślubu.

/…/ Mile wrócił do Szwecji, ja natomiast miałam załatwić wszystkie sprawy związane z weselem. Nasz ślub miał odbyć się 20 listopada 1976 roku. Same trudności. Wynajęłam lokal, spodziewamy się 200 gości. Mój narzeczony przyjeżdża tydzień przed ślubem. W dzień ślubu moi rodzice odmawiają przyjścia, nie akceptują naszego związku bez ślubu kościelnego. Mile obiecał ślub kościelny, ale bez przyjęcia naszej wiary. Mojej mamie to nie wystarcza, więc buntuje też tatę.

Po ślubie, mój mąż wraca do Szwecji sam. Ja załatwiam paszport. Władze mi utrudniają wyjazd, proponując by Mile osiedlił się w Polsce. Moja mama, wracając ze sklepu, słyszy w kolejce pogłoski o wojnie w Jugosławii. Zmartwiona próbuje mnie zatrzymać w kraju.

Święta Bożego Narodzenia spędzamy razem z moimi rodzicami i jego ojcem, ale po sylwestrowej nocy pakujemy do samochodu cały mój dobytek. Wkrótce żegnam się z rodzicami, którzy odmawiają mi pożegnania. Widzę jak tata odwraca się plecami i płacze, mama wręcza mi dwa obrazki z Matką Boską Częstochowska na drogę i też ma łzy w oczach. Jestem ich najmłodszą córką.

Wieczorem jesteśmy w Szwecji. Dużo śniegu, zimno. Po drodze zatrzymujemy się u ojca Milego w Nässjö, później jedziemy do naszego już wspólnego mieszkania na północy Szwecji w Guldsmedshyttan. Tam mój mąż pracuje w hucie na trzy zmiany. Wkrótce i ja otrzymuję pierwszą w Szwecji pracę w szpitalu w Lindesberg.  Mamy niewiele, ale mamy siebie, plany na przyszłość i naszą miłość. Planujemy pracować z pięć lat by oszczędzić na dom w Jugosławii. Pracujemy oboje na zmiany, więc widzimy się czasem w przelocie. Jak czas pozwala odwiedzamy jego ojca, brata i dwie moje siostry w Sztokholmie.

Uczę się szwedzkiego sama w domu. Tu, w Guldsmedshyttan, nie ma wielu cudzoziemców. Tęsknię za rodzicami, koleżankami, za Polską!!! Trudno jest dodzwonić się do kraju, na zamówioną rozmowę, czeka się po kilka godzin. Rodzice ciągle płaczą rozmawiając ze mną, tęsknię bardzo za nimi, więc często odwiedzam Polskę.

Muszę wytrzymać, jest tu obco, mamy kilku znajomych Niemców, z którymi odwiedzamy się czasem. Czuję się samotnie. Dużo czytam i uczę się języka. Szwecja jest krajem pięknym, ale zimnym, a ja tęsknię za Polską.

Często zastanawiam się, czy dzisiaj zrobiłabym to samo co wtedy, gdy miałam 21 lat? Pewnie nie tak łatwo bym opuściła moją ojczyznę, a mój wyjazd w nieznane, moja emigracja, wyglądała by inaczej…

Teresa Stahl

Tekst był publikowany w Nowej Gazecie Polskiej w styczniu 2007 roku

Lämna ett svar