Transmisja z Nobla

To bardzo nie sprawiedliwe, Panie Boże, że Pani Klementyna nie dożyła triumfu Pani Olgi. Klementynę Oleszczuk z Olgą Tokarczuk łączyła nie tylko ukraińska końcówka nazwiska. Obie Panie miały zbliżony ogląd świata, tak zwierzęcego, jak i ludzkiego. Miały zbliżone pasje, obie tak samo oceniały polską literaturę i historię. Tą pierwszą pozytywnie, tą drugą przeciwnie.

Gdyby Pani Klementyna (1929-2018) dożyła tej podniosłej chwili, to by oglądała transmisję z rozdania nagród w programie TVP Polonia. Była wierna tej stacji od czasu, gdy sprawiła sobie antenę satelitarną. I nawet, gdy siostrzenica przywiozła Jej z Polski uniwersalny dekoder Polsatu, to i tak najczęściej oglądała Polonię.

Oglądała i nagrywała, przede wszystkim Teatr TV, ale także i inne programy kulturalne z filmami włącznie. W serialach (podobnie, jak Pani Olga) nie gustowała. Nagrania pokazywała w polskich lokalach. Została po Niej obszerna wideoteka, prowadzona bez składu i ładu.

Żeby nie mówiono, że telewizja państwowa wypięła się na laureatkę. Więc ją pokazano… wprawdzie nie w ogólnie dostępnych w kraju programach TVP, lecz w przeznaczonym dla zagranicy kanale TVP Polonia, który w Polsce mają tylko ci, którzy mają także TVN i Polsat, więc – bez łaski – mogli się „noblować” na prywatnych kanałach. Podobnie, jak i odbiorcy zagraniczni, którzy transmisję z Nobla mieli w lokalnych programach.

Teraz po fakcie przedstawiciel TVP skarży się na Szwedów, że mu utrudniali pracę w Sztokholmie. Inni polscy korespondenci, jakoś  nie mieli tych problemów. Doskonałe relacje w „Gazecie Wyborczej” oraz programy w TVN Katarzyny Kolendy-Zaleskiej przejdą do historii. Każdy krok Laureatki relacjonowany był na bieżąco, a potem powstał zbiorczy film-reportaż. I powstanie książka.

LGG

Lämna ett svar